Rok 2025 to początek końca silników spalinowych?

Komisja Europejska rozważa wprowadzenie od 2025 roku bardzo restrykcyjnych norm dotyczących emisji CO2 przez samochody. Ich spełnienie będzie wymagało od producentów istotnej zmiany w podejściu do kształtowania gamy modeli, a to może przełożyć się na śmierć silników spalinowych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rok 2025 to początek końca silników spalinowych?
(Materiały prasowe)

Regulacja poprzez przepisy

Nie od dziś wiadomo, że prawo środowiskowe kształtuje kierunek rozwoju motoryzacji. Dwadzieścia lat temu doładowane silniki spalinowe stanowiły rzadkość. W 1998 roku ACEA, czyli Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów, podpisało z Komisją Europejską porozumienie, w myśl którego wprowadzono ograniczenia dotyczące emisji CO2 przez samochody. Ustalono, że emisja będzie liczona jako średnia dla wszystkich modeli oferowanych przez danego producenta na rynku Starego Kontynentu. Ustalono, że w 2003 roku średnia emisja będzie wynosiła do 170 g CO2 na kilometr jazdy, w roku 2008 do 140 g/km, a w 2015 roku 130 g/km.

Spowodowało to znaczące zmiany w budowie jednostek napędowych. Producenci szybko zauważyli, że cykl NEDC, podczas którego w laboratorium dokonywany jest pomiar emisji, lepiej od silników wolnossących przechodzą te doładowane. W efekcie dziś większość obecnych na rynku aut na benzynę ma pod maską doładowaną jednostkę napędową. Niestety, świetne rezultaty w laboratorium nie przekładają się na takie same wyniki w czasie zwykłej eksploatacji. Z roku na rok rośnie różnica pomiędzy spalaniem w rzeczywistym ruchu i tym deklarowanym przez producenta i według Europejskiej Federacji na rzecz Transportu i Środowiska w 2016 roku wyniosła ona aż 42 proc. Co będzie dalej?

Nowa norma, nowa kara

Zgodnie z planem kolejny krok to ograniczenie średniej emisji do 95 g CO2/km w 2020 roku. To jednak nie koniec. Jak informuje „Automotive News Europe”, Parlament Europejski rozważa przyjęcie nowego ograniczenia. Od 2025 roku miałoby być to 68 lub 72 g CO2/km. O tym, jak restrykcyjne to propozycje, może świadczyć fakt, że Peugeot 3008, który zwyciężył w tegorocznym konkursie Car of the Year, w cyklu mieszanym odznacza się emisją na poziomie 115-127 g CO2/km w przypadku samochodu z silnikiem benzynowym i 100-121 g CO2/km w przypadku diesla.

Emisja CO2 bezpośrednio wiąże się ze spalaniem. Obecny limit 130 g CO2/km może być spełniony, jeśli samochód z silnikiem benzynowym spala średnio około 5,6 l/100 km, a auto z silnikiem Diesla 4,9 l/100 km. Nowe normy dla producentów będą oznaczały konieczność dokonania ogromnych zmian. Część największych silników w modelach sportowych i limuzynach najprawdopodobniej zniknie i zostaną one zastąpione przez mniejsze jednostki. Chodzi jednak głównie o to, by powstawało jak najwięcej modeli niskoemisyjnych.

By zachęcić producentów do takiego kształtowania gamy, Komisja Europejska przyjęła, że każdy pojazd o emisji niższej niż 50 g CO2/km w ofercie marki będzie liczony jako dwa samochody w 2020 roku, jako 1,67 samochodu w 2021 roku, jako 1,33 samochodu w 2022 roku, a od roku 2023 już jako jedno auto.

Za rozminięcie się z normą obowiązują kary. Obecnie za każdy sprzedany samochód, który nie spełnia założonych wymogów, producent musi zapłacić 5 euro za pierwszy gram CO2/km ponad normę, 15 euro za drugi, 25 euro za trzeci i 95 euro za czwarty gram CO2/km powyżej normy. Od 2019 roku kary zostaną podniesione i producent będzie płacił 95 euro za każdy gram CO2/km powyżej normy.

Nowe normy nie będą oczywiście oznaczać końca firm wyspecjalizowanych w sportowych modelach. Producenci sprzedający od 10 do 300 tys. aut rocznie do 2019 roku mogą ograniczyć emisję w swoich modelach o 25 proc. względem stanu z 2007 roku i o 45 proc. do roku 2020. Producenci sprzedający od tysiąca do 10 tys. aut rocznie mogą sami zaproponować poziom redukcji, a producenci sprzedający poniżej tysiąca samochodów rocznie są wyłączeni z takiego obowiązku.

Zmierzch świata spalin

Rosnące wymagania środowiskowe i zmieniające się oczekiwania zmotoryzowanych niebawem sprawią, że na naszych oczach będzie miała miejsce rewolucja w motoryzacji. Jak szacują specjaliści, od 2020 roku liczba sprzedawanych samochodów osobowych z silnikiem Diesla zacznie drastycznie spadać, by w 2030 roku osiągnąć około 9 proc. Znacznie wolniej będzie maleć zainteresowanie samochodami benzynowymi, ale i te w 2030 roku mają stanowić tylko 25 proc. sprzedawanego wolumenu pojazdów osobowych.

Pozostałą część sprzedaży będą stanowić auta niskoemisyjne. Aż 28 proc. rynku mają przejąć samochody hybrydowe wykorzystujące silnik elektryczny i jednostkę benzynową. W 18 proc. rynek wypełnią hybrydy typu plug-in, czyli umożliwiające ładowanie auta z gniazdka i - przy dzisiejszych konstrukcjach - przejechanie około 50 km. Pozostałe 20 proc. ma należeć do samochodów elektrycznych. Oznacza to, że w 2030 roku samochody wykorzystujące silniki elektryczne (w tym hybrydy) będą stanowić 66 proc. sprzedawanych pojazdów.

Grabarzem samochodów spalinowych może okazać się nowy cykl pomiaru spalania i emisji. Wszystko wskazuje na to, że już we wrześniu okryty złą sławą cykl NEDC zostanie zastąpiony przez cykl WLPT. W porównaniu z obecnie stosowanym trwa on dłużej, a testowany samochód znajduje się w chłodniejszym otoczeniu podczas startu, przejeżdża większy dystans kilometrów, osiąga wyższą prędkość maksymalną i ma mniej postojów. Jeśli włodarze Unii Europejskiej ustalą, że samochody będą musiały spełnić wspomniane wcześniej limity w świetle nowych testów, może okazać się, że będzie to niezwykle trudne bez rezygnacji z części tradycyjnych, spalinowych odmian oferowanych modeli.

Polub WP Moto
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.