* WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII * Miejsce pracy kierowcy zaprojektowano w taki sposób, aby miał łatwy dostęp do wszelkich przełączników. I rzeczywiście sterowanie manualną klimatyzacją, regulacją siły nawiewu, czy elektrycznym opuszczaniem szyb nie nastręcza problemów. Nieco inaczej rysuje się wygoda dość ubogo wyprofilowanych foteli. Pozycja za kierownicą jest wysoka, nawet po opuszczeniu siedziska do minimalnego poziomu. Nieodparte wrażenie siedzenia na zydelku nie ustępuje niestety po odpaleniu silnika i przejechaniu kilku kilometrów. To zjawisko nie przeszkadza podczas jazdy miejskiej, jednak dystans 150 km może wywołać bóle kręgosłupa. Wówczas ratunkiem okażą się relaksacyjne postoje na świeżym powietrzu. W sukurs niedomaganiom wygody przychodzi niespotykanie dobrze jak na miejską klasę zestrojony zestaw audio. Nie dość, że jego obsługa jest intuicyjna, to zestaw czterech głośników okazuje się w zupełności wystarczający. Próżno szukać
podobnego zestawu u konkurencji. Za godny uwagi gadżet może uchodzić przycisk pozwalający ściemnić duży wyświetlacz, nie męcząc przy tym oczu podczas nocnej wyprawy. Zgodnie z charakterystyką i przeznaczeniem i10 do miasta, dopasowano także silnik. W testowanym egzemplarzu pod maską zagościła benzynowa jednostka o pojemności 1.1 litra. Jest to chyba najsłabszy punkt solidnego Hyundaia. Nie pomaga nawet 66 KM i 99 Nm, które na papierze wypadają nieźle, jednak w czasie jazdy zadowoli tylko niewybrednych kierowców. Dopóki wskazówka obrotomierza nie przekroczy wartości 3 tys. obrotów, możemy rozkoszować się elastyczną i cichą podróżą. Powyżej tej wartości, w kabinie robi się naprawdę głośno. A szkoda, bo zawieszenie zestrojono dosyć sztywno, co pozwala na bardziej agresywną jazdę i wykorzystanie pełni możliwości trakcyjnych.