WP

Unia Europejska stawia na hybrydy i samochody elektryczne. Głosowanie na początku października

Parlament Europejski będzie głosował nad wprowadzeniem zaostrzonych norm emisji CO2 przez pojazdy. Politycy motywują to chęcią obniżenia emisji gazów cieplarnianych. W praktyce nowe przepisy będą oznaczały konieczność przerzucenia się na hybrydy i samochody elektryczne.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Musimy zacząć przyzwyczajać się do gniazdka w karoserii i kabli do ładowania w bagażniku lub pod maską
Musimy zacząć przyzwyczajać się do gniazdka w karoserii i kabli do ładowania w bagażniku lub pod maską (Materiały prasowe)
WP

Zaciskanie ekologicznego pasa

Eurokraci szykują nam przestawienie torów w motoryzacji i w zasadzie wcale się z tym nie kryją. Początkiem października członkowie PE będą głosować nad nowymi limitami emisji dwutlenku węgla przez samochody osobowe i auta dostawcze. W 2017 r. średnia emisja CO2 przez nowe pojazdy wyniosła 118 g/km. W 2021 r. limit ma wynosić 95 g/m, a według propozycji PE w 2025 ma zostać obniżony o 15 proc. i o 30 proc. w 2030 r. Znaczyłoby to, że średnia emisja CO2 dla samochodu w 2025 r. miałaby wynieść niespełna 81 g/km, a w 2030 r. 66,5 g/km.

Propozycja Parlamentu Europejskiego jest łagodniejsza od limitów zasugerowanych niedawno przez Komisję Środowiska PE. Organ ten proponował, by obniżyć limity średniej emisji CO2 dla floty pojazdów o 20 proc. od 2025 r. i o 45 proc. od 2030 r. Ostatecznie PE przyjął pod głosowanie łagodniejszą wersję przepisów. Problem w tym, że mimo to są to wartości nieosiągalne dla konwencjonalnych pojazdów.

WP

Emisja CO2 bezpośrednio wiąże się ze spalaniem. Średnia konsumpcja paliwa samochodu spełniającego mającą obowiązywać od 2021 r. normę 95 g CO2 na km będzie musiała wynieść 4,1 l/100 km w przypadku auta benzynowego i 3,6 l/100 km w przypadku diesla. Jeśli limity zostaną przegłosowane, to średnie spalanie w 2025 r. będzie musiało kształtować się na poziomie 3,5 l/100 km dla auta benzynowego i 3,1 l/100 km dla diesla. W roku 2030 wartości te musiałyby wynieść odpowiednio 2,9 l/100 km oraz 2,52 l/100 km. To wartości nie do osiągnięcia dla współczesnych aut spełniających normy bezpieczeństwa biernego i wyposażonych w konwencjonalne silniki. Producenci będą mieć więc tylko jedno wyjście.

Więcej prądu

Średnia emisja floty pojazdów to arytmetyczna kalkulacja dla wszystkich modeli oferowanych przez danego producenta. Można tu jednak trochę "oszukiwać". Już wcześniej Komisja Europejska przyjęła, że każdy pojazd o emisji niższej niż 50 g CO2/km w ofercie marki będzie liczony jako dwa samochody w 2020 roku, jako 1,67 samochodu w 2021 roku, jako 1,33 samochodu w 2022 roku, a dopiero od roku 2023 już jako jedno auto. W 2021 r., kiedy w życie wejdzie ograniczenie emisji CO2 do 95 g/km, posiadanie w gamie dwóch modeli o emisji niższej niż 50 g/m w świetle prawa będzie równoznaczne z posiadaniem trzech takich pojazdów. Producentom będzie więc opłacało się wprowadzić do swojej oferty jak najwięcej takich aut.

Warunek emisji wynoszącej mniej niż 50 g CO2 na km potrafią dziś spełnić tylko trzy rodzaje aut. Pierwszy z nich to samochody wykorzystujące ogniwa paliwowe. Na razie jest to jednak zupełna egzotyka, ponieważ w całej Europie - nie wspominając już o Polsce - brakuje punktów tankowania wodoru. Drugi rodzaj pojazdów to samochody elektryczne. Te od kilku lat stały się oczkiem w głowie producentów samochodów, którzy prześcigają się w deklaracjach dotyczących przyszłych premier aut na prąd. Trzeci rodzaj to hybrydy - ale nie wszystkie. Zwykłe auta hybrydowe nie są w stanie wypełnić tego warunku. Najbardziej znany model tego typu, Toyota Prius, odznacza się emisją określaną przez producenta na od 76 do 84 g CO2 na km. W przypadku Priusa plug-in jest to już jednak średnio tylko 23 g/km.

WP

By sprostać wymogom zaproponowanym przez Parlament Europejski, producenci samochodów będą musieli zwiększyć udział aut elektrycznych i hybryd typu plug-in w swoich ofertach. PE oficjalnie przyznaje, że celem proponowanych zmian jest doprowadzenie do tego, by w 2030 r. 40 proc. sprzedawanych aut stanowiły modele elektryczne i hybrydowe. To oznacza prawdziwą rewolucję. Według najnowszych danych Jato Dynamics, w sierpniu 2018 r. 57 proc. sprzedanych w Europie aut stanowiły modele benzynowe, 35 proc. diesle, a 6,3 samochody hybrydowe i elektryczne.

Mimo spadku cen hybryd do poziomu diesli i pozytywnego nastawienia Europejczyków do ekologii sprzedaż samochodów niskoemisyjnych i w ogóle nie emitujących CO2 jest marginesem. Jeśli nowe przepisy zmuszą producentów do usunięcia z oferty większości modeli z tradycyjnym napędem, po prostu nie będziemy mieli wyjścia. W ciągu najbliższych lat zmieni się motoryzacyjny krajobraz państw zamieszkiwanych przez setki milionów ludzi. W efekcie emisja gazów cieplarnianych w Europie ma zmniejszyć się o ok. 4,5 proc.

Polub WP Moto
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP