Posłanki obawiają się używanych diesli. Pytają o ograniczenia w imporcie

Popularność diesli w Europie spada, a w raz ze zbliżaniem się zimy rośnie obawa przed smogiem. W poselskiej interpelacji padło pytanie o to, czy rząd zamierza wprowadzić przepisy ograniczające import używanych diesli z zagranicy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Choć samochody nie mają wielkiego wpływu na powstawanie smogu, to są istotnym źródłem emisji tlenków azotu
Choć samochody nie mają wielkiego wpływu na powstawanie smogu, to są istotnym źródłem emisji tlenków azotu (East News, Fot: Piotr Kamionka/REPORTER)
WP

Chcą zakazu

W piśmie skierowanym przez Aldonę Młyńczak i Zofię Czernow do ministra energii pada pytanie: "Czy Ministerstwo Energii prowadzi lub zamierza podjąć działania legislacyjne, które utrudnią import do Polski używanych samochodów napędzanych silnikiem Diesla?". Jak zauważają posłanki, zmiany, jakie zachodzą w Europie, mogą sprawić, że do Polski może zacząć trafiać więcej aut z takim napędem. Skąd takie przekonanie?

W maju 2018 r. w Hamburgu stworzono pierwszą w Niemczech strefę z ograniczonym wjazdem samochodami wysokoprężnymi. Teraz podobne plany mają władze m.in. Stuttgartu, Frankfurtu nad Menem czy Berlina. W ostatnim z tych miast sytuacja ma być najmniej korzysta dla właścicieli diesli. Zakłada się bowiem, że zakazem poruszania się po wyznaczonych ulicach objęte mają być diesle niespełniające normy Euro 6, podczas gdy w pozostałych miastach będzie to dotyczyć tylko pojazdów realizujących normę Euro 4 lub starszą.

WP

Swoje - do pewnego stopnia wymuszone przez niemiecki rząd - programy związane ze starszymi dieslami mają również producenci. Dotyczą one posiadaczy samochodów w 14 miastach najbardziej dotkniętych zanieczyszczeniem powietrza i ich okolic. Chodzi o Monachium, Stuttgart, Kolonię, Reutlingen, Düren, Hamburg, Limburg an der Lahn, Düsseldorf, Kilonię, Heilbronn, Backnang, Darmstadt, Bochum i Ludwigsburg.

Najwięcej szczegółów dotyczących planu związanego z dieslami ujawnił dotąd Volkswagen. Zgodnie z nim niemieccy posiadacze diesli spełniających normę emisji Euro 4 lub niższą w zamian za samochód będą mogli otrzymać zniżkę na zakup nowego pojazdu. Zapowiedziano, że chodzi o bon o wartości od 500 do 7 tys. euro, który ma być dodatkiem do kwoty, stanowiącej wartość rezydualną aut. Odebrane od posiadaczy pojazdy zostaną zezłomowane. Właściciele aut spełniających normę Euro 5 będą mogli oddać auto, uzyskując kwotę stanowiącą jego wartość oraz zniżkę na nowe auto wynoszącą do 5 tys. euro. Samochody zostaną jednak zmodyfikowane tak, by emitowały mniej tlenków azotu, a następnie wystawione na sprzedaż. W teorii będą więc mogły trafić do Polski.

Diesle tracą

Podobne do Volkswagena programy mają przedstawić również inni producenci. Chodzi m.in. o BMW, Mercedesa, Volvo czy Renault. Plany producentów w połączeniu z działaniami niemieckich miast zniechęcają potencjalnych klientów do wyboru nowych aut wysokoprężnych.

WP

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA), w 2016 roku w krajach tzw. starej Unii samochody osobowe z silnikiem Diesla stanowiły 49,9 proc. sprzedaży. W 2017 roku było to już 44,8 proc. Rok 2018 prawdopodobnie przyniesie skokową zmianę tego parametru.

Pierwsze półrocze 2018 roku na rynku motoryzacyjnym wszystkich państw Unii Europejskiej podsumowała firma Jato Dynamics. Jak wynika z jej wyliczeń, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2017 roku 46 proc. nowych samochodów sprzedanych było wyposażonych w jednostki zasilane olejem napędowym. W pierwszym półroczu 2018 roku silnik wysokoprężny miało już tylko 37 proc. sprzedanych nowych samochodów.

Czy Polska musi przygotować się na falę diesli?

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego w 2017 roku w Polsce zarejestrowanych było 10,2 mln samochodów na benzynę (w tym z instalacją LPG) oraz 6,6 mln diesli. Z danych szczegółowych wynika, że ogromna popularność diesli to już pieśń przeszłości. Na koniec 2017 roku "ropniaki" stanowiły tylko 35 proc. pojazdów mających do 4 lat. Wśród samochodów w wieku od 5 do 10 lat było to już jednak 51 proc.

WP

Jak wynika z raportu PZPM, w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. importowano do Polski 701,6 tys. samochodów osobowych. Jeśli to tempo się utrzyma, w ciągu całego roku 2018 przez polską granicę na własnych kołach lub lawetach przejedzie 935 tys. pojazdów. W ciągu trzech kwartałów tylko 10 proc. sprowadzonych aut liczyło sobie mniej niż 4 lata. 35 proc. osobówek miało od 4 do 10 lat, a 55 proc. powyżej 10 lat. Śmiało możemy więc założyć, że przynajmniej 45 proc. sprowadzonych z zagranicy aut będzie miało silnik Diesla. Daje nam to 420 tys. samochodów, w których potencjalnie występować może problem nadmiernej emisji tlenków azotu (NOx).

Z raportu Międzynarodowej Rady Czystego Transportu (ICCT) wynika, że emisja NOx w rzeczywistej jeździe przekracza europejskie normy w stu procentach testowanych samochodów z silnikiem Diesla spełniających normę Euro 5 lub niższą. W przypadku samochodów realizujących wytyczne Euro 6, odsetek ten wyniósł 91 proc.

W przypadku samochodów benzynowych czerwony znaczek ICCT, oznaczający znaczne przekroczenie europejskich norm, w ogóle nie pojawił się w grupie aut spełniających normę Euro 6 (obowiązującą od 2014 r.). Na czerwoną notę zasłużyło jedynie 4 proc. samochodów benzynowych spełniających normę Euro 5 (od września 2009 r.) oraz 8 proc. aut z normą Euro 4 (od 2005 r.). Znacznie gorzej było w przypadku samochodów benzynowych spełniających normę Euro 3. Tu czerwony znaczek należał się już 44 proc. aut z silnikiem benzynowym.

Czas pokaże, jak zmienią się preferencje zakupowe Polaków. Szczególnie na rynku wtórnym. Oczywiście, można próbować ograniczyć import diesli, tworząc nowe przepisy. Do Polaków najlepiej trafiają jednak argumenty ekonomiczne. Gdyby cena benzyny była zauważalnie niższa niż cena oleju napędowego, problem diesli sam zniknąłby w ciągu kilku lat.

WP
Polub WP Moto
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP