Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Futurystyczne miasto z rzekami jadących bądź lecących we wszystkich kierunkach i wielu poziomach maszyn wiozących ludzi. Krzyżujące się strumienie ruchu i... wszystko odbywa się płynnie, nie powodując totalnego chaosu. To obrazki na razie znane z takich produkcji jak "Gwiezdne wojny" czy "Piąty element". Ale wszyscy przecież wiemy, że za okiełznanie tych pojazdów i pilnowanie trasy odpowiada jakiś autopilot, czy inny robot-kierowca. Owszem, bohater mógł czasem dorzucić jakieś swoje trzy grosze i trochę pokierować, ale przecież miał ważniejsze zadania niż przesuwanie się swoją powietrzną taksówką w sznurze podobnych mu podróżników po metropolii.

1 z 6Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Obraz
© wp.pl

Futurystyczne miasto z rzekami jadących bądź lecących we wszystkich kierunkach i wielu poziomach maszyn wiozących ludzi. Krzyżujące się strumienie ruchu i... wszystko odbywa się płynnie, nie powodując totalnego chaosu. To obrazki na razie znane z takich produkcji jak "Gwiezdne wojny" czy "Piąty element". Ale wszyscy przecież wiemy, że za okiełznanie tych pojazdów i pilnowanie trasy odpowiada jakiś autopilot, czy inny robot-kierowca. Owszem, bohater mógł czasem dorzucić jakieś swoje trzy grosze i trochę pokierować, ale przecież miał ważniejsze zadania niż przesuwanie się swoją powietrzną taksówką po metropolii w sznurze podobnych mu podróżników.

2 z 6Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Obraz
© wp.pl

Czy jesteśmy bliżej tej fantazji pisarzy i scenarzystów? Czy nauka pozwoli wreszcie na to, żebyśmy swobodnie zajęli miejsce na tylnej kanapie swojego samochodu, rzucili hasło "do domu" i pozwolili bezstresowo odwieźć się maszynie pod próg? W pewnym sensie tak.

Historia autonomicznego samochodu, który samodzielnie będzie w stanie pokonywać zadane trasy, sięga zamierzchłych już dla motoryzacji czasów, bo początków ubiegłego wieku (a i kierowcy parowych wehikułów tez czasami mogli mieć takie marzenie w pewnych okolicznościach). Prób, niestety z zasady nieudanych, było wiele. Dopiero w latach 80. XX wieku inżynierowie z Carnegie Mellon University w Pensylwanii zbudowali w miarę funkcjonujący pojazd o kryptonimie NAVLAB. Jego pierwsza wersja, stworzona na bazie furgonetki Chevroleta, wyposażona była w kontenery z akumulatorami, stacje robocze Sun, oprzyrządowanie wideo i GPS, a wszystkim zarządzał superkomputer Warp. Pojazd uzyskał maksymalną prędkość 20 km/h i... nigdy nie osiągnął pełnej sprawności, cierpiąc z powodu błędów w oprogramowaniu. Ale po nim pojawił się szereg kolejnych projektów sygnowanych przez najlepsze uniwersytety, armie i czołowe koncerny motoryzacyjne. Mieliśmy zatem autonomiczne prototypy od Mercedesa, Toyoty, General Motors, Nissana, Volvo, Audi,
Renault, Boscha, Continantala i wielu, wielu innych. W 1990 roku powstał VaMP, uznany za pierwszy, w pełni sprawny pojazd autonomiczny. Skonstruowany we współpracy monachijskiego uniwersytetu Bundeswehry i Mercedesa, powstał na bazie modelu 500 SEL. Co ciekawe, pojazd do "orientowania" się w terenie i otoczeniu wykorzystywał jedynie dane "wizualne", opracowywane przez 60 mikroprocesorów, a nie korzystał z systemu GPS.

3 z 6Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Obraz
© wp.pl

Jednym z bardziej miarodajnych i uznanych sprawdzianów dla tego typu projektów był "DARPA Grand Challenge" - organizowana (przez agencję departamentu obrony USA) od 2004 roku próba, dla pojazdów samodzielnie pokonujących wskazaną trasę. Pierwsza edycja w 2004 roku odbyła się na pustyni Mojave, a pojazdy miały za zadanie przejechanie 240-kilometrowej trasy (głównie autostradą międzystanową) w okolicach Barstow. Żadnemu ze zgłoszonych prototypów nie udało się jednak dotrzeć do celu. W 2007 roku zmodyfikowano regulamin ustanawiając "Urban Challenge". Tym razem na trasie pojazdów znalazł się niemal 100-kilometrowy odcinek jazdy miejskiej, a próbę trzeba było zaliczyć w mniej niż 6 godzin. Zwycięsko wyszedł z niej pojazd ekipy Carnegie Mellon University "Boss" zbudowany na bazie Chevroleta Tahoe, który ukończył zadanie w 4h i 10 min.

4 z 6Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Obraz
© wp.pl

Obecnie jednym z bardziej rozpoznawalnych projektów w tej dziedzinie są Google Self-Driving Cars, czyli autonomiczne samochody wykorzystywane przez korporację Google, m.in. do zbierania danych na potrzeby map i Google Street View. Od 2011 roku w czterech stanach USA - Kalifornii, Newadzie, Michigan i na Florydzie przepisy ruchu drogowego dopuszczają poruszanie się po drogach publicznych pojazdów bez kierowcy. Niebawem podobne regulacje mogą wejść w życie w Idaho i Teksasie. Dwa lata temu podobne przepisy wprowadzono w Wielkiej Brytanii, w tym roku planował pójść tym śladem rząd Francji. Nowe regulacje są m.in. wynikiem silnego lobbowania Google za ich prowadzeniem.

5 z 6Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Obraz
© wp.pl

Internetowa korporacja używa przede wszystkim ze zmodyfikowanych i odpowiednio wyposażonych Toyot Prius oraz hybrydowych Lexusów RX. W zeszłym roku zespół inżynierów pracujący w projekcie GoogleX przedstawił w pełni funkcjonalny, autonomiczny pojazd, który już nie był wyposażony w koło kierownicy i pedały, a za jego prowadzenie w 100 proc. odpowiadał komputer. Aktualnie trwają już testy drogowe tego prototypu. Auto korzysta ze złożonego systemu kamer, ale jego "zmysły" wspierane są także przez układ radarowy, GPS i laserowy system LIDAR, pozwalający na bardzo precyzyjne, wirtualne odwzorowanie terenu. W czerwcu tego roku Google ogłosiło, że flota autonomicznych pojazdów firmy pokonała już ponad 1,5 miliona kilometrów. To odpowiednik ok. 75 lat jazdy przeciętnego amerykańskiego kierowcy. W tym czasie samochody firmy 200 tys. razy zatrzymywały się przed znakiem "stop", 600 tys. razy na światłach i 180 milionów razy za innymi pojazdami na drodze. Nie obeszło się bez stłuczek i w czasie trwania całego programu
23 auta Google brały udział w tego typu zdarzeniach. Do najpoważniejszego (lekkich kontuzji doznali pracownicy firmy jadący autonomicznym Lexusem) doszło latem tego roku, gdy w tył ich pojazdu wjechał samochód, którego kierowca nie zahamował przed czerwonym światłem na skrzyżowaniu.

Google chciałoby, aby autonomiczne samochody trafiły do seryjnej produkcji przed 2020 rokiem, ale nadal jest szereg problemów z którymi sterujące nimi maszyny nie do końca sobie radzą. Kłopotów przysparzają nadal trasy o gorszej infrastrukturze komunikacyjnej, tymczasowe oznakowania, a także rozpoznawanie obiektów na drodze samochodu - czy są bezpieczne czy niebezpieczne dla auta. Również drastyczne pogorszenie widoczności, np. w skutek intensywnych opadów, powoduje kłopoty z nawigacją. Komputery nie reagują także w przypadku chwilowej zmiany organizacji na drodze, np. gdy policja ręcznie steruje ruchem. To są zagadnienia, które wymagają daleko idących rozwiązań w "inteligencję" jednostek sterujących, a to z kolei jest zagadnienie, nad jakim naukowcy pracują od wielu lat.

6 z 6Czy sztuczna inteligencja zastąpi kierowców?

Obraz
© wp.pl

Nad problemem mocno pochyla się Toyota, która wraz z Massachusetts Institute of Technology i Uniwersytetem Stanforda planuje w ciągu najbliższych 5 lat zainwestować 50 mln dolarów w prace nad "sztuczną inteligencją" mającą wspomagać systemy bezpieczeństwa w samochodach. Chodzi właśnie o to, by cyfrowe systemy mogły być na tyle elastyczne w swych decyzjach, żeby gwarantować bezpieczeństwo podróżnym, nawet przy szeregu zmiennych zjawisk zachodzących wokół pojazdu. Japoński koncern od lat pracuje nad rozwiązaniami, m.in. poprawiającymi jakość życia osób starszych, niepełnosprawnych lub chorych. Przykładem może tu być droid HSR (Human Support Robot), który dzięki sprawnemu, mechanicznemu ramieniu, może pomagać w wielu czynnościach osobom o ograniczonej sprawności. O takie działania, tylko w przypadku kierowców, chodzi w tej chwili naukowcom pracującymi w projekcie Toyoty. Jak podkreśla japoński koncern, jego cele są zdecydowanie inne niż cele badań prowadzonych przez zespół GoogleX. Internetowy potentat bowiem
skupia się nad stworzeniem samochodu całkowicie pozbawionego kierowcy, nie wymagającego żadnego "czynnika ludzkiego" w prowadzeniu. Projekt Toyoty ma na celu opracowanie systemów wspomagających kierowcę, czasami go wyręczających, ale nie wykluczających jego udział w prowadzeniu samochodu.

- Obecny ruch drogowy wymaga błyskawicznej analizy tak wielu zmiennych, że nawet z założenia samodzielny samochód potrzebuje wsparcia różnego rodzaju znaczników ulokowanych w pasie drogi czy skrzyżowań. Odrębnym tematem są mocno zaawansowane prace nad robotami asystującymi czy opiekuńczymi. Nasz najnowszy prototyp współpracuje z osobami starszymi lub niepełnosprawnymi wyręczając je w codziennych czynnościach wymagających pełnej sprawności fizycznej. Ale nie oszukujmy się, od tego typu robotów do w pełni sztucznej inteligencji jest jeszcze daleka droga - mówi Robert Mularczyk z Toyota Motor Poland.

Jak daleka, pokazuje fakt, że prace nad tego typu rozwiązaniami prowadzą wszystkie duże ośrodki naukowe na świecie, a rezultaty są jeszcze bardzo odległe od tych prezentowanych w filmach SF. W kwestii "sztucznej inteligencji" nadal pojawiają się pytania natury technicznej, technologicznej czy matematycznej, ale równie istotne są te dotyczące psychologii, filozofii, etyki czy neurologii. Ludzki mózg i inteligencja, są wciąż obiektem badań i terenem wielu nieodkrytych zjawisk. Ale już marzymy o tym, by stworzyć ich mechaniczno-cyfrowy obraz, który nam pomoże, wyręczy lub zastąpi w wielu dziedzinach (choćby tak prozaicznych, jak prowadzenie samochodu). Z drugiej strony nauka i technologia rozwijają się w ogromnym tempie i prace zespołu Toyoty mogą niebawem przynieść wymierne efekty. Skupiając się na systemach wspomagających, a nie wykluczających kierowcę, nie próbujących zastąpić jego zmysłów i wiedzy oraz doświadczenia, naukowcy stawiają przed sobą nieco łatwiejsze zadanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że
świat z filmów science-fiction jest bliżej nas, niż kiedykolwiek, a wyścig o stworzenie najlepszego pojazdu sterowanego przez "sztuczną inteligencję" właśnie wystartował.

Wybrane dla Ciebie