Zanim jeszcze rozpoczęliśmy test, "nasz" Yeti doznał dość poważnej kontuzji podwozia podczas użytkowania przez inną redakcję. Do naszych rąk trafił po kolizji z niezidentyfikowanym obiektem, którym - jak przypuszcza serwis Skody - mógł być sporych rozmiarów głaz albo torowisko tramwajowe. Wygląda na to, że ktoś bardzo dokładnie sprawdził terenowe możliwości i ograniczenia Yeti. Prawie 20-centymetrowy prześwit to sporo, ale jak widać, nie zawsze wystarczy. Efektem jest wgnieciony skraplacz klimatyzacji, połamana osłona silnika i uszkodzony przedni zderzak.