Co o jeździe w Polsce sądzą kierowcy z zagranicy? Mamy dwa problemy

Polskie drogi należą do najbardziej niebezpiecznych w Unii Europejskiej. Na temat sytuacji w naszym kraju i tego, jak plasuje się on na europejskim tle, wiele można dowiedzieć się ze statystyk. My jednak postanowiliśmy zapytać o to mieszkającego w Polsce obcokrajowca.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zdaniem obcokrajowców nadmierna prędkość nie jest głównym grzechem polskich kierowców
Zdaniem obcokrajowców nadmierna prędkość nie jest głównym grzechem polskich kierowców (East News, Fot: Piotr Kamionka/REPORTER)
WP

Boją się Polski

Na forum serwisu Tripadvisor, na którym podróżnicy z różnych stron świata wymieniają swoje doświadczenia dotyczące różnych państw, można natknąć się na wątek dotyczący podróżowania samochodem po Polsce. Obywatel USA, który myśli o przyjechaniu do naszego kraju, pyta, czy można bezpiecznie jeździć po polskich drogach. W internecie przeczytał, że mamy fatalne drogi i jeszcze gorszych kierowców.

Pewien Brytyjczyk odpowiada mu, że dla niego dużą uciążliwością było trzymanie się "na zderzaku" poprzedzającego pojazdu - i to nawet na autostradzie. W Krakowie spotkał się z z agresywną jazdą i odradza korzystanie z samochodów w dużych miastach. Mieszkaniec Irlandii stwierdza natomiast, że nie jest tak źle. Jego zdaniem na drogach krajowych trzeba jednak uważać na pojazdy skręcające w lewo. W miejscach, gdzie nie ma pasów wyznaczonych do skrętu, może to prowadzić do uderzenia w tył pojazdu.

WP

- Na polskich drogach jest kilka problemów - mówi Wirtualnej Polsce mieszkający w Warszawie Michael Kenny. - Macie dobre autostrady, ale wielu innych drogach są koleiny. Jest to szczególnie kłopotliwe, jeśli jedzie się motocyklem. Bardzo niebezpieczne są przejścia dla pieszych w miastach. W Irlandii, z której pochodzę, "zebra" wiedzie przez jeden pas prowadzący w jednym kierunku. W Polsce napotkałem przejścia bez świateł, które wyznaczono na drogach o dwóch, a nawet trzech pasach ruchu w jedną stronę. To oznacza, że jeśli ktoś przez nie przechodzi, zatrzymać muszą się kierowcy na wszystkich pasach. A polscy kierowcy nie lubią się zatrzymywać. Jeżdżą też za szybko i myślę, że zmiana w tej kwestii zajmie jeszcze przynajmniej dziesięć lat - dodaje Kenny.

- Według mnie polscy kierowcy mają wiele wspólnego z polskimi pilotami myśliwców, którzy wzięli udział w Bitwie o Anglię - stwierdza Ian Booth z Wielkiej Brytanii. - Ci lotnicy wygrywali starcia w powietrzu, ponieważ przed oddaniem strzału zbliżali się do niemieckich samolotów na znacznie mniejszą odległość niż brytyjscy piloci. Polscy kierowcy wykorzystują każdą lukę pomiędzy jadącymi drogą samochodami, żeby wyprzedzić. Jeżdżą szybko, zwykle 20-30 km/h szybciej niż limit, ale niepozostawianie odstępu uważam za większe zagrożenie. Problemem jest też późne rozpoczynanie hamowania. Kierowcy zwykle długo czekają z naciśnięciem pedału, a potem hamują bardzo gwałtownie. W miastach na światłach zwykle reagują z opóźnieniem na włączenie się zielonego światła sygnalizacji, a potem bardzo przyspieszają i rozpędzają się do dużych prędkości. Uważam jednak, że drogi w Polsce są dobre. Zrobiliście duży postęp w ciągu ostatnich 10 lat. Teraz polskie drogi nie są gorsze od brytyjskich - kwituje Booth.

Co mówią liczby?

Wszyscy znamy krążące przed kilkoma miesiącami mapy Europy, na których zaznaczono ataki terrorystyczne. Polska była tam zielona i jawiła się jako oaza bezpieczeństwa. Jeśli jednak spojrzymy na ryzyko śmierci wskutek wypadku drogowego, jesteśmy w ogonie państw Unii Europejskiej. Sięgnijmy do statystyki z 2017 r.

WP

Jeśli przeliczymy liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych na milion mieszkańców, to okaże się, że w Polsce w 2017 r. w wypadkach zginęło 75 osób. Gorzej było tylko w Chorwacji (80 osób), Bułgarii (96 osób) i Rumunii (98 osób). W Unii Europejskiej najbezpieczniej jeździ się zaś w Szwecji (25 ofiar śmiertelnych), Wielkiej Brytanii (27 ofiar) oraz Holandii (31 ofiar).

Od 2010 do 2017 r. liczba osób, które zginęły w wypadkach drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców, zmniejszyła się u nas o 28 proc. To bardzo dobry wynik, bo w Szwecji spadek liczby ofiar wyniósł jedynie 5 proc., ale trzeba wziąć pod uwagę to, że wyszliśmy z zupełnie innego poziomu. To, że w ciągu dziesięciu lat można było osiągnąć więcej, pokazują przykłady Łotwy (spadek o 38 proc.), Litwy (-36 proc.), Estonii (-39 proc.) czy Grecji (- 41 proc.).

Dla uczciwości warto zauważyć, że w przytoczonym wyżej zestawieniu Polska wypada tak fatalnie, ponieważ kraje Europy Zachodniej od lat walczą o bezpieczeństwo na drogach, a ich mieszkańcy są bardziej zamożni. Mogą więc pozwolić sobie na nowocześniejsze i bezpieczniejsze samochody, a wysokie mandaty nie budzą ich sprzeciwu. A co jeśli porównamy Polskę ze Stanami Zjednoczonymi? W USA w 2016 r. odnotowano 115 śmiertelnych ofiar wypadków na milion mieszkańców. W tym samym czasie w Polsce było to 80.

Polak za granicą

WP

Podróżując po Europie możemy napotkać różne style jazdy i odmienne podejście do bezpieczeństwa drogowego. Kiedy jeździłem po ulicach Bukaresztu, miałem wrażenie, że co dziesiąty kierowca próbuje mnie zabić. Na porządku dziennym jest tam zajeżdżanie drogi, zmiana pasa tak, by zmusić do hamowania kierowcę samochodu jadącego z tyłu czy trzymanie się na zderzaku auta jadącego z przodu. Rowerzyści są tam nieliczni, bo korzystanie z dwóch kółek na rumuńskich drogach to jak proszenie się o kalectwo.

Zupełnie inaczej jest w Amsterdamie, gdzie to licznie reprezentowani rowerzyści nadają ton ruchowi drogowemu. Amatorzy dwóch kółek swoim dość frywolnym podejściem do reguł drogowych dają zmotoryzowanym do zrozumienia, że to oni powinni dbać o bezpieczeństwo na drodze, ponieważ prowadzą ciężki i szybki samochód, a posiadanie w ręku takiego narzędzia wiąże się z odpowiedzialnością.

Więcej od kierowców wymaga się również w cieplejszych krajach Europy. Chodzi tu głównie o pracę z innymi uczestnikami ruchu na rzecz kompromisu, który pozwoli wszystkim szybko i bezpiecznie dojechać do pracy czy wrócić do domu. Dla przykładu w Walencji rondo przy tamtejszej politechnice nie ma zaznaczonych pasów, choć na dochodzącej do niego ulicy Av. de Catalunya pasów jest aż pięć. Mimo to pokonanie ronda jest bezpieczne, bo kierowcy nie rywalizują na nim o miejsce - jak zapewne byłoby to w Polsce - lecz starają się zachować tak, by dojechać do swojego celu i pozwolić na to innym.

Zagraniczni zmotoryzowani potrafią jednak czasem zaskoczyć. - W Holandii, w której pracuję od czterech lat, są bezpieczne drogi i kierowcy, którzy dbają o bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów. Byłem jednak zszokowany, kiedy po spotkaniu w barze część miejscowych kolegów z mojej firmy wsiadło do aut po wypiciu dwóch piw. Mnie nie mieści się to w głowie, a dla wielu Holendrów to norma. Może to jednak kwestia tego, że tu policja nie urządza "trzeźwych poranków" - zastanawia się nasz czytelnik, który pragnie zachować anonimowość.

WP

Polska infrastruktura i nasz park pojazdów pozostawiają wiele do życzenia. Tego nie da się jednak zmienić z dnia na dzień. Wiele mogą jednak zrobić sami kierowcy. Agresję na drodze wystarczy zastąpić współpracą, a ignorancję wiedzą na temat przepisów i zasad bezpieczeństwa. To praca dla każdego, kto wsiada za kierownicę. Nie warto jej odkładać, bo od tego może zależeć twoje życie.

Polub WP Moto
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP