Do czego porównać prowadzenie starego Defendera na ulicach miasta? Chyba najbardziej do średniowiecznego pojedynku na topory bojowe, ciężkie, o dużej bezwładności, wymagające połączenia zwinności i fizycznej krzepy. Na pozór wygląda to ponuro, ale nie zapominajmy, że w walce na małą odległość topór był bardzo skuteczną bronią. Szybko kończącą pojedynek. Defender Extra Duty sprawia wrażenie, że wykonano go z zespawanych szyn kolejowych, brnie naprzód niestrudzenie. Nowiutki, błyszczący pedantycznie wywoskowanym lakierem Range Rover Sport to trochę paradoks, który dotyczy także wszystkich innych luksusowych SUV-ów, Porsche, BMW i Mercedesa. Najpierw producent buduje coś o wymiarach i masie lotniskowca, by potem stworzyć wersję Sport, rzekomo pozwalającą na bardziej dynamiczną jazdę. To tak, jakby stocznie budowały dla niektórych marynarek wojennych lotniskowce nieco szybsze i bardziej zwrotne podczas manewrów w porcie, czyli zupełnie bez sensu. Ale jeśli spojrzymy na Range Sport bez zwracania uwagi na
marketingowe gadanie, jest to prawdopodobnie jeden z najlepszych samochodów do pokonywania dalekich tras. Zawieszenie pneumatyczne ma nierówności w tym samym miejscu, gdzie Bond Daniela Craiga ma przepis na przyrządzanie koktajlu Martini. Siedzi się wysoko, widzi absolutnie wszystko, a kanciaste formy wnętrza tylko dodają kierowcy pewności siebie, uspokajają swoją brutalną funkcjonalnością.