Nowość na przejściach dla pieszych. Kierowcy i piesi zachwyceni prostotą i skutecznością

Podobne rozwiązania w różnych częściach świata stosuje się od dawna. Wszystko po to, żeby piesi oderwali oczy od smartfonów. Napisy na chodniku podobają się wszystkim uczestnikom ruchu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Prosty napis zwraca uwagę i się sprawdza
Prosty napis zwraca uwagę i się sprawdza (Fot. Jakub Tujaka)
WP

Cała akcja obejmie zasięgiem przejścia dla pieszych w okolicy szkół. Hasło "Odłóż smartfon i żyj" już pojawiło się np. przy ul. Sokratesa. Za akcją stoją Tramwaje Warszawskie i Zarząd Dróg Miejskich.

Dzięki nim poprawić ma się czujność warszawiaków przed przejściami, zwłaszcza tych, którzy na co dzień spacerują po ulicach z telefonami w dłoni. Wszystko zaczęło się o tego, że kilka miesięcy temu Tramwaje Warszawskie ruszyły z kampanią mającą zwrócić uwagę na zjawisko "smartfonowych zombie". To kłopot, bo warszawiacy wpadają pod koła tramwajów często dlatego, że są zapatrzeni w telefony.

– Rozpoczynamy kolejną odsłonę kampanii. W ciągu najbliższych dwóch tygodni napisy z hasłem "Odłóż smartfon i żyj" pojawią się na ponad 200 przejściach dla pieszych zlokalizowanych w obrębie warszawskich szkół. Dlaczego akurat przejścia przy szkołach? Odpowiedź jest prosta. Z naszych obserwacji wynika, że grupą najbardziej narażoną na niebezpieczeństwo towarzyszące użytkowaniu smartfonów podczas przechodzenia przez pasy jest właśnie młodzież – tłumaczy Wojciech Bartelski, szef Tramwajów Warszawskich.

WP
Fot. Jakub Tujaka
Podziel się

Akcja jest robiona wspólnie z ZDM. Drogowcy od dłuższego czasu zwracają uwagę na bezpieczeństwo w okolicach przejść dla pieszych, m.in. kampanią "10 metrów – zachowaj (się)", która ma uczulać kierowców, by nie parkowali w pobliżu zebr. Piesi, zasłonięci przez takie auta, mogą wejść niezauważeni pod jadące pojazdy.

– Z racji naszej pracy oglądamy nagrania z wypadków na torowiskach. To nie jest łatwe, gdy widzi się, jak młody człowiek jest rozszarpywany przez tramwaj – mówi Bartelski.

WP

– Od tego roku robimy wizję lokalną na miejscu każdego śmiertelnego wypadku w Warszawie. Czasem jest tak, że trudno wskazać przyczynę. Kierowca widział pieszego, pieszy kierowcę, a doszło do wypadku – tłumaczy Michał Domaradzki, szef Biura Polityki Mobilności w warszawskim ratuszu, zwracając uwagę na problem ze smartfonami.

W zeszłym roku władze Warszawy zapowiedziały dążenie do zmniejszenia liczby wypadków śmiertelnych z udziałem pieszych na warszawskich ulicach do zera. Taki cel przyjęło się na świecie określać terminem "wizji zero". Stąd wspomniane kampanie, monitoring wszystkich przejść dla pieszych w stolicy i w razie konieczności ich przebudowywanie czy stawianie słupków uniemożliwiających samochodom wjazd na chodnik. Na razie w ratuszu ostrożnie obserwują coraz lepsze statystyki. Przez pierwsze dziewięć miesięcy tego roku w Warszawie zginęło 11 pieszych, w tym samym czasie ubiegłego roku były to 24 osoby – informuje serwis transport-publiczny.pl.

– Po dziewięciu miesiącach mamy o połowę mniej ofiar śmiertelnych jeśli chodzi o pieszych. To, co jeszcze szwankuje, to egzekucja przepisów – zwraca uwagę Łukasz Puchalski, szef ZDM.

Co na to kierowcy?

WP

– Jeśli przynajmniej jedna osoba nie zginie dzięki tym napisom, to oznacza, że było warto je wymalować. Często obserwuję, że piesi wchodzą na przejścia nie odrywając wzroku od smartfonu. Co gorsze, czasem nawet matki z dziećmi w wózkach robią to samo – mówi pani Iga, która na co dzień jeździ ulicą Sokratesa.

Inny kierowca obawia się, że piesi szybko się przyzwyczają i przestaną zwracać na nie uwagę, ale również podoba mu się, że służby coś robią w kierunku ograniczenia liczby ofiar.

– W mieście o takim natężeniu ruchu jak Warszawa trzeba robić wszystko, żeby chronić pieszych przed autami, bo ludzie nie mają szans w starciu z samochodem. Nawet kiedy pieszy ma pierwszeństwo, to powinien się rozejrzeć przed wejście na jezdnię – dodaje pan Dariusz.

Koszt napisów niewielki, a mogą uratować czyjeś życie – to najczęściej powtarzane zdanie. Po rozmowach z mieszkańcami Warszawy wygląda na to, że z entuzjazmem odnoszą się do pomysłu napisów.

WP

Jak na napisy reagują piesi?

Ludzie pytani przez nas na ulicy są zgodni, że rozwiązanie im się podoba.

– Problem rzeczywiście istnieje. Napis odwraca uwagę od smartfonu i daje do myślenia. Ludzie pochłonięci graniem, oglądaniem filmów czy czytaniem mogą nie zauważać, że zbliżają się do ulicy. Popieram akcję i mam nadzieje, że będzie więcej podobnych rozwiązań – w rozmowie z Wirtualną Polską powiedziała Pani Ewa, która jest i pieszym, i kierowcą.

Polub WP Moto
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP