Pierwsza rozprawa przeciw Volkswagenowi za nami. Czy rzeczywiście można uzyskać odszkodowanie za wadliwy silnik?

Głośna afera "dieselgate" trafiła do polskiego sądu. Stowarzyszenie Stop VW podejmuje kroki prawne mające na celu uzyskanie odszkodowania dla kierowców poruszających się wadliwymi samochodami grupy Volkswagen. Na razie jednak nie wiadomo, czy w ogóle ta sprawa ma być rozpatrywana w trybie postępowania grupowego. Nie wiadomo też co jest... powodem pozwu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Polscy właściciele Volkswagenów też chcą odszkodowania za "dieselgate".
Polscy właściciele Volkswagenów też chcą odszkodowania za "dieselgate". (moto.wp.pl)

Warto przypomnieć dlaczego to Volkswagen Group Auto (a nie polski importer) pojawia się w polskim sądzie jako oskarżony. Cała sprawa dotyczy silnika wysokoprężnego o kodzie EA189, który wyposażony był w specjalne oprogramowanie. Gdy samochód napędzany taką jednostką poddawany był testom homologacyjnym, elektronika starała się ograniczyć emisję tlenków azotu, jednych z najbardziej trujących związków w spalinach. Dzięki temu takie pojazdy mogły bez problemu otrzymać homologację i trafić do sprzedaży.

Samo badanie było niezwykle łatwe do wykrycia, bowiem jest ono wykonywane zawsze w takich samych warunkach. Jeśli samochód poruszał się z daną prędkością przez określony czas (i miał np. otwartą klapę bagażnika), komputer zmieniał ustawienia pracy silnika. W codziennym użytkowaniu emisja tlenków azotu była jednak znacznie wyższa. Sprawa dotyczy nie tylko samochodów marki VW, lecz także innych z rodziny VAG: Skody, Audi, Porsche czy Seata.

Silniki Diesla tracą na popularności PAP
Podziel się

Po wybuchu afery Volkswagen zrezygnował z uczestnictwa w serii WRC, a wiele projektów zostało wstrzymanych. Trudno się dziwić, skoro kary w Stanach Zjednoczonych przekroczyły już poziom 20 mld dol. W Europie jednak sprawa ma się nieco inaczej. Tutaj homologacja przyjęta przez jeden kraj Wspólnoty obowiązuje także w innych podmiotach państwowych. Dlatego też polscy konsumenci przystąpili do walki o swoje prawa. Ponad 50 poszkodowanych we współpracy ze Stowarzyszeniem Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagen AG (na jej czele stoi Jędrzej Chmielewski, wcześniej związany z portalem francuskie.pl) poszło do sądu. Pierwsza rozprawa już się odbyła.

Trudno dziwić się zainteresowaniu kierowców Volkswagena, bowiem na stronie stopvw.pl można znaleźć informacje o odszkodowaniu w wysokości nawet 30 tyś. zł. Za co? Za wprowadzenie na rynek samochodu niezgodnego z homologacją, wprowadzenie go do ruchu, a co za tym idzie, wyrządzenie szkody. Przynajmniej w teorii. Jak twierdzi strona pozwana, procesy homologacyjne wykonywane były w Niemczech, zatem tam powinien odbywać się ewentualny proces. Stowarzyszenie StopVW twierdzi z kolei, że przedmiot sporu znajduje się w Polsce, zatem to jest tutejsza jurysdykcja.

Innym problemem jest również klasyfikacja czynu. Czy samochód jest produktem niebezpiecznym? Sąd zastanawiał się, czy chodzi o użytkowanie pojazdów niezgodnych z umową. Pojawił się również zarzut braku komfortu czy też... prestiżu, lecz to opinia subiektywna. Jak twierdzi portal superauto24.se.pl, ze strony sądu padły słowa "na miejscu strony pozwanej nie bardzo wiedziałbym przed czym się bronić". Skład sędziowski również nie zrozumiał, co jest powodem pozwu.

Problemem jest bowiem ustalenie za co Volkswagen Auto Group ma odpowiadać w tej sprawie. Jeśli auta uzyskały świadectwo homologacji w Niemczech, mają je również w Polsce. Samochody zostały zakupione przez importera, a później dealerów, od niemieckiego producenta. Jak twierdzi stowarzyszenie Stop VW, szkoda polega na sprowadzeniu samochodu do Polski i zarejestrowania go, mimo, że samochód był wadliwy... lecz uznany za homologowany w Niemczech, a co za tym idzie w Polsce.

Jak możemy przeczytać na stronie stopvw.pl, "w ocenie mecenasów reprezentujących nasze Stowarzyszenie, pozew został dobrze przygotowany i sąd powinien przyjąć go do rozpatrzenia. W wielu podobnych przypadkach na świecie sądy stawały po stronie oszukanych klientów, wychodząc z założenia, że istotne są przede wszystkim uprawnienia klientów."

Warto zauważyć, że część poszkodowanych nabyło swoje samochody w Niemczech w momencie, gdy sprawa "dieselgate" była już doskonale nagłośniona. Czy utrata wartości takiego pojazdu dotyczy pierwszego użytkownika czy też osoby, która kupiła auto z drugiej ręki? Wszystko to przypomina – mówiąc kolokwialnie – skok na kasę.

Czy jeśli polski organ uznaje homologację niemiecką, można mówić o oszustwie i szukaniu sprawiedliwości w Polsce? Oczywiście nie jest to jedyna inicjatywa w Europie przeciwko niemieckiemu koncernowi. Podobnych pozwów można doszukać się w Wielkiej Brytanii. Volkswagen współpracuje jednak z Komisją Europejską i stara się wprowadzić modyfikację do samochodów dotkniętych wadą. Takie działanie postępuje powoli, a ponadto klienci wskazują na zmniejszoną dynamikę oraz pogorszenie spalania jednostek po akcji naprawczej. Jak taka operacja przebiega, pisaliśmy już pewien czas temu..

Choć silniki Volkswagena emitujące znacznie więcej tlenku azotu w codziennym użytkowaniu są nie lada problemem, wskazują przede wszystkim na patologię wynikającą z testów spalania. Producenci od lat wykazywali niemożliwe do osiągnięcia wyniki spalania, wynikające z odpowiedniego przygotowania do badań laboratoryjnych Ciśnienie w oponach podniesione do co najmniej 5 atmosfer, modyfikacja przełożeń skrzyni biegów czy opróżnienie pojazdów z całego zbędnego balastu. Nikt nie zwracał na to uwagi, dopóki na horyzoncie nie pojawiło się odszkodowanie...

Rekompensata finansowa wynika wyłącznie z prawa mającego zastosowanie w Stanach Zjednoczonych. W Europie problemem nie jest to, czy auto rzeczywiście "smrodzi" – jak ostatnio dowiedliśmy, badania smogowe prowadzone podczas przeglądów nie mają żadnego sensu. Problemem jest jurysdykcja sądów oraz homologacja pojazdów uznana przez inne kraje. W tym wypadku wprowadzenie na rynek samochodów potencjalnie niebezpiecznych. Czy za niebezpieczne można uznać pojazdy, który emisja tlenków azotu jest mniejsza niż wielu innych pojazdów na drogach?

I najważniejsze: czy klienci, którzy zdecydowali się na takie auto, naprawdę zwracali uwagę na emisję tlenków azotu? Zapewne wielu nie myślało przy zakupie o ekologii. Co będzie się dalej działo z pozwem? 27 listopada 2017 r. dowiemy się, czy sprawa ma być rozpatrywana w trybie postępowania grupowego i dopiero po tym terminie będzie można spodziewać się kolejnych rozpraw.

Polub WP Moto
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.