Odszkodowanie po nawałnicy. Sprawa jest trudna, ale nie niemożliwa

Na autostradach kierowcy zatrzymują się na pasie awaryjnym, w miastach ruch zostaje w praktyce wstrzymany. Nawałnice, jakich nie brakuje latem, są wyzwaniem dla większości zmotoryzowanych. Najgorsze jednak, gdy w ich trakcie dojdzie do uszkodzenia samochodu. Radzimy jak się zachować i odzyskać pieniądze w takiej sytuacji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ubezpieczyciele mogą nie wypłacić pieniędzy powołując się na zbyt mocny wiatr
Ubezpieczyciele mogą nie wypłacić pieniędzy powołując się na zbyt mocny wiatr (East News, Fot: Łukasz Szczepanski)
WP

Wbrew pozorom nie jest to rzadki przypadek. Gałęzie spadające na auta wyrządzają olbrzymie i, co gorsza, nietypowe szkody. Uzyskanie odszkodowania jest trudne, lecz nie niemożliwe. Za uszkodzenia - w przypadku zaniedbania - odpowiada właściciel posesji, wspólnota mieszkaniowa czy spółdzielnia. Pierwsze, co należy zrobić, to dokładnie udokumentować szkody, jak i same gałęzie, które ich dokonały.

To nie żart. Jeśli są one uschnięte i uszkodzone, wtedy to właściciel posesji odpowiada za zaniedbanie. Trzeba wezwać wówczas straż miejską lub policję. Idealnym rozwiązaniem jest pokrycie finansowe z polisy OC sprawcy. Gorzej, gdy właściciel nie zawinił, a cała sytuacja wynika z tzw. siły wyższej. Wtedy pozostaje nam likwidacja szkody z własnego Autocasco, choć i tutaj sytuacja nie jest prosta.

Ubezpieczyciele najprawdopodobniej będą starali się zmniejszyć kwotę odszkodowania. Wystarczy, że w polisie zadeklarowano trzymanie auta w garażu, które w tym dniu znajdowało się na podjeździe. Trzeba również zabezpieczyć pojazd przez kolejnymi uszkodzeniami i czym prędzej zgłosić szkodę. Niektóre z firm wymagają powiadomienia o zniszczeniach maksymalnie 24 godziny od zdarzenia.

WP

Trudne warunki pogodowe są problemem także w podróży. Pod koniec maja sprawiły one, że kierowcy na drodze ekspresowej zatrzymali się pod wiaduktem. Postój w takim wypadku to jedna z najgorszych decyzji. "Nie wierzę w to co widzę", "to jest nieprawdopodobne" - grzmieli internauci, gdy sieć obiegało nagranie z karygodnym zachowaniem kierujących.

Nawet poruszanie się w ślimaczym tempie jest lepsze niż blokowanie drogi. Widoczność ogranicza się nawet do kilku metrów, a przyczepność spada. Zatrzymanie się na pasie ruchu jest błędem. Jest tylko jedna rzecz, która jest jeszcze bardziej rażąca – opuszczenie auta, nawet w kamizelce, to przy takiej pogodzie bardzo zły pomysł.

WP

Jeśli deszcz, to i kałuże, wodą z których można ochlapać przechodniów. Wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy, ale policja może wystawić mandat sięgający nawet 500 zł za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. W wyjątkowych przypadkach możemy zostać pociągnięci do odpowiedzialności cywilnej przez ochlapanego. Kałuże mogą spowodować jeszcze jedno uszczuplenie portfela – wjeżdżanie w nie z impetem może i jest zabawne, ale naprawa zalanych elementów już mniej.

Woda natychmiastowo schładza elementy samochodu. Wydech rozgrzany do kilkuset stopni Celsjusza może pęknąć, a uszkodzenie katalizatora liczone jest w setkach zł. Tarcze hamulcowe mogą się wykrzywić. Wrażliwy jest również alternator, umieszczony stosunkowo nisko. W tej kwestii nie dajmy się nabrać na offroadowy charakter twojego SUV-a.

Polub WP Moto
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP