Trwa ładowanie...
d25l3ge

Rajd Dakar: weryfikacja w miejscu zapomnianym przez Boga

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rajd Dakar: weryfikacja w miejscu zapomnianym przez Boga
(AFP)
d25l3ge

Z opinii uczestników Rajdu Dakar, którzy wycofali się bądź ukończyli piąty etap z trasą w okolicach Fiambali wynika, że właśnie tam, w miejscu zapomnianym przez Boga, nastąpiła zasadnicza weryfikacja. Połowa z ekipy Poland National Team już nie jedzie.

Czwartek dla biało-czerwonych był słodko-gorzki. Z trudami najbardziej gorącego i zdradliwego terenu Argentyny świetnie poradzili sobie motocyklista Jakub Przygoński oraz załogi samochodów Adam Małysz z Rafałem Martonem, Marek Dąbrowski z Jakubem Przygońskim i Martin Kaczmarski z portugalskim pilotem Filipe Palmeiro. Natomiast z rajdu wycofali się Piotr Beaupre z Jackiem Lisickim, a Rafał Sonik i Krzysztof Hołowczyc ponieśli kolejne, znaczące straty.

- Podjąłem decyzję o wycofaniu się z Dakaru. Po wypadku na czwartym odcinku auto miało sporo uszkodzeń. Mechanicy pracowali do rana i z braku czasu podjęli tylko najważniejsze naprawy. Niestety, na pierwszych, piaszczystych 30 km, sprzęgło odmówiło posłuszeństwa i BMW stanęło. Był to efekt wcześniej walki, przy próbach wyjazdu ze skalnej rozpadliny, do której wpadliśmy - poinformował Beaupre.

d25l3ge

W rywalizacji pozostało dziewięciu Polaków, którzy nie mieli łatwego życia. O pechu może mówić Sonik, który m.in. pomylił drogę. Kapitan Poland National Team nie dostał szansy rzucenia się w pogoń za rywalami, ponieważ ze względów bezpieczeństwa odwołano drugą część odcinka dla quadów i motocykli. W czwartek zapadła decyzja o pozytywnym rozpatrzeniu protestu odnośnie wcześniejszego etapu, dzięki czemu strata Sonika do liderującego obecnie Lafuente wynosi tylko 23 minuty.

Skrócenie odcinka na dobre wyszło Przygońskiemu, który pędził po trasie niczym pustynny wiatr, uzyskując trzeci czas. Warszawiaka wyprzedzili jedynie Marc Coma i Jordi Villadoms. Po tym wyczynie awansował na siódme miejsce w klasyfikacji generalnej.

- To był kolejny, niesamowicie fizyczny etap. Przez ponad 100 kilometrów jechaliśmy po camel grassi'e. W tej partii nie dało się zbytnio rozpędzić motocykla, a podłoże cały czas wybijało maszynę w powietrze. Ciężko było się utrzymać w siodle. Zacisnąłem tam jednak zęby i wykręciłem naprawdę dobry czas. Później wjechaliśmy w niezwykle trudny nawigacyjnie teren biegnący w rzekach. Tam również udało mi się nie zgubić trasy. Rywalizacja daje się nam już we znaki, wszyscy czujemy, że rajd jest ekstremalnie trudny, ale ja lubię takie warunki. Właśnie wtedy wykorzystuję swoje atuty i buduję przewagę - podkreślił Przygoński.

Wiele działo się na trasie w rywalizacji samochodów. Dynamicznie wystartował Hołowczyc, który chciał jak najszybciej zapomnieć o pechowej środzie. Na 147. kilometrze Mini zatrzymało się i olsztynianin ponownie stracił sporo czasu na naprawy pozwalające mu kontynuować ściganie. Na odrobienie strat nie było już jednak szans i w ogólnym bilansie spadł na 11. pozycję. Jego miejsce w czołowej dziesiątce zajął duet Dąbrowski-Czachor. Najszybciej z czwartkowym odcinkiem poradził sobie z ekipy Poland National Team Adam Małysz pilotowany przez Rafała Martona.

d25l3ge

- To był dla nas bardzo dobry etap, choć jednocześnie nie wolny od przygód. Na pierwszej części złapaliśmy aż trzy gumy, później popsuł się lift, który służy do odkopywania auta. Wyciekł z niego olej, a układ ten połączony jest ze wspomaganiem kierownicy, które momentalnie straciliśmy - przekazał Orzeł z Wisły.

Hiszpan Nani Roma, lider w gronie samochodów powiedział, że "okolice Fiambali to miejsce zapomniane przez Boga. Nie ma tam żadnego życia, a krajobraz pustynny ma ponury charakter. Nie odnajdziemy tu piękna malowniczo układających się wydm. Turystów też nie spotkamy, bo poza dakarowcami nikt tu nie zagląda".

Co w tych terenach jest strasznego? Przede wszystkim temperatura, która powoduje, że w bakach zaczyna gotować się paliwo. Wielu kierowców i pilotów nie wytrzymało czwartkowej próby fizycznie. Sprzęt odmawiał im posłuszeństwa, a palące słońce bezlitośnie atakowało każdego, kto choć na chwilę się zatrzymał. Bez zapasów wody można było pożegnać się z życiem. Zaczęły się prawdziwe schody, tym trudniejsze do pokonania, że zbudowane z piachu i fesz feszu. Czym jest fesz fesz? Obrazowo opisał to Piotr Beaupre.

- To frakcja piasku rozmielona na drobny puder. Można to porównać do sytuacji, w której tony mąki wysypuje się na drogę, w której wcześniej utworzyły się koleiny. Wszystko się wyrównuje i zasypuje jeszcze 20-centymetrową warstwą, żeby przypadkiem nie było widać ukrytych pod spodem ogromnych kamieni. Fesz fesz zachowuje się jak woda, czyli wychodzi spod samochodu, wchodzi na wszystkie szyby i przestaje się cokolwiek widzieć. Trzeba włączyć wycieraczki, które i tak nie nadążają, bo fesz fesz jest tak lekki, że cały czas wyprzedza auto. Woda jeszcze ma tę wspaniałą właściwość, że spływa i po chwili jej nie ma. Fesz fesz zostaje i jest wszędzie.

d25l3ge

Zdaniem organizatorów na biwaku w San Miguel de Tucuman (w użyciu również skrócona nazwa Tucuman) - mieście, w którym ogłoszono deklarację niepodległości Argentyny - liczba kandydatów do zwycięstwa w Dakarze zostanie zredukowana do minimum. Na piątym etapie rywalizację zakończyło 26 motocyklistów (w sumie już 82), siedmiu quadowców (20), dziewięć załóg samochodów terenowych (41) i trzy ciężarówek (13).

W piątek szósty etap z Tucuman do Salty. Dla samochodów planowany jest odcinek specjalny długości 424 km, dla motocykli i quadów - 400 km, a dla ciężarówek - 156 km. Jak ostrzegają organizatorzy, największym zagrożeniem może być bliskie spotkanie z dzikimi zwierzętami, które zamieszkują te rejony.

W Salcie uczestnicy rajdu pozostaną dobę na biwaku, gdzie będą mogli się zregenerować przed dalszą drogą. Rywalizacja zakończy się w Chile, w Valparaiso, w sobotę 18 stycznia.

d25l3ge

Podziel się opinią

Share
d25l3ge
d25l3ge
Więcej tematów