Trwa ładowanie...
d3z7wvb

Protest taksówkarzy trwa, a ministerstwo przygotowuje nowe prawo

Czy protest taksówkarzy w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi był niepotrzebny? Miasta zablokowano w imię walki z Uberem, postrzeganym przez taksówkarzy za nieuczciwą konkurencję. Tymczasem resort infrastruktury informuje, że jest w trakcie przygotowywania nowego prawa, które ma zlikwidować problem.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Protest taksówkarzy trwa, a ministerstwo przygotowuje nowe prawo
(PAP, Fot: Jakub Kaczmarczyk)
d3z7wvb

Taksówkarze, którzy dziś wyjechali na ulice czterech polskich miast, domagają się zrównania reguł konkurencji. Dowodzą, że nie są w stanie rywalizować z kierowcami, którzy nie muszą ubiegać się o licencję, nie posiadają kas fiskalnych, a także nie muszą przechodzić badań psychotechnicznych. Mają rację, ale rozwiązaniem nie jest likwidacja platform kojarzących kierowców z pasażerami, tylko anachronizmów w przepisach dotyczących przewozów. Te zaś niebawem mają się zmienić.

- Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa 10 kwietnia 2017 r. skierowało wniosek o włączenie do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów projektu ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw, zakładający zrównanie warunków wykonywania przewozów drogowych osób i stworzenia jednakowych szans dla prowadzenia działalności gospodarczej, m.in. poprzez wprowadzenie definicji pośrednictwa przy przewozie osób oraz ustanowienie licencji na pośrednictwo przy przewozie osób – informuje Wirtualną Polskę Szymon Huptyś, rzecznik prasowy resortu infrastruktury.

16 maja 2017 r. odbyło się posiedzenie Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, podczas którego omówiono projekt. Obecnie trwa dostosowywanie jego treści do ustaleń z posiedzenia KERM. Projekt ustawy, po przyjęciu przez KERM i decyzji o jego dalszym procedowaniu, zostanie poddany wymaganym konsultacjom publicznym, tak aby wszystkie zainteresowane podmioty wyrazić swoją opinię.

d3z7wvb

- W ocenie MIB w Polsce potrzebne są przepisy, które z jednej strony zapewnią równe traktowanie wszystkich podmiotów na rynku przewozu osób, a z drugiej będą zmierzały do poprawy bezpieczeństwa i komfortu klientów. Wsiadając do samochodu każdy powinien mieć pewność, że jest wieziony przez osobę, która ma do tego uprawnienia i która rzetelnie naliczy opłatę za przewóz. Trzeba podkreślić, że w projekcie nie jest planowane wprowadzenie ograniczeń co do sposobu komunikowania się pomiędzy zamawiającym a przewoźnikiem – dodaje Szymon Huptyś.

Najważniejsze rozwiązania w ministerialnym projekcie projekcie to:
- wprowadzenia definicji pośrednictwa przy przewozie osób oraz ustanowienia licencji na pośrednictwo przy przewozie osób,

- ustanowienia obowiązku prowadzenia i przechowywania przez pośrednika rejestru zleceń w zakresie przewozu osób,

- nałożenia obowiązku zlecania przewozów przez pośrednika podmiotom posiadającym licencje

d3z7wvb

- nałożenia na przedsiębiorców i kierowców sankcji, m.in. w postaci kar pieniężnych w przypadku nieprzestrzegania warunków związanych z przewozem drogowym.

- Na obecnym etapie prac nad projektem trudno jednak wskazywać na konkretne i ostateczne rozwiązania. Nowelizacja ustawy, po przyjęciu przez RM, będzie jeszcze przedmiotem prac Sejmu RP - kwituje Huptyś.

Wygląda więc na to, że resort infrastruktury ma swój pomysł na regulację rynku, ale nie jest pewien czy przejdzie on przez partyjny filtr. Nie wiadomo, w którą stronę pójdą zmiany, ale oczywiste jest, że biegu postępu zatrzymać się nie da. Co o konflikcie pomiędzy kierowcami Ubera a taksówkarzami sądzą nasze redakcyjne koleżanki i koledzy, będący użytkownikami obydwu systemów?

Jakub Tujaka, redaktor obszaru Motoryzacja w Wirtualnej Polsce:
- Konkurencja na rynku jest dobra przede wszystkim dla klientów. Uber jest spoko, bo dba o to, żeby auta były młode rocznikowo. Dobry jest też kontakt z kierowcami; wiesz gdzie są i zawsze możesz do nich zadzwonić. Co ważne, jeśli się spieszysz, to oszczędzasz kilka minut na płatnościach.

- Dobre jest też to, że aplikacja działa wszędzie na świecie tak samo. Nie ma stresu, że przepłacisz, albo nie uda Ci się zamówić taksówki. W czeskiej Pradze np. taksówkarze nie chcą zabierać Polaków, bo wiedzą, że ich nie da się naciągnąć. Turyści z Niemiec, Skandynawii, Japonii czy USA płacą tyle, ile im powie taksówkarz, a nawet zostawiają napiwki. Tym sposobem, za kurs warty 10 euro spokojnie można zażądać 20. Uber możliwości kombinacji nie daje. Ja jestem za, korzystam często i nigdy nie miałem problemu.

Joanna Sosnowska, redaktor naczelna obszaru Technologie w Wirtualnej Polsce:
- Z punktu widzenia obywatela rozumiem stanowisko taksówkarzy. Ubera stać na ponoszenie strat na nowych rynkach, korporacji taksówkowych nie. Dlatego Uber może narzucać wystarczająco niskie ceny za przejazdy. Jednak wygląda na to, że taksówkarze wybrali sobie przeciwnika trochę na oślep. W Estonii wystarczyła zmiana prawa, żeby Uber zaczął rozliczać podatki. We Francji kierowcy Ubera muszą mieć licencje. Dziś do pracy przyjechałam Uberem. Okazało się, że to jedyny sposób w jaki można ominąć korki w Warszawie. Kierowca Ubera pochodził z Ukrainy, w Polsce mieszka 4 lata. Zapytany co myśli o strajku taksówkarzy odparł, że na tym polega demokracja. I że to kwestią rządu jest doprowadzić do sytuacji, w której wszystkie strony będą zadowolone.

Barnaba Siegel, redaktor działu Gry w Wirtualnej Polsce:
- Odejdźmy na chwilę od konfliktu taksówkarze vs Uber na poziomie „czystości tapicerki", kultury osobistej przewoźnika, cen czy oskarżeń o podkręcanie liczników (spotkałem się z tym raz, tak ze 20 lat temu). To wszystko bardzo ważne elementy, które decydują o podejmowanych przez nas wyborach, ale nad nimi wszystkimi stoi prawo. I ja wolę mimo wszystko stanąć po stronie prawa, czyli uczciwej konkurencji, które egzekwowana jest m.in. przez posiadanie licencji na przewóz osób. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, gdy będzie tracił z powodu tego, że ktoś ma lepszą ofertę. Tak działa wolny rynek. Ale gdy konkurencja przebija nas, bo jest w kluczowym miejscu nieuczciwa albo działa na szaro, na granicy prawa, wykorzystuje opieszałość władz, to jest to faktyczny problem, a furia poszkodowanych – zrozumiała. Jednocześnie głosowanie portfelem przez ludzi jasno daje do zrozumienia, czego chcą. Niskich cen i nowoczesnej aplikacji. Wnioski? Prawo do gruntownej zmiany, uregulowanie kwestii licencji, ułatwienie dostępu do zawodu - zwłaszcza tym, którzy chcą dorobić po godzinach.

Tomasz Kutera, strateg treści reklamy natywnej obszaru Technologie w Wirtualnej Polsce:
- Chciałbym być po stronie taksówkarzy, bo jakoś tak wolę, jak moje pieniądze trafiają do polskich firm, a nie do amerykańskiego korpo z drugiego końca globu. Z drugiej strony, ciężko kibicować taksówkarzom. Ich usługi są droższe, jakość często niższa, a forma protestu zakłada uprzykrzanie życia potencjalnym klientom.

Szymon Jasina, redaktor obszaru Motoryzacja w Wirtualnej Polsce:
- Uber ma przewagę nad tradycyjnymi taksówkami nie tylko dzięki cenie (tym bardziej, że często wysoki mnożnik w sobotni wieczór powoduje, iż to taksówka jest tańsza). Jednak wygoda użytkowania jest niezaprzeczalna. Wystarczy kilka kliknięć na telefonie, aby zamówić transport do domu, a kierowcy wyświetli się najkorzystniejsza finansowo trasa. Na końcu nie trzeba martwić się o płatność, gdyż wszystko załatwi „system". Nie bez znaczenia jest też fakt, że Uber działa globalnie i niezależnie gdzie jestem na świecie, mogę skorzystać z tej samej aplikacji i praktycznie wszędzie będę miał taniej, niż gdybym wybrał tradycyjną taksówkę.

- Choć sam korzystam już praktycznie tylko z Ubera, to rozumiem taksówkarzy, na których nakładane są pewne obowiązki prawne, a ich konkurencja działa „olewając" te zasady. W końcu każdy powinien być równy wobec prawa. Jednak taka forma protestu, jak blokowanie ulic, tylko nastawia klientów przeciwko nim i jest darmową reklamą dla Ubera. Prawo powinno się zmienić, ale sami taksówkarze też muszą zadbać o swoją markę, gdyż nie jest ona zbyt dobra. Nie powinno być to trudne, gdyż nie ma tygodnia, aby nie pojawiła się jakaś afera związana z Uberem i to na tym taksówkarze powinni budować swoją przewagę, jeśli chcą namówić klientów do powrotu.

Mariusz Zmysłowski, redaktor naczelny obszaru Motoryzacja w Wirtualnej Polsce:
- Dotychczas korzystałem wyłącznie z usług taksówkarzy. Od lat jeżdżę z zaufaną korporacją i nigdy nie zostałem oszukany. Przeciwnie, zawsze jestem zadowolony z usług, z reguły kierowcy pytają którędy wolę jechać, jeśli jest kilka możliwości, od razu uprzedzają jeśli jakaś trasa jest szybsza, ale będzie droższa, pytają się czy odpowiada mi muzyka, czy temperatura w aucie jest właściwa. Do tego są jedną z najtańszych korporacji w Warszawie. Jeśli kiedyś przesiądę się do Ubera, to raczej z czystej ciekawości niż potrzeby poprawienia komfortu jazdy.

- Uważam jednocześnie, że taksówkarze prowadzą swoją wojnę w nieodpowiedni sposób. 5 czerwca sprawili, że ci, na których im powinno najbardziej zależeć, czyli klienci, mogli ich znienawidzić. 45 minut na wyjazd z osiedla na główną drogę? 1,5 godziny na przejazd przez miasto, który zawsze trwał 40 minut? Kto jest winny? Nikt nie pomyśli, że złe przepisy czy będący gdzieś na końcu tego łańcuszka Uber. W oczach konsumentów to taksówkarze sparaliżowali miasto i utrudnili dojazd do pracy tysiącom osób. Na koniec dnia wszyscy będą pamiętać właśnie ich, a nie samą sprawę.

Błażej Żuławski, strateg treści reklamy natywnej obszaru Motoryzacja w Wirtualnej Polsce:
- Do taksówkarzy zapałałem miłością tylko raz i na pięć minut. Po wyjściu z kina, po zakończonej projekcji pierwszej części filmu “Taxi”. Trochę mi zawsze głupio pisać kalumnie na tą grupę zawodową, jako że mój znajomy jest właścicielem jednej z warszawskich korporacji. Ale prawda jest taka, że taksówkarze to specyficzny naród i nienawidzą swoich korporacji tak samo jak nienawidzą przewozów osób. Muszą w nich być, by mieć pracę, ale czują się cały czas oskubywani przez właścicieli, przez to, że muszą płacić “bazę”, kupować nowe urządzenia do obsługi kursów - najpierw te takie pipczące terminale z guziczkami, teraz bardziej uniwersalne tablety.

- Gdy pojawił się Uber zapałałem do niego miłością. Po pierwsze samochody były czyste i pachnące. Po drugie raz jechałem z wiolonczelistą filharmonii warszawskiej, raz z emerytowanym pułkownikiem, profesorem politechniki Rzeszowskiej, innym razem z operatorem kamery z TVP 1. Wszyscy byli mili, rozmowy były ciekawe i nigdy przenigdy w aucie nie świeciła się żadna lampka kontrolna. A w taryfie to wiadomo - albo słychać wytrzepane zawieszenie, albo huczy jakieś łożysko. Pali się pełna choinka lampek na tablicy rozdzielczej. Oczywiście jedna, “check engine”, pali się z powodu instalacji gazowej, więc się nie liczy, ale pozostałe takie jak “zużyte klocki" przyprawiają mnie o dreszcze. Ewentualnie trafia się na tzw. “taksówkarza-dresa”, który o “furacza” dba, ale za to ma to radio pioneer, w którym pływają delfiny, słucha na cały regulator VOX FM i przez miasto pruje 120 km/h. Uber wydawał mi się więc miły, pachnący i bezpieczny.

d3z7wvb

- Z czasem pojawiły się też wady. Coraz gorsze finansowe (z tego co słyszałem) warunki pracy kierowców Ubera spowodowały wysyp samochodów śmieci, albo jeśli już samochód jest nowy, pachnący i wzięty w leasing (Skoda Fabia lub Hyundai i30) w celu wożenia pasażerów, to za kółkiem za zwyczaj siedzi Białorusin albo Ukrainiec. Choć przeciw tym nacjom nie mam nic, denerwuje mnie jak abstrakcyjny adres w rodzaju “proszę się zatrzymać na końcu Mostu Poniatowskiego” powoduje głośne “niczewo niepaniemaju” i zachęcające pokazywanie palcem na zamocowany na przyssawce telefon, by pasażer się zlitował i w końcu wpisał adres. Jeszcze jedno. Spod mojego domu Google zawsze prowadzi na około co doprowadza mnie do szału. Ciężko jest takiemu delikwentowi “niepaniemaju” wytłumaczyć, że ma jechać w lewo, a nie w prawo.

- Ponadto rozumiem, że w przypadku Ubera i innych przewozów osób są jakieś kwestie prawne czy ubezpieczeniowe, które narażają klientów w razie nieprzewidzianych “zdarzeń drogowych”. Jednak nie jestem pewien jakie one są i czy to nie mit - protest taksówkarzy nie komunikuje tego jasno jedynie zwraca uwagę na wydatki i wysiłek poczyniony przez tę grupę zawodową w celu uzyskania legalnej możliwości przewozu pasażerów (licencja, badania psychotechniczne, kasa fiskalna - na marginesie pamiętam też protest w sprawie obowiązkowych kas fiskalnych, choć byłem wtedy w liceum). Jednak w swoich działaniach stołeczni “taksiarze” poza zrażaniem do siebie ludzi, którzy potencjalnie mogliby korzystać z ich usług i utrudnianiem im życia zachowują się jak typowa grupa zawodowa, która nie potrafi dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości. Stosuje myślenie naszych władz czy amerykańskiego prezydenta Trumpa, chce cofać czas do momentu kiedy nie było takich inicjatyw jak np. Uber - chce nadal wydobywać węgiel i palić nim zamiast zrozumieć, że praca i przyszłość, wzrost ekonomiczny itp. Leżą w zastosowaniu energii odnawialnych. Stołeczni taksówkarze to, tak jak górnicy, żywa skamielina.

- Z drugiej strony rozumiem potrzebę regulowania spraw odpowiednimi przepisami. Sporo czytałem o tym jak legislacja nie nadąża za współczesnymi pomysłami biznesowymi, a inicjatywy typu AirBnB wykańczają centra miast - mieszkania są kupowane jako inwestycja na krótki wynajem i np. poza sezonem z powodu braku lokalnej społeczności umierają osiedlowe sklepy, kawiarnie i knajpy. Poza turystami w tych dzielnicach już nikt nie mieszka. A ci, co jeszcze mieszkają, są wyganiani powoli przez coraz wyższe czynsze. To kazus San Francisco, w którym rosnące ceny wynajmu i zakupu nieruchomości spowodowane właśnie wynajmem krótkoterminowym sprawiły, że AirBnB zostało zakazane. Teraz z tym problemem boryka się zgentryfikowane, hipsterskie Venice w Los Angeles. Tylko jak uregulować sprawę przewozu osób tak, by wilk był syty i owca cała? Tego taksówkarze już nie mówią.

- Moim rozwiązaniem jest korzystanie z jednej z warszawskich korporacji, która zamiast narzekać postanowiła zaregować na tą nową rzeczywistość w sposób proaktywny. Jej flota to same nowe, hybrydowe Toyoty. Wszyscy taksówkarze są na pensji (więc na przykład płatność kartą nie jest dla nich problemem i nie wiozą do bankomatu - z nadal bijącym licznikiem, rzecz jasna), nie przejmują się paliwem, utrzymaniem auta etc. Mają po prostu jeździć. Są więc mili i zrelaksowani. Korporacja ta ma świetną apkę, z której korzystanie daje zniżki. Jest też system ocen kierowców (jak w Uberze) dzięki czemu łatwiej zarządzać jakością. Ponadto jej taksówkarze są licencjonowani, mogą więc jeździć buspasami, po krakowskim przedmieściu etc. Te rzeczy prawne, związane z ubeczpieczeniem i odpowiedzialnością chyba też w tej korporacji działają, skoro wszystko jest godne z prawem. Co najważniejsze, sposób, w jaki jej właściciele nie oglądają się na przeszłość tylko patrzą śmiało ku przyszłości, podoba mi się najbardziej.

d3z7wvb

Podziel się opinią

Share

d3z7wvb

d3z7wvb