Zwróćmy też szczególną uwagę na rdzawe zacieki w okolicach łączenia blach. Jeżeli je tam znajdziemy, oznacza to, że korozja zaatakowała profile zamknięte. Obok zewnętrznych elementów, warto też rzucić okiem na podłogę wewnątrz samochodu. Wielu o tym zapomina, a po czasie okazuję się, że ofensywa korozji dotarła aż do wnętrza. Bardzo często woda z topniejącego na dywanikach śniegu przedostaje się pod tapicerkę. Aby sprawdzić te miejsca trzeba trochę zachodu, ale lepiej się upewnić, niż narażać później na większe wydatki.
Likwidacja ognisk korozji ma dwie alternatywy. Pracę możemy zlecić specjalistom, bądź zająć się nią we własnym zakresie. Generalnie, większe ogniska lepiej przekazać w ręce profesjonalistów, a z niewielkimi śladami rozprawić się samemu. Najważniejsza sprawa to dokładność! Aby cały zabieg miał sens, należy wykonywać go, gdy jest ciepło. Wilgoć jest bardzo niewskazana. Krok pierwszy, to zeszlifowanie, oczyszczenie blachy z rdzy. Nie może zostać nawet najmniejszy pęcherzyk! Oczyszczone miejsca malujemy farbą podkładową, później ubytki uzupełniamy szpachlą, polerujemy i lakierujemy.