„To wyczyn jak z filmów z Jamesem Bondem” - pisze Süddeutsche Zeitung. Polski kierowca nie zauważył objazdu i rozpędzoną ciężarówką wjechał na demontowany most. Kiedy dojechał do końca drogi, jego pojazd wzbił się w powietrze i przeleciał nad sześciometrową dziurą w miejscu, w którym rozebrano wcześniej kawałek mostu. Sześć metrów dalej wylądował na jeszcze zachowanym fragmencie konstrukcji. Przy "lądowaniu" w ciężarówce pękła przednia oś i tylko dlatego pojazd zdołał się zatrzymać. W przeciwnym wypadku runąłby do rzeki z wysokości 16 metrów.