Trwa ładowanie...
d1zu22x

Drogi nie znaczy lepszy

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Drogi nie znaczy lepszy
d1zu22x

[

]( https://kiosk.burdamedia.pl/? ) Kiedy Ferrari F430 pojawia się na drodze, świat zamiera w zachwycie. Rasowego włoskiego superauta nic nie zastąpi. Ale Abarth 500, Mini JCW i Twingo RS to auta bez kompleksów. Rywalizują pod krakowskim Kopcem Kościuszki pokazując, że można mieć tyle samo emocji za ułamek ceny.

 (fot. G-M Studio, Błażej Żuławski)

SUPERAUTO TO SZCZEGÓLNY podgatunek samochodu. Głośne, szybkie, bezczelne i brutalne, temat plakatów na ścianach pokoi nastoletnich chłopców. I obiekt marzeń ludzi majętnych tudzież milionów przeciętniaków z nadzieją grających w lotto. Niestety, dla wielu ludzi przedmiot westchnień całkowicie odartych z realizmu od czasu, gdy szefowie wielkich banków swoją głupotą i lekkomyślnością pozbawili nas marzeń. Swoją drogą, czy fakt, że mniej spośród nas kupi sobie Ferrari, czy Lamborghini, nie powinien być wystarczającym powodem, by prywatnie tym różnym Madoffom porozkwaszać nosy? Bonusy z publicznych pieniędzy łatwo sobie wypłacać, ale nos boli długo. Wracajmy jednak do rzeczy. Zapomnijmy przez chwilę o pozbawionych kontaktu z rzeczywistością ekologach, którzy chcieliby, abyśmy nawet węgiel ze Śląska wozili rowerami. Po polnych drogach, bo w budowie normalnych skutecznie przeszkadzają. Czy jazda
egzotycznym supersamochodem w obecnych czasach nie jest sporą przesadą?

* WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII * Esencja supersamochodu
Przy kawie w jednej z knajpek na Rynku w Krakowie faktycznie może wydawać się to prowokacją społeczną. Wystarczy jednak wsiąść do Ferrari F430 Spider, przekręcić kluczyk i wcisnąć czerwony przycisk Engine start na kierownicy, by stojące w pobliżu zakonnice zrzuciły habity, a gołębie odleciały do ciepłych krajów. Metaliczne chrząknięcie, po którym następuje tutti sekcji instrumentów dętych blaszanych, to dźwięk piękniejszy od miłosnego szeptu pociągającej kobiety. I głośniejszy.

 (fot. G-M Studio, Błażej Żuławski)

Nie reagować na to w żaden sposób to znaczy przedkładać oglądanie pornografii w Internecie nad noc w łóżku z Keirą Knightley. Smutne, prawda? Na dodatek F430, także w wersji Spider, to samochód, który dobrze czuje się na ulicy, autostradzie i na torze wyścigowym, gdzie jego precyzja prowadzenia i fenomenalne osiągi nie rozłażą się w szwach, jak to bywa w innych pięknych supersamochodach. To męska, solidna maszyna, w której wszystko wydaje się metalowe i dokładne jak nóż do sushi. Trzeba rozumieć budowę skrzyni biegów F1, oszczędzać sprzęgło i można tym wozem jeździć codziennie. Ale nie pod dom kochanki, bo zbiegowisko skutecznie uniemożliwi utrzymanie romansu w tajemnicy.

Bandzior z Oxfordu
Mini Cooper S z pakietem John Cooper Works jest bezczelny jak angielski komik. Silnik imponująco ciągnie z najniższych obrotów i na idealnie gładkiej drodze szaleniec w Mini mógłby nawet mierzyć się z Ferrari. Przez sekundę tylko, ale dokładnie takie wrażenie potęgi emanuje z silnika tego samochodu. Niestety, wnętrze to cyniczny dyskurs na temat retro designu: wielki prędkościomierz rewelacyjnie odbija światła auta jadących z tyłu wprost w oczy kierowcy, wszystko trzeszczy i skrzypi niemiłosiernie. To nie koniec.

Potężny motor powoduje kłopoty z trakcją, a na nierównej drodze jazda JCW z większą prędkością to bitwa, a nie przyjemność.

