Stuttgart też zakaże diesli. Niemcy będą się ich pozbywać, część aut trafi do Polski

Kolejne po Hamburgu niemieckie miasto, a przy okazji matecznik Porsche i Mercedesa, zamierza wprowadzić ograniczenia w poruszaniu się samochodami z silnikami wysokoprężnymi. W Stuttgarcie zakaz ma obowiązywać od początku 2019 r., co oznacza, że Niemcy będą pozbywać się starszych diesli. To zła wiadomość dla Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tylko w czerwcu do Polski sprowadzono 78 tys. używanych samochodów
Tylko w czerwcu do Polski sprowadzono 78 tys. używanych samochodów (East News, Fot: Piotr Kamionka)
WP

Niemcy przodem

Wydany w lutym wyrok Federalnego Sądu Administracyjnego przyznał władzom niemieckich miast prawo do ustanawiania lokalnych zakazów poruszania się samochodami wysokoprężnymi bez oglądania się na ogólnokrajowe przepisy. Z takiej możliwości skorzystał już Hamburg, gdzie na przełomie maja i czerwca wprowadzono ograniczenia na kilku wybranych ulicach. Jak informuje "Automotive News Europe", od początku 2019 r. obostrzenia obowiązywać mają również w Stuttgarcie.

W tym niemieckim mieście, które jest siedzibą Mercedesa i należącego do koncernu Volkswagena Porsche, ograniczenia mają dotyczyć diesli, które nie spełniają przynajmniej normy Euro 5. Na razie nie wiadomo jeszcze, na których ulicach mają obowiązywać zakazy. Nieoficjalnie mówi się, że w przypadku Stuttgartu chodzi o całe strefy, a przepisy dotkną nawet 190 tys. samochodów.

WP

Wprowadzenie zakazu w praktyce będzie oznaczało, że do wybranych przez samorząd części miasta nie wjadą samochody z silnikiem Diesla wyprodukowane przed 2009 rokiem. Wtedy w życie weszła norma Euro 5. Co się stanie z tymi pojazdami? Osoby, które zostaną przez nie pozbawione możliwości poruszania się po centrum miasta, w którym mieszkają, zapewne zechcą je sprzedać. Auta prawdopodobnie trafią za wschodnią granicę, bo cała Europa Zachodnia będzie odchodzić od diesli.

Jak wynika z danych Jato Dynamics, w maju 2018 r. tylko 36 proc. sprzedanych na Starym Kontynencie samochodów osobowych miało silnik Diesla. W maju 2017 r. odsetek ten wyniósł 45 proc. Na rynku pierwotnym widać więc mocny odwrót od aut wysokoprężnych. Na rynku wtórnym ten trend na pewno jest słabszy, ale nie znaczy to, że nie istnieje. Zmotoryzowani z państw Europy Zachodniej zdają sobie sprawę, że prędzej czy później inne miasta pójdą śladem Hamburga i Stuttgartu. Zakazy dla diesli zapowiedziało już Monachium, Bonn, Dusseldorf, Paryż, Madryt, Kopenhaga czy Ateny. W stolicy Danii ma on zostać wprowadzony już w 2019 r.

Tymczasem Polacy sprowadzają coraz więcej samochodów i są one coraz starsze. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że w pierwszym półroczu 2018 r. sprowadzono z zagranicy 460,1 tys. samochodów osobowych. To o 7,9 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku 2017. Co jednak bardziej niepokojące, Polacy stawiają na coraz starsze auta. Aż 55 proc. przywiezionych w 2018 r. do Polski samochodów liczy sobie więcej niż 10 lat, a 35 proc. ma od 4 do 10 lat. W 2017 r. było to odpowiednio 53 proc. i 37 proc. Oznacza to, że w grupie najbardziej popularnych pod względem wieku aut sprowadzanych przez Polaków mieszczą się samochody spełniające normę Euro 4, których będą chcieli pozbyć się Niemcy.

Czy to ma sens?

WP

Pozostaje zadać sobie jeszcze pytanie o to, czy te działania nie są po prostu ekologiczną histerią. Nauka mówi, że nie. Władze niemieckich miast zakazują diesli nie ze względu na emisję CO2, a na wydostające się z ich rur wydechowych cząstki stałe i tlenki azotu (NOx). Te ostatnie, zdaniem WHO, mają działanie rakotwórcze. Usunięcie diesli z miejsc, w których ludzie żyją i pracują w największych skupiskach, wydaje się więc być uzasadnione.

Można nawet powiedzieć, że niemieckie prawo jest zbyt łagodne. Jak pokazują najnowsze badania Międzynarodowej Rady Czystego Transportu (ICCT) emisja NOx przez diesle w rzeczywistym ruchu znacznie przekracza normy niezależnie od teoretycznych wymagań Euro. Było tak w stu procentach testowanych samochodów z silnikiem Diesla spełniających normę Euro 5 lub niższą. W przypadku samochodów realizujących wytyczne Euro 6, odsetek ten wyniósł 91 proc. i auta te otrzymały czerwony znaczek ICCT.

Takie oznaczenie w przypadku samochodów benzynowych w ogóle nie pojawiło się w grupie aut spełniających normę Euro 6 (obowiązującą od 2014 r.). Jeśli chodzi o starsze samochody benzynowe, to na czerwoną notę zasłużyło jedynie 4 proc. samochodów benzynowych spełniających normę Euro 5 (od września 2009 r.) oraz 8 proc. aut z normą Euro 4 (od 2005 r.). Znacznie gorzej było w przypadku samochodów benzynowych spełniających normę Euro 3. Tu czerwony znaczek należał się już 44 proc. aut z silnikiem benzynowym.

Co z Polską?

WP

Wiele wskazuje na to, że Polska stoi przed groźbą napływu starszych diesli z zagranicy. Oczywiście w myśl znowelizowanej ostatnio ustawy o biokomponentachi biopaliwach ciekłych polskie samorządy też będą mogły wprowadzić zakazy, ale nasze ustawodawstwo przewiduje je dla wszystkich aut spalinowych. Do takich stref mogliby wjeżdżać jedynie posiadacze aut elektrycznych i wodorowych. Pozostali zmotoryzowani mogliby poruszać się po takich strefach po uiszczeniu opłaty wynoszącej 2,5 zł za godzinę.

Czas pokaże, czy uprawnienia nadane przez ustawę nie okażą się dla samorządów zbyt restrykcyjne. W końcu samochody elektryczne, a w szczególności wodorowe, są dla przeciętnego Polaka zbyt drogie i za mało praktyczne ze względu na nikłą sieć ładowarek i stacji tankowania H2. Zwrot w kierunku aut benzynowych można osiągnąć w inny sposób - redukując obciążenia podatkowe dla benzyny. Polscy zmotoryzowani potrafią dobrze liczyć i brak zysku na co dzień przemówiłby do nich na pewno skuteczniej niż obawa przed sporadycznymi utrudnieniami.

Polub WP Moto
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP