Trwa ładowanie...
dezfizf
dezfizf

[

]( https://kiosk.burdamedia.pl/? ) Nad lotniskiem w Sochaczewie podnosi się mgła. W oddali majaczą dwa metalowe cielska. Na ich burtach widnieją znaki RAF-u i Luftwaffe. Zaraz nastąpi pojedynek, ale nie powietrzny, tylko drogowy. Do brytyjsko-niemieckiego starcia stają Ford Transit i VW Transporter.

(fot. Bartłomiej Szyperski)
Źródło: (fot. Bartłomiej Szyperski)

W nieuchronność tego pojedynku nie wątpiłem ani przez moment. RAF, Luftwaffe, mgła, lotnisko - to wszystko kojarzyło mi się tylko z walką. Kiedy byłem małym chłopcem, do upadłego zaczytywałem się w "Dywizjonie 303" Arkadego Fiedlera. Fabularyzowanej historii polskich lotników, żołnierzy jednej z najlepszych alianckich jednostek z czasów lotniczej Bitwy o Anglię i jednocześnie najlepszej walczącej na samolotach Hurricane, choć większość angielskich formacji przezbroiła się już w tym czasie w znacznie lepsze samoloty Spitfire. Oczami wyobraźni widziałem wówczas siebie za sterami myśliwca. Oczywiście żadnych półśrodków - musiałem być asem tej jednostki. Stanisław Skalski, Witold Urbanowicz, Jan Zumbach - to byli moi idole. Wcielony w ich postaci prułem seriami z kaemów po kadłubach samolotów z czarnymi krzyżami. Sam nawet nie wiem czemu stanąłem w obronie Angoli, którzy rok wcześniej, we wrześniu
1939 r., zostawili nas na pastwę Niemców. Na pewno jednak miałem satysfakcję typową dla obrońców słusznej sprawy. Wyobrażałem sobie dymiące kadłuby i rozgrzany olej tryskający na szyby wrogich maszyn.

dezfizf

* WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII * W pościgu
Sorry, Piotr, będziesz Niemcem, pokiwałem redaktorowi naczelnemu. Nie wybieraliśmy ról, po prostu byłem szybszy i pierwszy wskoczyłem do kabiny Forda Transita ze znakami Royal Air Force na masce. Naczelnemu pozostało miejsce za sterami zielonego Volkswagena Transportera 4Motion. Obie maszyny z pierwszej europejskiej ligi, tak jak angielskie i niemieckie myśliwce z czasów lotniczej batalii o Wielką Brytanię. Obie również z przepiękną kartą z historii.

(fot. Bartłomiej Szyperski)
Źródło: (fot. Bartłomiej Szyperski)

W końcu pierwszego Transita (nazwijmy go umownie Mk I) wypuścili na drogi już w roku 1965, a pierwszego Transportera (T1) nawet o 15 lat wcześniej. Anglicy, jak na tradycjonalistów przystało, od lat nie majstrowali przy konstrukcji Transita. Od początku miał napęd na tył i tak pozostało. Choć trzeba przyznać, że produkują też wersje z napędem przednim. Niemcy wyznają zasadę, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Kiedyś montowali silnik z tyłu, w latach
osiemdziesiątych przerzucili wszystko do przodu. Do dziś oba wozy pozostają bez wątpienia najbardziej popularnymi i najlepiej rozpoznawalnymi samochodami dostawczymi w Europie. Prawdziwe asy swojej klasy.

Przypadek, czy może podświadome porozumienie. Obaj włożyliśmy pomarańczowe kurtki, które jako żywo kojarzą się z kamizelkami ratunkowymi stosowanymi w lotnictwie. Skojarzenie pewnie nie bez przyczyny, w końcu część walk toczyła się nad kanałem La Manche lub Kanałem Angielskim, jak go go zwą Wyspiarze. Nie czas jednak na kombatanckie wspomnienia. Poderwaliśmy maszyny do startu. Nie wiem, czy moja stopa reaguje z opóźnieniem, czy może Ford nie lubi gwałtownych. Efekt był taki, że Anglik wymiękł na pierwszych metrach, by później szybko nadrobić zaległości. W końcu 200 KM z 3,2-litrowego silnika Transita przeciw 174 koniom 2,5-litrowego TDI Transportera musi czynić

(fot. Bartłomiej Szyperski)
Źródło: (fot. Bartłomiej Szyperski)

różnicę. Poza tym Transit był pusty jak afrykański bęben – typowy blaszany furgon o wadze 2028 kg. Volkswagen T5 to masywna podwójna kabina (jak w myśliwcu szkolnym) ze skrzynią ładunkową. Choć krótszy, to cięższy o ponad 100 kg. W tym
przypadku maszyna angielska przegoniła niemiecką. Choć przed 69 laty było inaczej. Samolot z zakładów Messerschmitta wznosił się o ponad 5 metrów na sekundę szybciej (to lotniczy odpowiednik samochodowego czasu rozpędzania), ale był o 12 km/h wolniejszy. Na naszym pasie startowym jego samochodowy odpowiednik również pozostał wolniejszy. O ile kilometrów na godzinę i o ile sekund, naprawdę nie wiemy. Po prostu skończył nam się beton pod kołami.

dezfizf

Walka kołowa
To był niezły taktyczny pomysł naczelnego – sprawdzimy się jak w powietrznej walce kołowej. Jeden drugiemu siedzi na ogonie. Czarne krzyże uciekają, ja je gonię. I faktycznie, Niemiec nieźle to sobie wymyślił. Transporterowi dali w poznańskiej fabryce (o signum temporis – niemiecki wojownik prosto z Polski) napęd 4Motion. Bez wnikania w technologię – podpiera się czterema łapami (pardon: kołami). Skutecznie wczepił się w śliski asfalt. U mnie rozwiązanie połowiczne – Transit swój potencjał przepuszcza tylko przez tylną oś. W tym pojedynku raczej nie ma większych

(fot. Bartłomiej Szyperski)
Źródło: (fot. Bartłomiej Szyperski)

szans. Naczelny zwiewa błyskawicznie, ja daję z siebie wszystko, byle tylko go dogonić. Niestety, bezskutecznie. Im bardziej się oddala, tym chętniej pociągnąłbym długą serią. Jednak nie ma czym, wyłączyliśmy wszystkie możliwe układy ubezwłasnowolnienia kierowcy i pojazdu. Mam jednak pewną przewagę. Jego Transporter (vel Messerschmitt)
wykonuje jakieś nieskoordynowane ruchy – niby porusza się po okręgu, ale dziwnymi skokami, niezgrabnie zarzucając tyłem. Później dowiedziałem się, że specjalnie. Wszystko, aby mnie zmylić. Pojazd ze znakami RAF-u sunie natomiast dziarsko do przodu. W pełnym slajdzie. Szybciej to na pewno nie jest, ale z jaką gracją i klasą. Wcześniej nie przyszło mi do głowy, że można tym autem jeździć w takim stylu. Poczułem się zwycięzcą, szkoda tylko, że jedynie moralnym.

dezfizf

* WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII * Może rewanż?
Dobrze, że w tych lotniczych zapędach nie pomyślałem o wcieleniu się w rolę polskiego pilota z czasów kampanii wrześniowej. Musiałbym wówczas usiąść za sterami jakiegoś rodzimego sprzętu. Lublin pasowałby chyba najbardziej. No i bez wątpienia stopień nowoczesności w porównaniu ze sprzętem niemieckim byłby podobny, jak w zestawieniu PZL P-11 i dowolnego z Messerschmittów. Polski myśliwiec był dobry, ale kilka lat przed wybuchem wojny. Interesuje mnie również broń pancerna. Może jeszcze kiedyś spróbujemy kolejnego pojedynku. Może tym razem Szczury Pustyni będą broniły się przed inwazją załogi Defendera? Wyniki bitwy z pierwszej połowy ubiegłego wieku są oczywiście znane. Nikt, nawet my nie wiemy, jak udałoby się to rozstrzygnąć współcześnie. A gdzie? Do Afryki na pewno nie będziemy się fatygować. Może zapędzimy się na rodzimą Pustynię Błędowską?

Piotr Ceran

dezfizf
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dezfizf
Więcej tematów