 (fot. G-M Studio, Błażej Żuławski)

Ewidentnie wóz powstał dla snobów z miasta, którzy za każdym razem jadą nim krótko. Nastawy zawieszenia są może i dobre na tor wyścigowy, ale tam lanserów w Mini widuje się rzadko. Podejrzewam, że zgodnie z chwalebną niemiecką tradycją budowy solidnych fortyfikacji inżynierowie BMW wpakowali w nadkola szalunki z desek i zalali je betonem. Najgorsza wiadomość: drapieżny wygląd Mini prowokuje innych kierowców do zawodów, a posiadanie takiego auta niejako zobowiązuje, by się z nimi ścigać.

Zastępcze Ferrari
Wiecie, że jakiś czas temu wyprodukowano w Tychach specjalną serię Fiatów 500, które są wykorzystywane jako auta zastępcze u dealerów Ferrari? Po Mini, które jest chartem bez smyczy i kagańca, Abarth 500 wygląda na małego teriera, który próbuje wyrwać się swojej pani, wytężając wszystkie mięśnie. Niestety też prowokuje innych użytkowników drogi do wyścigów. Wnętrze jest stylowe, przednie fotele lepsze od podgrzewanych z testowego Mini. Przeszkadza środkowa konsola rodem z Pandy, o którą tylko krótkonogi kurdupel nie rozbije sobie prawego kolana. Za dwiema osobami normalnych rozmiarów nikt podobnych gabarytów z tyłu nie usiądzie, podobnie jak w Cooperze. Pod maską silnik oparty na takich samych zasadach, jak w Mini – niewielkie benzynowe turbo. Ciągnie świetnie, brzmi soczyście (choć nie strzela w wydech jak Cooper). Na nierównej drodze wóz spisuje się lepiej niż ten z Oxfordu, ale niestety ma tendencję do tzw. galopowania, czyli kiwania się w przód i w tył. Na prostej mocny Cooper ucieka zdecydowanie,
chociaż nie jest to przewaga dyskwalifikująca. Abarth jeździ minimalnie wolniej od Coopera, jest bardziej harmonijnym wozem i nic w nim nie trzeszczy. W dodatku kosztuje o połowę mniej.

d1zu22x

* WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII *

 (fot. G-M Studio, Błażej Żuławski)

Francuski fachowiec
Czyżbyśmy zatem mieli zwycięzcę naszego porównania (bo Ferrari tak poważnie niczym zastąpić się nie da, nawet w recesji)? Niezupełnie. Zapomnieliśmy bowiem o trzecim małym aucie, najbardziej niepozornym, skromnym do przesady z zewnątrz i we-wnątrz. I najtańszym. To Renault Twingo Renault Sport. Wolnossący silnik nie może bezpośrednio konkurować z turbo Mini czy „pięćsetki”, ale kręci się wysoko, niczym jednostka małej rajdówki. Krótkie przełożenie główne jeszcze potęguje wrażenie uczestnictwa w rajdzie, obroty są stale wysokie, motor aż kipi od mocy, ale brzmi tandetnie. Po prostu nikt nie wydał tu pieniędzy na strojenie dźwięku, tak jak w dwóch pozostałych supermini. Lampka przypominająca o zmianie biegu w ferworze walki jest zwyczajna, ale lepiej widoczna w dzień od tej w Fiacie. Fotele są bardzo dobre, ESP wyłącza się jednym dotknięciem ukrytego przycisku (Abarth na to nie pozwala, Mini ma dwustopniowy wyłącznik, jak każde BMW), wnętrze nie drażni obcymi dźwiękami, a z tyłu można przewieźć dwóch sporych
facetów. Tylne fotele da się przesunąć dla powiększenia bagażnika. Co, że praktyczne miejskie wozidełko? To też, ale clou zostawiłem na koniec: na typowo wyboistym polskim asfalcie Twingo jedzie fantastycznie, także wtedy, gdy kierowcy Mini JCW i Abartha 500 omdlewają z przerażenia. Zaniemówiłem z wrażenia, kiedy po raz pierwszy wsiadłem za kierownicę francuskiego autka. Przy jego wyglądzie to tak, jakby pójść do łóżka z Kopciuszkiem, a obudzić się w objęciach rzeczonej panny Knightley. Niezły interes!

Serdecznie dziękujemy Kuzaj Dream Cars za wypożyczenie Ferrari i hali do sesji zdjęciowej (www.kuzajdreamcars.pl).

Piotr R. Frankowski

d1zu22x

Podziel się opinią

Share

d1zu22x

d1zu22x