Jego zdaniem importerzy na własne życzenie sprawili sobie kłopot. - Gdyby wyłożyli pieniądze na sieć, mogłyby one być mniejsze niż te, które teraz muszą zapłacić. W dużo gorszej sytuacji byli i są natomiast osoby prywatne sprowadzające mniej niż 1000 aut. Zobowiązane one zostały do płacenia 500 zł niezależnie, czy sieć stacji demontażu i punktów zbierania pojazdów istnieje, czy nie. Zebrało się tego ok. 350 mln, a więc prawie trzy razy tyle, co w przypadku importerów – stwierdza Jerzy Izdebski.