Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zyska dostęp do CEK. Stworzy system na oszustów

Zgodnie z projektem rozporządzenia Ministerstwa Cyfryzacji, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zyska dostęp do danych zgromadzonych w Centralnej Ewidencji Kierowców. Jak się dowiedzieliśmy, dane z CEK-u usprawnią działanie projektowanego systemu wykrywającego próby wyłudzenia odszkodowania.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Stłuczka, fot. Marcin Bielecki
Stłuczka, fot. Marcin Bielecki (PAP, Fot: Marcin Bielecki)

Nowy system na stare problemy

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny pracuje nad nowym systemem, który ma pomagać w wyłapywaniu zgłoszeń szkód, będących próbą wyłudzenia odszkodowania. By był on skuteczniejszy, UFG otrzyma dostęp do Centralnej Ewidencji Kierowców. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, stanie się to jeszcze w tym roku.

- Dane te będą wykorzystywane przez UFG do systemu identyfikacji i weryfikacji zjawisk związanych z przestępczością ubezpieczeniową - mówi Wirtualnej Polsce Aleksandra Biały, rzeczniczka prasowa Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. - Fundusz jest w trakcie budowy systemu antyfraudowego, projektu współfinansowanego ze środków UE. W pierwszej kolejności system będzie dotyczył ubezpieczeń komunikacyjnych.

- UFG ma dużo doświadczenia i wiedzy o scenariuszach zachowań przestępczych, którą będziemy dzielić się z ubezpieczycielami – dodaje Aleksandra Biały. - Od kilkunastu lat prowadzimy ogólnopolską bazę polis komunikacyjnych, która aktualnie posiada ponad 400 milionami rekordów. Inaczej mówiąc, po zbudowaniu platformy antyfraudowej będziemy udostępniać tę wiedzę ubezpieczycielom. Nawet jeżeli w ten sposób zaoszczędzonych zostanie 10 procent wypłat z OC komunikacyjnego to i tak będą to setki milionów złotych.

Jak w szczegółach będzie działał nowy system? UFG nie zdradza informacji na ten temat, by nie podpowiedzieć oszustom, jak zabezpieczyć się przed jej działaniem. Można się jednak domyślać, że zgłaszane u różnych ubezpieczycieli szkody będą badane pod kątem powtarzalności danych zniszczonych pojazdów i ich właścicieli. Jeśli osoba z „czarnej listy” zgłosi kolejną szkodę, rzeczoznawcy ubezpieczyciela będą się wnikliwie przyglądać sprawie.

Wielkie pieniądze kuszą

Jak informuje UFG, w 2016 roku towarzystwa ubezpieczeniowe z samego tylko OC wypłaciły odszkodowania na sumę ośmiu miliardów złotych. To ogromne pieniądze, ale i sumy wypłacane w poszczególnych sprawach bywają spore. Za naprawę kilkuletniego samochodu z niewielkimi uszkodzeniami trzeba zapłacić kilka tysięcy złotych. Zadośćuczynienie za szkodę w nowym aucie może sięgać dziesiątków tysięcy.

Szacuje się, że około 20 proc. zgłoszeń do ubezpieczycieli to próby wyłudzenia pieniędzy. Ubezpieczyciele doskonale zdają sobie z tego sprawę i próbują zmniejszać swoje straty. Niektóre firmy mają systemu komputerowe, które wskazują im sprawy „wyższego ryzyka”. Podstawą jest jednak wciąż fachowy rzeczoznawca. Jeśli szkody na samochodzie nie pasują do przebiegu zdarzeń, który podał zgłaszający, do gry wchodzą eksperci, którzy odtwarzają prawdziwy przebieg zdarzeń.

Jak działają oszuści?

Metod jest wiele. Wśród oszustów są zawodowcy, którzy z naciągania ubezpieczycieli zrobili sobie alternatywne źródło utrzymania. Jedną z metod takich osób jest zgłaszanie szkody, która nigdy nie miała miejsca. By można było w ten sposób oszukać ubezpieczyciela, konieczna jest współpraca rzeczoznawcy ubezpieczyciela, a najlepiej również policjanta, który potwierdzi okoliczności fikcyjnego zdarzenia. Sprawcy kupują dwa uszkodzone samochody, których sprawy nie były zgłaszane do ubezpieczycieli, a po zarejestrowaniu ich na podstawione osoby zgłaszają zdarzenie. To potwierdzane jest przez „zaprzyjaźnionych” policjantów i rzeczoznawców, a dalej wystarczy już tylko czekać na wypłatę odszkodowania.

