Trwa ładowanie...
d1q1mjj

Kręcenie liczników ma się u nas świetnie

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kręcenie liczników ma się u nas świetnie
(moto.wp.pl)
d1q1mjj

W Polsce sprzedającemu używany samochód nie wierzy w zasadzie nikt. I nic w tym dziwnego. Mimo zmian, jakie zaszły w ostatnich latach, skala procederu fałszowania wskazań liczników pozostaje ogromna. Dotyczy to przede wszystkim samochodów sprowadzanych z zagranicy.

Handlarze przyznają, że nawet dziewięć na dziesięć samochodów ściągniętych z Zachodu i wystawionych na sprzedaż jest "kręconych". - Czasem wystarczy podpiąć się pod złącze diagnostyczne, czasem trzeba wyjąć licznik. W popularnych modelach zajmuje to kilka minut. W droższych do godziny - mówi Łukasz z Piaseczna, specjalista od elektroniki samochodowej. Koszt takiej usługi to od stu do kilkuset złotych - w zależności od tego, jak skomplikowany jest układ. Czy to się jednak w ogóle opłaca? Niestety tak.

Wśród potencjalnych nabywców samochodów z drugiej ręki pokutuje przekonanie, jakoby 200 tys. km na liczniku było wartością, po przekroczeniu której samochód czeka szybka degradacja. Nic więc dziwnego, że kupujący szukają auta, na liczniku którego jest jak najmniejszy przebieg. Co więcej, są gotowi zapłacić za to nawet kilka tysięcy złotych. Czy mają rację? Owszem, w przypadku najpopularniejszych silników Diesla 200-250 tys. km to granica, po przekroczeniu której o regenerację lub wymianę może się upominać osprzęt: turbina, koło dwumasowe, układ wtryskowy. Naprawy tych elementów nie są tanie. Trzeba jednak pamiętać, że o przebiegu samochodu świadczy nie tylko wskazanie na zegarach, ale też ogólny stopień zużycia auta. Jeśli sugeruje on znacznie większy przebieg niż ten, jaki widnieje na liczniku, powinniśmy być podejrzliwi.

d1q1mjj

Proceder „kręcenia” liczników ma się doskonale, ponieważ w polskim prawie brakuje paragrafu, który bezpośrednio zakazywałby takich praktyk. Zgodnie z przepisami można zmienić stan licznika, ale w razie sprzedaży samochodu należy o tym fakcie poinformować nabywcę. W przeciwnym przypadku mamy do czynienia z oszustwem. Póki nie zmieni się prawo, wzdłuż granicy z Niemcami bez problemu znajdziemy zakład, który specjalizuje się w takich ingerencjach. Firmy działają legalnie i wciąż znajdują klientów na swoje usługi. Choć jest ich mniej niż kiedyś.

Obecnie podczas przeglądu technicznego diagnosta ma obowiązek spisać przebieg samochodu. Informacja ta zostaje umieszczona w Centralnej Ewidencji Pojazdów obok innych danych na temat wizyty auta w stacji. Z tego względu cofanie licznika samochodu krajowego przestaje mieć sens. Potencjalny kupiec - o ile dysponuje numerem VIN, numerem rejestracyjnym i datą pierwszej rejestracji - może sprawdzić samochód, którym jest zainteresowany, na rządowej stronie historiapojazdu.gov.pl. Wśród danych, jakie mu się wyświetlą, jest również informacja o przebiegach podczas kolejnych przeglądów.

Wiele osób, które sprowadzają auto z zagranicy, wciąż decyduje się jednak na „korektę” stanu licznika. Usługa wykonywana jest jeszcze przed pierwszym krajowym przeglądem, by do baz danych CEP-u trafiła taka wartość, jakiej życzy sobie nowy właściciel. W ten sposób oszukiwanie potencjalnych kupców wciąż jest możliwe.

* 400 tys. km Fiatem Pandą? Inżynierowie tego nie przewidzieli *

Źródło: PAP, "Gazeta Wyborcza"
tb/

d1q1mjj

Podziel się opinią

Share

d1q1mjj

d1q1mjj