Andrzej Adamczyk będzie odwołany? Wszystko przez drogie autostrady

Choć jeszcze prezes, a może pani premier, nie podjęli decyzji co do zmian w rządzie, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk może czuć już zacieśniającą się na szyi pętlę. Choć kolejne kilometry dróg są otwierane niemal codziennie, jest jeden aspekt, który można by poprawić. Doradzamy panu ministrowi, jak to zrobić.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Autostrady miały być tańsze, ale ceny nadal się nie zmieniły.
Autostrady miały być tańsze, ale ceny nadal się nie zmieniły. (WP.PL)

– Klęski nigdzie nie ponieśliśmy, natomiast jest wiele kwestii niedokończonych, na przykład ceny autostrad nie spadły w sposób znaczący, a powinny spaść – stwierdził w "Gościu Wiadomości" prezes Jarosław Kaczyński. Przez dwa lata nie udało się obniżyć opłat za autostrady i czujne oko szefa partii zauważyło, że dalej za mało dzieje się w obszarze infrastruktury. Stanowisko stracił już Krzysztof Kondraciuk, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Austostrad. Teraz wielkimi krokami dymisja zbliża się do Andrzeja Adamczyka. Obniżenie kosztów, a może i opłat za autostrady, brzmi wspaniale dla kierowców. Dlaczego więc pan minister bardziej nie przyłożył się do tego zadania?

Przecież on sam – jeszcze rok temu – wspominał z mównicy sejmowej, że budujemy najdrożej w Europie. Cóż, wiadomo, że są trzy prawdy, a jedną z nich jest statystyka. Do jednego worka wrzucono budowy w mieście, jak i w szczerym polu, tunele i pętle. Co ciekawe, specjaliści wskazywali, że mieścimy się w średniej europejskiej, wykonawstwo jest tanie, a o kosztach inwestycji decydują w dużej mierze problemy z wytyczeniem szlaku. No cóż, obciąć kosztów się nie udało. Są za to spore poślizgi.

Nie ma co ukrywać, że kwestia autostrad pozostaje dość... intrygująca. W tym roku zobaczyliśmy tylko odcinki dróg ekspresowych oraz kilka obwodnic. Łącznie miało być ich około 400 km, teraz okazuje się, że prawie połowa jest w rozsypce. W 2018 i 2019 roku, przy optymistycznych prognozach, będziemy mieli okazję przejechać się obwodnicą Częstochowy i dojechać nią aż do lotniska w Pyrzowicach. Ale jeśli już będziemy chcieli udać się do Krakowa, przyjdzie nam zapłacić. Na szczęście nie tyle, ile wyniesie nas trasa spod Konina do granicy w Świecku – aż 75 złotych. Dla porównania całoroczna (a dokładniej 13-miesięczna) winieta w Szwajcarii kosztuje dwa razy tyle. Wydaje się więc, że minister miał z czego ciąć.

Być może, lecz tego się nie dowiemy. Autostrada została stworzona dzięki partnerstwu publiczno-państwowemu, umowy zostały utajnione i podpisane na 20 lat, a od pierwszego marca kierowcy płacą więcej. Fakt, że to zaledwie złotówka, lecz chyba nie o to chodziło prezesowi, panie ministrze? No cóż, w końcu odcinek A2 Nowy Tomyśl-Konin nie jest dotowany z budżetu, ani nie jest zwolniony z podatku VAT. Kasa do budżetu więc płynie...

Może więc trochę poczarować kierowców, obniżyć im opłaty za autostrady, na które tak psioczą, a brakujące pieniądze ściągnąć z paliwa? Przecież przeciętny Polak nie zbuntuje się, lecz co najwyżej trochę ponarzeka i zapłaci więcej. Kilka groszy na litrze tu, kilka tam, a wszystko przelać na organ nazywający się na przykład Krajowy Fundusz Drogowy. A że to już wszystko istnieje? Zróbmy więc kolejny, na drogi samorządowe.

Całe szczęście, że ten pomysł kolejnego podatku wliczonego w cenę paliwa, który miał przynieść nawet 5 mln zł, zniknął z mediów tak szybko, jak się tam pojawił. Może następny minister znajdzie sposób na obniżenie kosztów lub... na inny sposób zajrzenia do portfeli kierowców. To jest przecież najłatwiejsze.

Polub WP Moto
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.