Częstym scenariuszem prób oszustwa jest „ustawka”. Oprócz zawodowych oszustów czasem na takie rozwiązanie decydują się osoby, które stosunkowo wartościowym samochodem wpadły do rowu czy uderzyły w słup, a nie posiadają polisy AC. Wówczas na podstawioną osobę kupują bardzo tani samochód i aranżują zderzenie, które miało być spowodowane przez jego kierowcę, a owocować powstaniem uszkodzeń w droższym z aut.

Niektórzy oszuści decydują się też na iście bandyckie zagrywki. Próbują wrobić przypadkowego kierowcę w winę, tak inicjując zdarzenie drogowe, by mieć prawo po swojej stronie. Wystarczy, że nieuczciwy kierowca auta o uszkodzonym tyle, widząc w lusterku blisko jadące auto, nagle zahamuje. Innym sposób to nagłe przyspieszanie przed skrzyżowaniami, na których pierwszeństwo ma oszust. Zdarzają się też tacy, którzy gestem ręki wpuszczają kierowcę z drogi podporządkowanej, ale zamiast zahamować, po wstępnym zwolnieniu przyspieszają.

W ten sam sposób wykorzystywany bywa również kierunkowskaz. Oszust może włączyć go wyraźnie przed planowanym zjazdem na klasycznym skrzyżowaniu czy rondzie tylko po to, by widzący migające światło zmotoryzowany skorzystał z okazji i włączył się do ruchu.

Są też osoby, które zgłaszają fikcyjną kradzież samochodu i próbują wyłudzić odszkodowanie z AC. Choć scenariusz może tu wydawać się prosty, sprawcy bardzo często wpadają. Dlaczego? Przede wszystkim w takim przypadku mamy do czynienia z policją, a nie tylko z przedstawicielem ubezpieczyciela. Nie każdy, kto decyduje się na oszustwo, potrafi zachować zimną krew na komisariacie. Do tego na niekorzyść takich osób działa również technika. We współczesnych kluczykach zapisywany jest moment ostatniego uruchomienia samochodu, a te należy dołączyć do dokumentów trafiających do ubezpieczyciela. Jeśli w serwisie odczytana zostanie informacja, że auto uruchomiono już po zgłoszeniu kradzieży, sprawa jest jasna. Wiele podobnych przypadków pomógł rozwikłać również miejski czy prywatny monitoring.

Diabeł tkwi w szczegółach

Próby oszustw dotyczą nie tylko zgłaszania niezaistniałych szkód, ale też rozmiaru tych, które naprawdę miały miejsce. Swego czasu głośno było o sposobie na komputer pokładowy. Ten w niektórych modelach jest umieszczony nieopodal błotnika, co sprawia, że może ulec uszkodzeniu nawet w niegroźnym zdarzeniu. Oszuści kupowali zniszczony komputer i zastępowali nim jednostkę, która bez szwanku przeszła kolizję. Wezwany na miejsce rzeczoznawca, widząc rozmiar zniszczeń, podwyższał szacunek szkód. I to pokaźnie, bo komputer pokładowy jest drogim elementem.

Ubezpieczycielom znane są również przypadki oszustów, którzy po kolizji wymieniali poduszki powietrzne na odpalone. Skąd je brali? Za 70-200 zł bez trudności można kupić je przez internet. Dostępne są nawet komplety wraz z uszkodzoną przez poduszkę powietrzną deską rozdzielczą. Na pierwszy rzut oka oczywistym jest, że takie towary nie mogą posłużyć do żadnego uczciwego celu.

Konsekwencje

Sposobów na próbę oszustwa zakładu ubezpieczeniowego jest wiele. Jeśli jednak ubezpieczycielowi uda się udowodnić próbę oszustwa, sprawa trafi na policję, a stamtąd przed sąd. Za taki czyn można trafić do więzienia nawet na pięć lat. Wiele osób, które decydują się na „niewinne kłamstewko” nie zdaje sobie z tego sprawy. Wszyscy uczciwi kierowcy powinni kibicować nowemu systemowi UFG. Jeśli rzeczywiście skuteczniej będzie on wyłapywał próby oszustw, zmniejszy to wypłaty odszkodowań przez ubezpieczycieli, a w konsekwencji spadną ceny OC.

Polub WP Moto
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.