Dwie średnie krajowe na jednym etacie. Gdzie? Za kierownicą

Rzucił stałą pracę, by wozić ludzi samochodem. Dzisiaj nie żałuje. Ma trzy auta, zatrudnia dwóch kierowców i nieźle zarabia. Do tego ma sporo wolnego czasu. I to wszystko w niespełna rok. Brzmi jak bajka? Oto historia Marcina, który rok temu wszystko postawił na jedną kartę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dwie średnie krajowe na jednym etacie. Gdzie? Za kierownicą
(Materiały prasowe, Fot: Materiały prasowe)

Jestem uberowym ignorantem. Jeśli już to korzystam z taksówek. Irytuje mnie stan niektórych samochodów, ich kierowców i odór panujący wewnątrz aut, ale przyzwyczajenie trudno zmienić. Podczas ubiegłorocznych targów motoryzacji w Paryżu znajomy zaproponował, by pojechać pod wieżę Eiffla. Ot tak, w wolnej chwili. Z hotelu to kawał drogi, za taksówkę zapłacimy majątek - pomyślałem. – Co ty, 6 euro w jedną stronę – odpowiedział kolega i kliknął coś w swoim telefonie.

Samochód był pod hotelem w 5 minut. Czysty, prawie nowy, pachnący. Kierowca miło nas przywitał, ale od razu przyznał się, że nie mówi w żadnym języku poza ojczystym – tureckim. W sumie nie ma, co gadać, trasa i tak już jest znana. I jemu i nam. Płatność? Pobiorą z karty kredytowej.
Z uberowej rewolucji korzystają nie tylko klienci, także kierowcy. Ile można na tym zarobić? Rozmawiam z Marcinem, który przez rok jazdy w tej „korporacji” dorobił się trzech samochodów, dwóch kierowców i całkiem konkretnej pensji.

Czy na Uberze można zarobić?

Gdyby nie można było, to bym się z niego wypisał.

Niespełna rok temu postawiłeś na jedną kartę.
To prawda. Zrezygnowałem ze stałej pracy i postanowiłem jeździć w Uberze na pełen etat. Niech policzę, jeżdżę od kwietnia ubiegłego roku. Od początku jeździłem zarobkowo, nie traktowałem tego, jako zajęcia dodatkowego, po pracy dwa kursiki. Stwierdziłem, że poświęcę na to więcej czasu, to zarobię więcej. Wtedy słyszałem o zarobkach nawet 10 tys. miesięcznie.

I co, sprawdziło się?

Tak, ale wymagało to naprawdę zaangażowania i umiejętności w prowadzeniu tego „biznesu”.

A nie myślałeś o czymś bardziej tradycyjnym? O taksówce?

Nie, bo sam nie lubię taxi. Uber daje całkowitą swobodę, zarabiam gdzie chcę, robię, co chce i kiedy chcę. Dzisiaj mam jeszcze inne działalności i w trakcie tych obowiązków mogę nadal jeździć.

W taksówce też.

Ale tutaj ludzie są inni. Młodsi, z innym podejściem. Poza tym jak rozmawiam ze znajomymi taksówkarzami, mówią, że kończy się ten biznes. Dając ogłoszenie, że szukam kierowców, zgłaszało się bardzo dużo taksówkarzy. Poza tym dużym plusem jest przejrzystość całego tego interesu. Klient widzi orientacyjną cenę za kurs, widzi gdzie jest kierowca, którędy jedzie, samochody są nowsze, kierowcy też młodsi. Same plusy.

Czyli Uber wykańcza taksówki?

Myślę, że to ma duży wpływ. Ludzie mają dosyć oszukaństw, naciągania, objeżdżania nie wiadomo którędy, chamstwa i magicznych guzików zmieniających licznik. Jak jeżdżę i pytam ludzi, dlaczego wybierają Ubera, to opowiadają, że mają dość naciągaczy.
Ostatnio pani w ciąży z malutką torbą chciała jechać z dworca centralnego na Grzybowską. To jest ok. 800 metrów. Panowie taksówkarze powiedzieli, że poniżej 50 zł. nie chce im się drzwi otwierać. I to mówię o korporacyjnych taksówkach. Ludziom przestaje się to podobać.

Ale tak samo może być przecież w Uberze.

Ja nie trafiłem na chamstwo i niemiłych kierowców. Poza tym kierowca wybierając kurs, nie wie, dokąd pojedzie. Raz to będzie kurs za 5 zł, raz za 150 zł. Ostatnio padł rekord. Uber jechał z lotniska w Warszawie do Poznania.

To są najbardziej opłacalne kursy?

Przeliczyliśmy to z kolegami i wyszło nam, że nie. Klient zapłacił ponad 500 zł, ale kierowcy zostało mniej więcej 360 zł.

To chyba niezła dniówka.

No tak, ale spędził w aucie 9 godzin. Ja wolę krótsze kursy, w mieście i w okolicach.

Zacząłeś przygodę z Uberem od jednego auta.

Takie były początki. Żeby wyjść na swoje jeździłem po 8/10 godzin. Czyli ok 12/13 w samochodzie. Bo zawsze dojazd, przerwa, kawa. Ale przy 10 godzinach, po odjęciu kosztów zostawało 200 zł. dniówki.

Czyli miesięcznie 6 tys. zł. Chyba nieźle, skoro średnia krajowa to ok 3 tys. zł.

Owszem. Do tego są jeszcze weekendy, a tu stawki są wyższe, no i kursy lepsze. Dochodzi, więc jeszcze parę złotych. Od niedawna jeździ dla mnie dwóch kierowców. Zatrudniam ich na umowę zlecenie, płacę ZUS i podatki, dzięki temu sam mogę jeździć mniej, bo z każdego auta mam 1500-2000 zł na czysto.

Nie boisz się, że zaraz do Ubera będą się zgłaszać nowi kierowcy? Odbiorą Ci chleb?

Ha, mogą się zgłaszać. W ciągu dnia zlecenia są non stop. Na brak zajęć nie narzekam.

A zdarzają się jakieś niebezpieczne sytuacje?

Nie, bo wbrew pozorom, żaden klient nie jest anonimowy. Każdy ma swoje konto, więc Uber wie, kto wsiada do samochodu. Zdarzają się jedynie śmieszne sytuacje. Ostatnio w sylwestra wiozłem parą młodych ludzi i dziewczyna zaczęła wymiotować w aucie. Na szczęście chłop był ogarnięty i założył jej worek na głowę. Obyło się bez prania tapicerki.

Czyli klientami są młodsi ludzie?

Zdecydowanie jest to target młodzieżowy, Ci, którzy korzystają ze smartfonów i aplikacji. No i branża komputerowa. 9 na 10 klientów to ludzie jakoś związani z branżą IT i komputerami.

A czy jest możliwość obejścia prowizji Ubera?

Pewnie, że jest, ale to jest bardzo ryzykowne. Przyjęcie pieniędzy do ręki za kurs, bez licencji na przewóz osób jest nielegalne. Grozi za to bardzo wysoka kara. Nikt nie chce ryzykować.

A zdarzają się kontrole?

Urzędowe bardzo rzadko, ale taksówkarze robią zatrzymania obywatelskie. Zakładają fałszywe konta, dzwonią na policję zamawiają najbliższego Ubera i próbują się dogadać z kierowcą. Jeśli on się zgodzi i ruszy, już go mają. Wtedy wpada policja, skarbówka i mandat.

Ty miałeś jakieś kontrole?

Nie, nie miałem.

Uber w Polsce jest ponad dwa lata, jak się zmienił przez ten czas?

Może się nie zmienił, ale się wycwanił. Zostaliśmy w tym czasie podwójnie obciążeni opłatami. Oszukani to moim zdaniem za duże słowo. Na wakacje obniżyli ceny, żeby pasażerowie zostali z nami. Przy okazji nam zwiększono prowizję z 20 na 25 proc. Mieli wrócić po wakacjach do starych stawek, ale nie wrócili. Uber napisał jedynie, że większe wydatki na marketing przekładają się na większe zainteresowanie kursami, więc i tak kierowcy zarabiają więcej. Obliczyli, że o 18 proc. niż dotychczas.

Dobrze obliczyli?

Nie, ale i tak dają zarobić no i wchodzą w nowe obszary. Niedługo będzie Uber X, czyli dowóz jedzenia na zamówienie. Tu można jeździć rowerem lub skuterem. Już się zastanawiam, czy w to nie wejść. Poza tym, jak na razie są dwie kategorie samochodów: pop i select. Ta pierwsza to klasa Skody Fabii, druga Octavii. W zależności, w jakiej jesteś klasie, masz różne stawki. Dla pop to ok 4 zł na wejście i 1,40 za kilometr, dla select – 7 i 1,70 za kilometr. Średnio dzięki wyższej klasie auta zarabiasz 10 proc. więcej.

Dużo się też mówi o Uberze Black, czyli klasie limuzyn. Nad tym też warto się zastanowić, choć tam to już Mercedesy, Bentleye i auta tego segmentu mogą jeździć.

Już planujesz zakup takiej limuzyny?

Na razie nie, ale chce mieć w sumie 5 samochodów. Z każdego wyciągnę po 2000 zł miesięcznie, nie będę musiał sam jeździć, będę miał czas na inne biznesy. Kłopot tylko w tym, że trudno znaleźć ludzi do pracy. Jeździ w Uberze dużo Ukraińców, bo Polakom się nie chce.

Polub WP Moto
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.