Hyundai Santa Fe 

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa

Obraz
Źródło zdjęć: © Piotr Mokwiński

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

/ 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

10 / 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

11 / 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

12 / 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

13 / 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

14 / 14Atak na niemieckich potentatów

Obraz
© Piotr Mokwiński

Nowe wcielenie Hyundaia Santa Fe chce kontynuować niezłą passę swojego poprzednika. Jego konstruktorzy upatrują najgroźniejszej konkurencji wśród samochodów BMW, Audi i Mercedesa. Od strony prezencji trudno Hyundaiowi cokolwiek zarzucić. Styliści stanęli na wysokości zadania i przedstawili bardzo odważny projekt odcinający się od bezpośredniego poprzednika. Kreślarze zrezygnowali z obłości na rzecz dynamicznych przetłoczeń, dodających autu pożądanej dziś wyjątkowości.

Delikatnie rozczarowuje natomiast wnętrze. W tej kwestii autu zdecydowanie bliżej do Chevroleta Captivy niż Audi Q5. Jakość materiałów wykończeniowych nie jest zła, ale za dużo wewnątrz twardych plastików i nie do końca przemyślanych detali. Tworzywa zostały solidnie spasowane, jednak brak im typowej dla segmentu premium szlachetności.

Pod maską Santa Fe może pracować silnik CRDi o pojemności 2.2 litra lub 2.0 w dwóch wariantach mocy. Słabszy generuje 150 KM i 383 Nm, natomiast mocniejszy 197 koni mechanicznych i 436 Nm momentu obrotowego.

Dzięki bezkluczykowemu dostępowi, wystarczy wcisnąć przycisk Start Engine, by ruszyć przed siebie. Od razu daje się zauważyć świetne wyciszenie kabiny. Nawet przy prędkościach autostradowych, do wnętrza dochodzą jedynie nieliczne odgłosy.

Wybrane dla Ciebie
Sukces Polaków w rajdzie Dubai Baja
Sukces Polaków w rajdzie Dubai Baja
Baggery Harleya-Davidsona będą ścigać się przy MotoGP. Zobaczyliśmy, jak będą wyglądały
Baggery Harleya-Davidsona będą ścigać się przy MotoGP. Zobaczyliśmy, jak będą wyglądały
Trzy nowe modele Voge’a trafią do Polski - od 125 cm3 po motocykl sportowy
Trzy nowe modele Voge’a trafią do Polski - od 125 cm3 po motocykl sportowy
Konrad Dąbrowski wygrywa Baja Quatar
Konrad Dąbrowski wygrywa Baja Quatar
Premiera: Indian Sport Scout RT i Sport Scout Sixty - proste nowości
Premiera: Indian Sport Scout RT i Sport Scout Sixty - proste nowości
Premiera: Kawasaki KLE500 - powrót po latach
Premiera: Kawasaki KLE500 - powrót po latach
Premiera: Honda CB1000GT - Hornet turystyczny
Premiera: Honda CB1000GT - Hornet turystyczny
Premiera: Suzuki SV-7GX - turystyka dla każdego
Premiera: Suzuki SV-7GX - turystyka dla każdego
Test: Honda GL1800 Gold Wing - musisz go poznać
Test: Honda GL1800 Gold Wing - musisz go poznać
Inteligentne wsparcie w autoDNA. Chatbot Vincent pomoże sprawdzić auto
Inteligentne wsparcie w autoDNA. Chatbot Vincent pomoże sprawdzić auto
Harley Harleyowi nierówny, czyli sprawdziłem, co oferują Amerykanie
Harley Harleyowi nierówny, czyli sprawdziłem, co oferują Amerykanie
Konrad Dąbrowski na podium Rajdu Maroka
Konrad Dąbrowski na podium Rajdu Maroka