Trwa ładowanie...
01-02-2013 08:32

Zimowe bajki zmotoryzowanych

Zimowe bajki zmotoryzowanychŹródło: Piotr Mokwiński
d45pcyk
d45pcyk

Każdego roku tak zwani doświadczeni kierowcy z kilkunastoletnim stażem za kierownicą, z nieopisaną dumą i zadowoleniem przekazują tym mniej doświadczonym swe ludowe mądrości traktujące o zimowych problemach i prawidłach związanych z eksploatacją samochodu. Pośród tych najczęściej wyssanych z palca opowiastek trudno wytypować choć po części prawdziwe i dające się logicznie uzasadnić prawidła.

Nie wiedzieć czemu owe skarbnice motoryzacyjnej wiedzy uparcie trwają przy swoich przekonaniach, pomimo corocznych porażek w zimowym okresie. Przecież każdą awarię lub inny problem można zwalić na samochód lub niesprzyjającą aurę. Nawet regularne powtarzane wypowiedzi prawdziwych autorytetów niewiele pomaga. Wspomniana grupa wciąż wciela w życie owe rewelacje, przy okazji zarażając swą "inteligencją" innych bogu ducha winnych kierowców. Specjalnie z myślą o nich prześledźmy dziesięć najciekawszych zimowych bajek dla zmotoryzowanych.

Nie zasłaniaj chłodnicy kartonem
Przemierzając polskie szlaki zimową porą nadal bardzo często spotykamy na swojej drodze nawet stosunkowo młode samochody z chłodnicą zasłoniętą kartonem, lub co gorsza szczelnie zaklejonym grillem. Większość "specjalistów" kultywuje wywodzący się z PRL-u patent na niedogrzany silnik. Owszem w zamierzchłych czasach archaicznych konstrukcji taki zabieg miał faktycznie sens, jednak dziś zupełnie nie ma takiej potrzeby. Jednostka napędowa do osiągnięcia optymalnej temperatury pracy i tak wykorzystuje jedynie "mały" układ chłodzenia z pominięciem chłodnicy; dopiero gdy temperatura stanie się optymalna, do pracy włącza się reszta układu. Na dodatek w silnikach turbodoładowanych zasłanianie wlotu powietrza może przynieść inne, raczej dramatyczne skutki. W sprzyjających okolicznościach możemy zniszczyć turbosprężarkę, a jej naprawa bywa kosztowna.

(fot. United Pictures)
Źródło: (fot. United Pictures)

Nie zakładaj lepszych opon na oś napędową
Kolejną sztucznie utrzymywaną przy życiu regułą dotyczącą zimowej jazdy jest slogan twierdzący, że lepsze opony zawsze należy zakładać na napędową oś. Idąc bowiem tropem rozumowania autora tejże mądrości, zimą, kluczem do bezpiecznej jazdy jest lepsze przyspieszenie, a nie minimalizowanie poślizgów poprzez zapewnienie możliwie dobrej trakcji. Niestety wśród nadwiślańskich kierowców jedynie niewielka część opanowała technikę wychodzenia z nadsterownego poślizgu, dla reszty ów poślizg najczęściej kończy się niekontrolowanym piruetem na środku drogi. Na domiar złego, liczna rzesza wulkanizatorów hołduje tej zasadzie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że lepsze opony, bez względu na rodzaj napędu, należy zakładać na tylną oś, poprawiając w ten sposób stabilność samochodu w zakrętach.

d45pcyk

Skandynawskie opony nie sprawdzą się na polskich drogach
Następna oponiarska przypowieść swą genezę ma w Skandynawii, w państwach, z których kierowcy słyną z doskonałej techniki jazdy zimą. Nie bez znaczenia są także warunki sprzętowe, jakimi dysponują, a chodzi tu głównie o ogumienie - w dalszej kolejności o drogi i samochody. Polscy kierowcy są niezwykle zaradni, nic zatem dziwnego, że chętnie sprowadzają ze Szwecji, Norwegii czy Finlandii zimówki przeznaczone na tamtejszy rynek. Szczęśliwi użytkownicy skandynawskich opon zapominają jednak o istotnym szczególe - o warunkach, jakie panują przez większą część zimy w Szwecji i pozostałych krajach północy.
Tamtejsze drogi zimą najczęściej pokrywa warstwa śniegu, u nas natomiast o wiele częściej poruszamy się po mokrym lub suchym asfalcie, co stwarza inne warunki pracy importowanym oponom. Wykonane z innej mieszanki zimówki ze Skandynawii radzą sobie gorzej w typowo polskich warunkach, jednak nie mają sobie równych w trakcje intensywnych opadów śniegu.

(fot. PAP/Lech Muszyński)
Źródło: (fot. PAP/Lech Muszyński)

Nie chowaj alusów na zimę
Wertując encyklopedię nieuzasadnionych wytycznych respektowanych przez ogrom polskich kierowców, nie sposób pominąć pozycji poświęconym aluminiowym felgom. Podsumowując zebrane zewsząd myśli osiedlowych fachowców, możemy powiedzieć, że popularne alusy kategorycznie nie nadają się na zimowe warunki. I nie chodzi tutaj o ujemne temperatury, kluczem do zrozumienia powyższego przypadku jest sól używana przez drogowców do walki z lodem i śniegiem. Alufelgi w kontakcie z solą zalegającą na drogach podobnież ulegają niemal natychmiastowej korozji. Autor zapomniał jednak, a raczej nie wiedział o tym, że felgi wykonane z lekkich stopów, niczym stalówki, również pokryte są warstwą ochronnego lakieru. Co równie intrygujące, zazwyczaj alusy posiadają więcej warstw ochronnych. Jeśli więc lakier jest w dobrym stanie, obręczom nic nie grozi. Pikanterii dodaje jeszcze jeden fakt. Coraz więcej nowych samochodów może poruszać się wyłącznie na felgach aluminiowych, bez możliwości doboru stalowych zamienników.

d45pcyk

Węższa opona gorsza niż szersza
Wielu kierowców z wielkim upodobaniem stosuje w swoich środkach lokomocji sprawdzające się w sporcie samochodowym rozwiązania. Nie są jednak świadomi tego, że nie wszystkie patenty doskonale funkcjonujące w wyczynowych warunkach, okazują się przydatne w codziennej eksploatacji. Jednym z iście rajdowych sposobów na pokonanie niesprzyjającej zimy są węższe opony wgryzające się znacznie efektywniej w podłoże. Dzięki temu mają gwarantować lepszą trakcję zarówno podczas przyspieszania jak i hamowania. Problem jednak w tym, że liczne testy przeprowadzane w normalnych warunkach wykazały zgoła odmienną zależność. Szersza opona wyposażona w większą liczbą lamelek lepiej radziła sobie na śniegu. Twórcy tej teorii zapomnieli też o ważnej kwestii, bowiem rajdowe opony zimowe najczęściej poza odpowiednim bieżnikiem posiadają także kolce.

4x4 nie takie bezpieczne, jak je malują
Niemal każdy statystyczny kierowca choć trochę orientujący się w motoryzacyjnych zagadnieniach, w głębi serca marzy o samochodzie z napędem na cztery koła. Nie ważne czy ze stałym napędem czy dołączanym, w krytycznych chwilach w powszechnym mniemaniu i tak zapewni większe bezpieczeństwo niż konstrukcja napędzana tylko na jedną oś. W istocie wyjazd czteronapędówką z zaśnieżonego parkingu czy osiedla jest dużo łatwiejszy, podobnie wygląda włączanie się do ruchu - przyspieszanie. Niemniej jednak zimowa jazda nie polega tylko i wyłącznie na przyspieszaniu i jak najszybszym pokonywaniu zakrętów bez zbędnych poślizgów. W istocie bezpiecznej jazdy leży płynność i dostosowanie stylu prowadzenia do warunków drogowych. Spora część kierowców żyjących ze świadomością wyższości swojego auta z 4x4, nie zważa na złe warunki atmosferyczne. Są oni zdania, że napęd pomoże im wyjść z każdej opresji. Takie zachowanie dosyć często kończy się poza drogą. Praw fizyki naginać się nie da.

Chemią diesla nie odetkasz
Sporo kontrowersji i całą masę pytań wzbudza temat zimowego oleju napędowego, a zwłaszcza sposobów na przeciwdziałanie jego zamarzaniu. Jak wiadomo, letnie paliwo dla wysokoprężnych silników nie jest odporne na mrozy, o czym co roku boleśnie przekonuje się wielu zapominalskich kierowców. Nawet sprzedawany zimą olej napędowy nie wytrzymuje największych mrozów. W teorii pozostaje zdatny do użycia do -20 C, dlatego czasem zdarzają się zamarznięcia. Wedle niektórych kierowców, skutecznym sposobem na pokonanie zatoru w układzie paliwowym są środki chemiczne - tak zwane depresatory. Nie znają oni jednak zasady działania owych cudownych przeciwzamarzaczy, które owszem, sprawdzają się, ale jako środki profilaktycznie aplikowane do baku. W przeciwnym wypadku nic nie zdziałają. Jedynym sposobem na "odetkanie" zamarzniętego diesla jest kilkugodzinny postój w ogrzewanym garażu.

d45pcyk
(fot. Materiały prasowe)
Źródło: (fot. Materiały prasowe)

Wolniej na śniegu
Prawie wszyscy polscy zmotoryzowani zgodnie postrzegają zimę jako porę roku, w czasie której dużo łatwiej o wypadek, co podobno potwierdzają dramatycznie rosnące statystyki. Nic bardziej mylnego, w ogólnym rozrachunku zimową porą paradoksalnie notuje się mniej wypadków i innych zdarzeń drogowych. Dzieje się tak z prostej przyczyny, trzeźwo myślący kierowcy widząc na drogach zalegający śnieg i lód, świadomie zmieniają styl prowadzenia. Jeżdżą wolniej i rozważniej, co przekłada się na mniejszą liczbę wypadków. Latem zaś, gdy warunki są względnie doskonałe, większość kierowców sądzi, że potrafią wszystko za kierownicą. W efekcie byle deszczyk zbiera śmiertelne żniwo na polskich drogach. Jedynie w pierwszych dniach prawdziwej zimy lawinowo rośnie wolumen stłuczek, najczęściej z winy letniego ogumienia i "odzwyczajenia" od słabej przyczepności.

d45pcyk

Nie "ubieraj" akumulatora
Wraz z nadejściem pierwszych zimowych mrozów powraca niezastąpiony i niewyczerpalny temat akumulatorów. Według niestrudzonych domorosłych specjalistów o baterię należy dbać, a najlepszym ku temu sposobem jest dodatkowe ocieplenie samego urządzenia, które to ma chronić przed negatywnym działaniem ujemnych temperatur. Pojawia się jednak kwestia źródła ciepła po wyłączeniu silnika. Nawet najdokładniej "opatulony" akumulator przez noc spędzoną pod chmurką ochłodzi się do temperatury otoczenia. Owi specjaliści na potwierdzenie swoich rewelacji przytaczają przykłady fabrycznych izolacji, nie wiedzą natomiast, że montowane są one w zgoła odmiennym celu. Niektórzy producenci w trosce o żywotność baterii chcą ją ustrzec przed nadmiernym nagrzaniem. Wysoka temperatura pracy - 60 C - przynosi zgubny skutek.
Jeśli nadal uparcie - i w niezbyt mądry sposób - chcemy ustrzec nasz akumulator przed mrozem, winniśmy za każdym razem zabierać go ze sobą do mieszkania. Wówczas sukces gwarantowany - podobnie jak konieczność odwiedzenia ASO, by komputer pokładowy zrezygnował z chronienia auta przed wyimaginowanym złodziejem. Tak naprawdę, jeśli dysponujemy właściwie dobranym, stosunkowo nowym akumulatorem i sprawną instalacją elektryczną, zima nie powinna być nam straszna.

Rozgrzej silnik w czasie jazdy
Każdego mroźnego ranka zmotoryzowani szykują swoje samochody do drogi do pracy lub szkoły. Poza standardowym odśnieżeniem i oskrobaniem szyb niemal każdy rozgrzewa silnik na postoju, nie zważając na niebezpieczeństwo otrzymania stuzłotowego mandatu i troskę o środowisko naturalne. Czynią tak jednak w dobrej wierze, uważając, że tak lepiej przygotować motor, niż ruszać od razu po wielogodzinnym przestoju. Warto uzmysłowić sobie kilka szczegółów. Jednostka napędowa pracująca na biegu jałowym nie wydziela dużych ilości ciepła potrzebnych do jej rozgrzania. Co innego podczas nawet delikatnej jazdy, wówczas silnik zmuszony jest do wykonania większej pracy w tym samym czasie. Dzięki temu roboczą temperaturę osiągnie znacznie szybciej niż podczas rozgrzewania na postoju przed domem.
Uruchomienie silnika na krótko przed ruszeniem rzeczywiście ma pewną zaletę - rozprowadza olej po jednostce napędowej i rozgrzewa go. Do tego wystarczy jednak kilkanaście sekund i delikatna jazda po starcie. Warto pamiętać również o tym, że praca silnika na biegu jałowym nie rozgrzeje oleju w skrzyni biegów.

Piotr Mokwiński/ll/moto.wp.pl

d45pcyk
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d45pcyk
Więcej tematów