Krakowska policja sprawcy agresji drogowej. Mógł wystrzelić do innego pojazdu

Do zdarzenia doszło w czwartek 4 stycznia około godz. 16.15 na 426 kilometrze autostrady A4 w kierunku Tarnowa - ok. 400 m za Węzłem Wielickim. Policja szuka osób, które widziały zdarzenie lub zarejestrowały je samochodową kamerą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Krakowska policja przyznaje, że pierwszy raz ma do czynienia z przypadkiem fizycznej agresji podczas jazdy autostradą
Krakowska policja przyznaje, że pierwszy raz ma do czynienia z przypadkiem fizycznej agresji podczas jazdy autostradą (East News)

Agresja drogowa to przeważnie atak na kierowcę za pomocą pięści czy zajeżdżanie drogi samochodem. Tym razem było jednak inaczej. - Zdarzenie miało miejsce na autostradzie, a powodem agresji prawdopodobnie było to, że poruszający się lewym pasem kierowca forda transita nie zjechał na prawy tak szybko, jak chciałby tego kierujący czarnym volkswagenem passatem kombi – mówi Wirtualnej Polsce Sebastian Gleń, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

- Kierujący passatem sygnalizował światłami kierowcy forda, by ten zjechał na prawy pas. Gdy zrównał się z fordem, jego kierowca zobaczył błysk i rozbita została jego boczna szyba. Na szczęście kierujący fordem nie utracił kontroli nad pojazdem. W przeciwnym wypadku sprawa mogła mieć tragiczny finał – dodaje Sebastian Gleń.
Policja przeprowadziła na miejscu poszukiwania naboju, który mógłby spowodować rozbicie szyby. Nie udało się jednak nic znaleźć. Teraz policja nie wyklucza, że szyba forda mogła zostać czymś uderzona. Możliwe też, że z volkswagena rzucono jakimś przedmiotem. Za taką możliwością przemawia fakt, że w uszkodzonym samochodzie nie znaleziono przestrzelin. Żadna z możliwości nie jest jednak zupełnie wykluczana.

Policja apeluje do świadków, którzy widzieli w tym czasie na obwodnicy agresywnie jeżdżącego kierowcę czarnego VW Passata kombi, o telefon na numer 997 lub 12 6152917.

Polub WP Moto
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.