Księża nie są skazani na ciasne kabriolety - alternatywy są liczne
Nie tylko Mazda MX-5 RF
Ksiądz z Pszczyny, Alojzy Bok, poprowadził procesję siedząc na miejscu pasażera w pociągającej Maździe MX-5 RF. Wszystko z powodu chorego kolana. Postanowiliśmy wybrać kilka alternatywnych samochodów, które mogą sprawdzić się lepiej od – jakby nie patrzeć – dość krzykliwego roadstera.
Skoda Octavia
Zejdźmy na ziemię – księża potrzebują auta taniego, niepozornego i pozwalającego na wtopienie się w tłum wiernych. Trudno o lepszą propozycję od Skody Octavii. By zakupić pierwszą generację czeskiego kompaktu nie trzeba korzystać z datków mszalnych odłożonych na czarną godzinę. Spalanie jest wyjątkowo niskie, zwłaszcza w egzemplarzach z silnikiem wysokoprężnym 1,9. Polecamy szukać wersji z szyberdachem – monstrancja może nie zmieścić się w kabinie.
Range Rover Evoque
Problemy z kolanami są coraz częstszą przypadłością wśród osób starszych, dlatego olbrzymią popularnością cieszą się pojazdy pozwalające na łatwe wsiadanie, czyli SUV-y. Jeśli – tak jak w Pszczynie – nie możemy rozstać się z monstrancją, wybór w tym segmencie może być tylko jeden – Range Rover Evoque w wydaniu cabrio. Wysoko zawieszone auto pozwoli odpocząć stawom, gdy duchowni będą przedzierać się szutrowymi drogami mniej zamożnych parafii. Biskupi mogą docenić design, za który odpowiedzialna jest Victoria Beckham.
Opel Cascada
Pozostajemy jeszcze chwilę w tematyce kabrioletów. Nie bez powodu – Opel Cascada wydaje się idealną propozycją dla księży. Auto nie tylko świetnie wygląda na parkingu plebanii i ma tanie części, ale i Opel oferuje zniżki zawodowe dla osób duchownych. Dodajmy do tego wspieranie krajowej gospodarki – wszak auto powstaje w Tychach – a okaże się, że znaleźliśmy idealną grupę docelową Cascady.
Dacia Lodgy
Duchowni powinni emanować skromnością, a od niedawna mogą to również robić ich cztery kółka. Dacia Lodgy to najtańszy siedmioosobowy samochód dostępny na rynku – wystarczy zapłacić 37 900 zł, by bez problemu przywieźć wiernym duchową pomoc na terenie całej parafii. Dzięki gigantycznej przestrzeni bagażowej w Dacii zmieści się nawet największa monstrancja. Same plusy!
Abarth 500
Przeciętny uczestnik mszy świętych może pomylić to auto ze "zwykłą" 500… ale diabeł tkwi w szczegółach. Niepozorny Abarth może mieć silnik o mocy nawet 180 KM, co czyni z niego iście piekielną machinę. Dodatkowo w wersji z rozsuwanym dachem autko pomieści monstrancję. Wystarczy tylko dobrze zamocować ją w karbonowym fotelu kubełkowym Sabelta, który trzyma ciało w zakrętach jak diabeł sołtysa za gromadzkie pieniądze.
Trójkołowiec
Alternatywą dla czterech kółek mogą być motocykle. Wszystko zależy od preferencji duchownego – czy zdecyduje się na maszynę spod znaku Urala, która pomieści sporo dewocjonaliów w koszu, czy też swoje kroki skieruje do salonu Harleya. Ten z kolei ma w ofercie trójkołowce, które swoim dźwiękiem są w stanie wypędzić niejednego demona z głów potulnych owieczek.
Mercedes
Oczywiście, samochód z gwiazdą na masce może wydawać się nieco nuworyszowski, jednak to tylko pierwsze – i oczywiście błędne – wrażenie. Głowy Kościoła często decydowały się na papamobile tej marki. Zazwyczaj w tej roli osadzano Klasę G, a papież Benedykt XVI wykorzystywał mniej rzucającą się w oczy Klasę M. Ostatnio w gamie Mercedesa pojawił się pick-up stanowiący idealną bazę dla Papamobile – Klasa X.
Cokolwiek od bezdomnego
Miłosierdzie przemawia przez prawdziwych chrześcijan, dlatego nic dziwnego, że niektórzy z nich są skłonni do oddania swojego auta potrzebującym księżom. Jakikolwiek samochód jest lepszy niż jego brak. Właśnie dlatego duchowni muszą korzystać z tego, co jest pod ręką.