Trwa ładowanie...
d3sst67

Do niedzieli był czas na zmiany w przeglądach aut. Polska się spóźniła

Polska nie wdrożyła na czas dyrektywy w sprawie przeglądów technicznych samochodów. Teraz możemy słono za to zapłacić. Nowe przepisy wprowadzą ułatwienia dla solidnych kierowców i kary dla spóźnialskich.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Samochody w kiepskim stanie to szara codzienność polskich ulic
Samochody w kiepskim stanie to szara codzienność polskich ulic (Autokult.pl)
d3sst67

Zabrakło czasu

O rewolucji w przeglądach technicznych mówi się od 2016 roku. Wtedy to przygotowano projekt ustawy, która spełniałaby standardy Unii Europejskiej narzucone na wszystkie kraje członkowskie. Ujednolicenie wymagań dla samochodów i zaostrzenie przeglądów miało pozwolić na wyeliminowanie z dróg pojazdów niesprawnych technicznie oraz niespełniających norm emisji spalin. Przełożyłoby się to bezpośrednio na poprawę bezpieczeństwa na drogach, a także stan powietrza w krajach UE.

Komisja Europejska narzuciła dwa terminy. Do 20 maja 2017 r. Polska miała wdrożyć dyrektywę, zaś przepisy miały być stosowane najpóźniej od 20 maja 2018 r., czyli ostatniej niedzieli. Jak można sprawdzić na Rządowym Centrum Legislacji, projekt przepisów wdrażających postanowienia dyrektywy jest dopiero na etapie Komisji Prawniczej. Teraz będzie musiał trafić do Rady Ministrów, następnie do Sejmu i dopiero stamtąd na biurko prezydenta. To duża wpadka rządu, bo dyrektywa, o której mowa, powstała w 2014 r. Czasu było więc sporo.

d3sst67

Zgodnie z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej państwo, które nie wypełni ciążących na nim zobowiązań, może zostać pozwane do Trybunału Sprawiedliwości UE. Ten zaś może nałożyć na kraj karę finansową.

Co się zmieni dla kierowców?

O ostatecznej formie planowanych przepisów wprowadzających postanowienia dyrektywy informowaliśmy pod koniec marca 2018 r. Początkowo Ministerstwo Infrastruktury chciało, by przeglądy były droższe, a spóźnialscy mieliby udać się na jedną z 16 wyznaczonych przez Transportowy Dozór Techniczny stacji. Ostatecznie resort wycofał się z tych zapisów. Jedyną niedogodnością dla kogoś, kto będzie chciał zrobić przegląd po upływie ponad 30 dni po terminie wbitym w dowodzie rejestracyjnym, będzie konieczność zapłacenia podwójne stawki.

Pojawiły się za to ułatwienia. Po pierwsze, kierowcy przyjeżdżający na stację zawczasu nie będą już "tracić" dni. Badanie wykonane do 30 dni przed terminem będzie przedłużane o 12 miesięcy licząc od ostatniego dnia ważności. Zniknie też konieczność wymiany dowodu rejestracyjnego, w którym skończy się miejsce na pieczątki. Wraz ze starym dowodem trzeba będzie jednak wozić zaświadczenie o pozytywnym przejściu badania technicznego. Docelowo i to nie będzie potrzebne – wszystkie dane mają być dostępne dla służb w wersji cyfrowej.

Diagności narzekają na niską opłacalność prowadzenia działalności. Czy kierowcy będą musieli sięgnąć głębiej do portfeli? East News
Diagności narzekają na niską opłacalność prowadzenia działalności. Czy kierowcy będą musieli sięgnąć głębiej do portfeli?

Czego w przepisach nie ma?

Termin, w którym Unia Europejska zobowiązała państwa członkowskie do wprowadzenia dyrektywy, już minął. Kiedy w życie wejdą zmiany? Realnie powinniśmy szykować się najszybciej na drugą połowę 2018 roku. Oczywiście o ile Ministerstwo Infrastruktury nie zdecyduje się na wprowadzenie korekt do swojej propozycji. A te – moim zdaniem – mogą okazać się niezbędne.

d3sst67

Proponowana forma rewolucji w przepisach nie sprawi, że z polskich dróg znikną niebezpieczne i zanieczyszczające powietrze auta. Wręcz przeciwnie – wyższe opłaty za spóźniony termin mogą sprawić, że na drogach przybędzie samochodów bez przeglądów. A tych, jak przypomina "Gazeta Wyborcza", trzy lata temu było nawet 1,5 mln. Taryfikator przewiduje za takie wykroczenie mandat w wysokości od 20 do 500 zł, więc jeśli kierowca trafi na pobłażliwego policjanta, kara będzie niewielka. Jeśli podczas kontroli zostanie zatrzymany dowód, kierowca będzie już musiał zrobić przegląd.

Okręgowa stacja kontroli pojazdów, Saab / fot. Paweł Klimczak Autokult.pl
Okręgowa stacja kontroli pojazdów, Saab / fot. Paweł Klimczak

Nie uważam, żeby podniesienie kar za brak ważnego badania technicznego było tutaj rozwiązaniem. Wyższe opłaty u diagnosty też nie poprawiają sytuacji na polskich drogach. Zamiast tego proponuję dwie zmiany. Jedną z nich jest automatyczne nakładanie kary na kierowcę, który przeglądu nie wykonał o czasie. Teoretycznie CEPiK powinien pozwalać na wprowadzenie takiego systemu. Zebrane w ten sposób pieniądze mogłyby służyć do zasilenia budżetu, z którego finansowane byłyby zniżki dla terminowych kierowców. Tańszy przegląd lub niższa opłata za ubezpieczenie pasują tutaj idealnie.

Jeśli chcemy czystych i bezpiecznych dróg, to trzeba zachęcać kierowców do terminowego stawiania się na przeglądy. Jednocześnie badania te powinny być przeprowadzane rzetelnie, by nikt nie bagatelizował ich zasadności. Zupełnie inną kwestią jest to, co czeka Polskę, skoro proponowane przez resort zmiany nie weszły w życie na czas. Zapytaliśmy o to Ministerstwo Infrastruktury, lecz do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nieznana jest też data wejścia w życie nowych przepisów.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3sst67

Podziel się opinią

Share

d3sst67

d3sst67