Trwa ładowanie...
dj0rvwf

Marcin Prokop: szukam szczerości w motoryzacji

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marcin Prokop: szukam szczerości w motoryzacji
(TVN)
dj0rvwf

Wielkolud Marcin Prokop to facet uwielbiany przez widzów porannego pasma telewizyjnego. Po godzinach - a więc koło południa - zrzuca jednak skórę "miłego pana z telewizji" i przepoczwarza się w automaniaka, którym jest od dziecka. Na spotkanie z nami przyjeżdża lexusem LS400. Takie starsze rocznikowo perełki to jego nowa motoryzacyjna pasja.

*Marcin Klimkowski, Moto.wp.pl: *Zaszła u ciebie wielka zmiana. Kiedy widzieliśmy się ostatnio, jeździłeś nowym audi A6 z mocnym 313-konnym dieslem. Tymczasem ten samochód, którym dziś przyjechałeś, to nie jest młodzieniaszek.

*Marcin Prokop: *To prawda. Wkręciłem się w youngtimery. Auta, które mają już swoją historię i duszę, ale wciąż nadają się do normalnej jazdy na co dzień bez większych wyrzeczeń. Poza tym za stosunkowo niewielkie pieniądze można je traktować podobnie jak modele do samodzielnego sklejania, którymi bawiłem się w dzieciństwie. Kupuje się tanio zdrową bazę do projektu, a następnie sukcesywnie doprowadza ją do stanu idealnego. Na kilka miesięcy samochód staje się żywym procesem, a nie bezpłciową kupą blachy i plastiku, kupioną w salonie. Zresztą większość dzisiejszych nowych aut w porównaniu ze swoimi odpowiednikami sprzed 20-30 lat sprawia wrażenie jednorazówek zrobionych z papieru.

dj0rvwf

Moto.wp.pl: To kosztowne hobby?

*Marcin Prokop: *Niekoniecznie. Interesujące modele youngtimerów, w dobrym stanie, warte dalszego inwestowania, można już kupić za 15-20 tysięcy, a niektóre nawet taniej. Jeśli ma się orientację na tym rynku, w niedługim czasie można na takim aucie nawet zarobić, podczas gdy na nowych autach, poza kolekcjonerskimi wyjątkami, wyłącznie się traci. Spójrz, co się stało choćby z BMW serii 8 albo Mercedesem W124 500E - kilka lat temu można je było kupić za połowę dzisiejszej rynkowej wartości. Szukam na rynku interesujących okazji, na których z dużą dozą pewności nie stracę.

(Lexus LS400 fot. Flickr)

Moto.wp.pl: A co to są według ciebie interesujące youngtimery?

dj0rvwf

Marcin Prokop: To samochody stworzone jeszcze przez inżynierów, a nie księgowych. Choćby takie jak ten lexus LS400, pierwsza generacja z 1990 roku, z legendarnym silnikiem 1UZ-FE. Każdy, kto choć trochę interesuje się motoryzacją, wie co to za jednostka i zna historię tego auta - japońskiej odpowiedzi na BMW 7 i Mercedesa S, która rozpoczęła historię marki Lexus i była jednym z najlepiej dopieszczonych technologicznie aut wszech czasów. Zanim wszedł do seryjnej produkcji, powstało ponad 450 prototypów! Efektem tego inżynieryjnego rozmachu jest to, że auto ma dziś ponad 25 lat, a jeździ z kulturą, której próżno szukać w większości współczesnych samochodów. Pod tym względem żadne dzisiejsze wykwity downsizingu, jak dwulitrowe czterocylindrówki poupychane pod maski luksusowych aut typu Volvo XC90, nie mają żadnych szans z klasyczną V-ósemką.

(Skoda Superb Kombi fot. Materiały prasowe)

*Moto.wp.pl: *To auto na co dzień?

Marcin Prokop: Nadaje się do tego bez problemu. Ale szkoda mi go na codzienne wycieranie się po Polsce, bo rocznie robię ponad 50 tys. km, więc do pracy używam innego auta. Do niedawna był to mercedes E63 AMG, ale teraz najczęściej jeździ nim moja żona. Ja rozpocząłem współpracę ze Skodą, dla której realizuję akcję Skoda Auto Muzyka i w ramach tego dilu zaproponowano mi użyczenie nowego superba kombi. Na początku byłem wobec niego nieufny, bo uległem stereotypowi, że to takie nudne auto dla taksówkarza albo przedstawiciela handlowego. Ale potem autentycznie się w nim zakochałem. To jest samochód, który niczego nie udaje. Jak szczery, prosty gość, który nie stara się na siłę brylować w towarzystwie, ale zawsze można na nim polegać. 280 koni i napęd na cztery koła w zupełności wystarczą do normalnej, bardzo sprawnej jazdy w każdych warunkach. To takie bardzo konkretne, bezpośrednie auto - duże, wygodne, ergonomiczne, bezpieczne, szybkie. Bez zbędnego make-upu. Tymczasem większość współczesnych samochodów
jest jak kobieta udająca orgazm. Dźwięk wydechu jest w nich generowany przez głośniki, sztucznie naprężone muskuły designerskich karoserii kryją nieproporcjonalnie rachityczne silniki, pakiety stylizacyjne powszechnie udają "prawdziwe" AMG albo M-Power, nawet oznaczenia wprowadzają w błąd - na przykład BMW 328 określało kiedyś sześciocylindrówkę o pojemności 2.8 litra, a dziś pod takim symbolem kryje się 2-litrowa czterocylindrówka. I tak dalej, przykłady można by mnożyć. Ja w swoich youngtimerach najbardziej cenię ich szczerość.

Moto.wp.pl: Użyłeś liczby mnogiej!

dj0rvwf

Marcin Prokop: No tak. Mam jeszcze bmw E30 z 1983 roku, klasyczną "wąską lampę", w której zmieniłem parę rzeczy. Wstawiłem nową szynę z fotelami, by móc się odsunąć i dostosować wnętrze do wzrostu (Marcin Prokopo ma 205 cm – przyp. red.). Z zewnątrz auto wygląda prawie jak oryginał, ale pod maską ma silnik 2.8 M52TUB28 z jednej z kolejnych generacji "trójki", o mocy prawie 200 KM, do tego gwintowane zawieszenie i wyścigowe, 6-tłoczkowe hamulce Wilwood. Traktuję to auto jako fun car, samochód, który mogę modyfikować jak budowlę z klocków. Na trasę się raczej nie nadaje, bo ma za krótki most i przez to jest za głośny przy dużej prędkości. Za to na mieście jest zwinny jak gokart i przyspiesza jak motocykl. Do tego nie ma żadnych współczesnych systemów typu ABS czy ESP. Czysta, piękna, nieskażona komputerami mechanika.

*Moto.wp.pl: *Czujesz się w nim bezpiecznie?

Marcin Prokop: Paradoksalnie uważam, że auta mające mniej systemów, są bezpieczniejsze. Wymagają ciągłej koncentracji, nie usypiają. Moja stara beemka próbuje mnie cały czas zabić, a nowe auta przekonują mnie, że na drodze mogę niemal wszystko, bo w razie czego one "ogarną" za mnie, co jest nieprawdą.

(BMW 3 E30 fot. Flickr)

*Moto.wp.pl: *Szalejesz w swoich samochodach?

dj0rvwf

*Marcin Prokop: *Za dużo się napatrzyłem na cudze tragedie, żeby bezmyślnie prowokować kolejną. Staram się bardzo uważać, zwłaszcza w mieście. Tu wystarczy jeden błąd, chwila nieuwagi, zagapienie się przed przejściem dla pieszych albo nieustąpienie rowerzyście i nieszczęście gotowe. Na autostradach pozwalam sobie na więcej, zwłaszcza niemieckich. Ale i tak uważam, że do szaleństwa służy tor, a nie cywilna droga.

*Moto.wp.pl: *Wróćmy do początków: kiedy zrobiłeś prawo jazdy?

*Marcin Prokop: *Tak szybko jak to było możliwe, czyli jeszcze w liceum. Wcześniej jeździłem z ojcem po łąkach, najpierw na jego kolanach,a potem sam na fotelu kierowcy. Wprawiałem się, jak większość chłopaków w moim wieku, nielegalnie. A potem przymierzyłem się do kursu i egzaminu.

Moto.wp.pl:I zdałeś od razu?

dj0rvwf

*Marcin Prokop: *Niestety nie. Udupili mnie dwukrotnie. Najpierw na manewrach, potem na mieście. Wydaje mi się, że nie chodziło o brak umiejętności, a raczej o udowodnienie mi czegoś. Albo o to, że nie chciałem dać łapówki.

*Moto.wp.pl: *Podchodząc do egzaminu, uważałeś się już za dobrego kierowcę?

Marcin Prokop: Myślę, że jeszcze przed egzaminem miałem o sobie zbyt wysokie mniemanie. Każdemu kierowcy wydaje się, że umie jeździć. I co więcej, że robi to lepiej od innych. Podobnie było ze mną, kiedy rozpoczynałem kurs. Na szczęście pierwsza lekcja była też lekcją pokory. Pani instruktor, widocznie wyczuwając moją pychę, puściła mnie na miasto, zimą, podczas zawiei. Powiedziała, żebym patrzył na znaki i sobie radził. Wtedy zmiękły mi kolana. Zorientowałem się, że to nie takie proste. Jestem jej wdzięczny, że utarła mi nosa.

(Ford Focus RS MkII fot. Materiały prasowe)

*Moto.wp.pl: *Dziś szukasz aut. Siedzisz w sieci i przeglądasz ogłoszenia?

dj0rvwf

*Marcin Prokop: *Jestem jak wędkarz - upatruję sobie konkretny model, zarzucam kij i czekam na branie. Kiedyś kupiłem tak jeepa cherokee od człowieka, który trzymał go w szopie w Nidzicy. Auto ma teraz ponad 20 lat i wygląda jak 5-latek, jest w idealnym stanie. Jest przygotowane do jazdy w terenie, kupiłem go na zloty off-roadowców, by potaplać się w błocie. Ale był tak ładny, że nie chciałem nim wjeżdżać nawet do lasu.

(Jeep Cherokee XJ fot. Wikimedia.commons.org/CZMartin)

*Moto.wp.pl: *Jeździłeś marzeniem każdego automaniaka! A potem sprzedałeś swoją "dziewięćsetjedenastkę"...

*Marcin Prokop: *Tak, chociaż był to fantastyczny samochód. Niestety, musiałem, z kilku powodów. Po pierwsze wożę ze sobą masę gratów, głównie ubrań do pracy. Nie mieściły się do bagażnika. Po drugie, moje dziecko ma coraz dłuższe nogi, a na tylnej kanapie 911 mieszczą się tylko chomiki. Wreszcie po trzecie, miałem serię 996, a to nie jest najpiękniejszy obraz porsche 911. Jeśli wrócę do tego auta, to będzie to albo wersja 997, albo klasyczna 993.

*Moto.wp.pl: *Mieściłeś się w Porsche 911 bez problemu?

*Marcin Prokop: *I tu zaskoczenie: do wersji 996 stosunkowo nieźle. To było auto prawie idealne, brakowało może 3-4 cm. Dopiero do wersji 997 mieszczę się bezproblemowo.

(Porsche 911 (996) fot. Flickr)

*Moto.wp.pl: *Ale aut w życiu miałeś znacznie więcej?

Marcin Prokop: No tak, to całkiem pokaźny zestaw, w którym na dodatek próżno doszukać się jakiejś myśli przewodniej.

Moto.wp.pl: Zaczynałeś od...

*Marcin Prokop: *Skody 120L, którą otrzymałem w spadku po dziadku. Skutecznie ją zarżnąłem, jeżdżąc w sposób, do którego nie została stworzona. Miałem nią kilka stłuczek, z których jedna była terminalna. Miałem potem wzmocnionego fiata uno turbo i.e., który był bardzo fajnym autem, hot-hatchem pełną gębą. Zwłaszcza, że w tamtych czasach 130 koni, przy masie poniżej tony, to było coś. Byłem więc królem szos, dopóki samochód nie zardzewiał i się nie rozpadł.

*Moto.wp.pl: *Zawsze kierowałeś się mocą?

Marcin Prokop: Kiedy byłem młodszy, podniecałem się tym bardziej niż teraz. Dziś bardziej zwracam uwagę na stosunek mocy do masy, na balans samochodu, na przyjemność z prowadzenia. Moje stare BMW daje mi na krętej drodze więcej frajdy niż trzy razy mocniejszy Mercedes. Z fajnych, mocnych aut miałem np. bmw M3 E46, który uwielbiałem. Ale wszystko psuła półautomatyczna skrzynia SMG, która nie nadawała się do miasta, była powolna i szarpała, więc wyrok musiał zostać wykonany.

*Moto.wp.pl: *Często te wyroki wykonujesz?

*Marcin Prokop: *Większość aut jest u mnie na krótko, według zasady, że staram się je kupować okazyjnie tanio, a potem odsprzedaję bez straty, jeśli nadarzy się taka okazja. W ten sposób próbuję często zmieniać auta, nie dokładając do interesu. Niestety zdarzały mi się też wtopy. Miałem np. chryslera 300C 5.7 Hemi. To był niezły potwór z charakterem. Ale prawdopodobnie był powypadkowy, czego nie wychwyciłem podczas wstępnych oględzin, a potem szydło wyszło z worka, kiedy na autostradzie samochód regularnie ściągał w prawo i nikt nie był w stanie tego wyeliminować. Sprzedałem go z dużym trudem, za pół ceny.

*Moto.wp.pl: *W takim razie dokończ swoją listę...

Marcin Prokop: Miałem na przykład BMW 528i E39, pierwszy naprawdę komfortowy, dorosły wóz, jakim jeździłem. Było też Volvo V70 R pierwszej generacji, samochód świetny i wygodny, z pięknie brzmiącą pięciocylindrówką, ale beznadziejnym napędem 4x4, awaryjnym i drogim w naprawie. Z ciekawszych aut, o których warto wspomnieć, miałem też alfę romeo 159ti, która skutecznie zadawała kłam mitowi o awaryjności tej marki, bo nigdy się nie popsuła oraz forda focusa RS II, który był cudowną bestią zamkniętą w nadwoziu kompaktu, ale po pewnym czasie stał się zbyt męczący do codziennej jazdy - zbyt twardy, narowisty i nieporęczny w mieście, bo przez specyficzną konstrukcję przedniej osi miał promień zawracania jak ciężarówka. Było też przez chwilę porsche cayenne pierwszej generacji - fatalna pomyłka, która psuła się jak chińska zabawka.

*Moto.wp.pl: *A jakim jesteś kierowcą, we własnej ocenie?

*Marcin Prokop: *Łatwo jest się chwalić, więc spróbuję być krytyczny - na pewno mógłbym być za kierownicą bardziej cierpliwy. Drażni mnie niezdecydowanie innych kierowców, blokowanie lewego pasa, wykonywanie bezsensownych manewrów typu natrętne próby zmieniania pasa w gęstym ruchu w nadziei, że przez to pojedzie się szybciej. Irytuje mnie klub porannych poszukiwaczy jedynki, którzy nie potrafią sprawnie i szybko ruszyć spod świateł, przez co tworzą się korki. Generalnie wciąż chyba mam w sobie za mało wyrozumiałości wobec innych. Ale pracuję nad tym.

*Moto.wp.pl: *Ale chyba masz też jakieś pozytywne cechy?

Marcin Prokop: Chyba jestem dość przewidującym kierowcą. Mam wrażenie, że parę razy uratowało mi to skórę.

Moto.wp.pl: Jakiś przykład?

Marcin Prokop: Pewnego ranka dojeżdżałem do skrzyżowania na warszawskim Ursynowie. Była zima, podporządkowaną jechał pług śnieżny. Zahamowałem, choć miałem zielone światło, bo wyczułem, że coś jest z nim nie tak. No i miałem rację, pług na pełnej prędkości przejechał skrzyżowanie na czerwonym świetle.

Moto.wp.pl: Postąpiłeś wbrew swojej niecierpliwej naturze?

*Marcin Prokop: *Jak mówiłem, od niedawna staram się być kierowcą po chrześcijańsku wybaczającym innym grzechy. Kiedyś te błędy bardziej mnie irytowały, trąbiłem, wymachiwałem rękami i miotałem przekleństwa. Dziś w większości przypadków odpuszczam. Wciąż straszliwie irytuje mnie tylko ostentacyjne chamstwo na drodze, które popełniane jest świadomie i z rozmysłem.

Moto.wp.pl: Często spotykasz się z takim chamstwem?

Marcin Prokop: Niestety tak. Niedawno jechałem trasą katowicką lewym pasem, wyprzedając TIR-a. Nagle widzę, że po prawej próbuje wyścignąć mnie inny kierowca, który ewidentnie nie ma szans zmieścić się przed tą ciężarówką, więc zamiast przyhamować, unosi się ambicją i próbuje wjechać mi w bok, spychając z drogi. Na szczęście udało mi się gwałtownie zahamować, więc facet zmieścił się tuż przed moim przednim zderzakiem. Kiedy go później dogoniłem, zobaczyłem za kierownicą statecznie wyglądającego, eleganckiego 50-latka, który jechał w ten sposób z dwójką małych dzieci na tylnej kanapie. Zgroza i debilizm. Przyznam szczerze, że w takich momentach ciężko powstrzymać w sobie agresję.

(Porsche Cayenne I fot. Materiały prasowe)

*Moto.wp.pl: *Wróćmy do aut. Jaki samochód był najgorszym, którym jeździłeś?

Marcin Prokop: Nie ma co pastwić się nad samochodami typu mitsubishi colt 1.0, które czasami wypożyczam na wakacjach za granicą, bo wiadomo, że one nie służą do zapewniania jakiejkolwiek przyjemności. Ale największym rozczarowaniem było chyba wspomniane cayenne. Auto, które obiecywało bardzo dużo, no bo to przecież Porsche, a okazało się tępym, ciężkim mułem - ani szybkim, ani wygodnym, ani przesadnie pakownym, a do tego awaryjnym i horrendalnie drogim w naprawach. Na szczęście kolejna generacja tego modelu to już zupełnie inna jakościowo bajka.

*Moto.wp.pl: *A najlepszy?

Marcin Prokop: Hmm... również porsche, tyle że 911 Turbo S . Mimo że jeździłem wieloma samochodami, w tym supersportowymi, to ten rozłożył mnie na łopatki. Nie tyle zresztą kosmicznym przyspieszeniem na prostej, ale tym, co wyrabiał w zakrętach Toru Poznań, jakby prawa fizyki nie istniały. A przy tym wydawał się całkowicie cywilizowany w normalnym, miejskim ruchu. Słowem, auto do wszystkiego. No ale kosztujące prawie milion złotych, co wydaje mi się kolosalnym zbytkiem. W realnym świecie, najlepszym uniwersalnym autem w rozsądnej cenie, które równie dobrze nadaje się do codziennej jazdy, jak i produkowania adrenaliny, jest Golf GTI.

(Porsche 911 Turbo fot. Materiały prasowe)

Moto.wp.pl: Często jeździsz po torze?

Marcin Prokop: Wykorzystuję każdą okazję, na przykład kręcenie zdjęć do "Automaniaka". Zresztą wśród kolegów z TVN Turbo mam opinię kamikaze. Nawet Ben Collins, czyli oryginalny Stig, powiedział: "A myślałem, że to ja jestem świrem". No ale jak już się człowiek wyszaleje na torze, to potem na normalnej drodze jedzie grzecznie jak baranek.

Moto.wp.pl: Masz jeszcze auto marzeń?

Marcin Prokop: Niejedno. Bardzo lubię Mercedesa G, czyli klasyczną "Gelendę". Auto, które poza wertepami składa się niemal z samych wad - jest ciasne, głośne, paliwożerne i trudno nim precyzyjnie trafić w asfalt, a jednocześnie nie sposób go nie pokochać, jak Shreka albo Dzwonnika z Notre Dame. Chciałbym sobie kiedyś takie sprawić. Tęsknię również za 911-tką, gdybym mógł wybierać model bez ograniczeń, wziąłbym ostatnią generację GT3 - auto surowe, organiczne, bezpośrednie, a nie tak chamskie jak GT2 i nie tak otłuszczone komfortem jak Turbo. No, mógłbym tak długo jeszcze wymieniać...

(Mercedes G fot. Materiały prasowe)

Moto.wp.pl: A superauta?

*Marcin Prokop: *Szczerze? Większość z nich wydaje mi się trochę wieśniacka. Są zbyt krzykliwe, przestylizowane, ostentacyjne. Jak buty z krokodylej skóry i złoty łańcuch na szyi. Czułbym się idiotycznie, jeżdżąc po Warszawie na przykład łososiowym lambo albo białą zondą. Nie mówiąc o tym, że z trudem się do nich mieszczę.

Moto.wp.pl: No ale są szybkie...

*Marcin Prokop: *Bez wątpienia, ale w warunkach laboratoryjnych, na idealnie równym torze. A spróbuj nimi szybko pojechać na zwykłej drodze klasy B, zwłaszcza jak jeszcze popada. Poczujesz się wtedy, jakbyś próbował pobiec sprint na wysokich szpilkach. W takich warunkach najlepiej sprawdzają się takie maszyny jak Lancer EVO albo Impreza STI, czy nawet Golf R, którym w realnym świecie dobry kierowca objedzie auta dwa razy mocniejsze. To nie tylko moja opinia. Pogadaj z paroma kierowcami rajdowymi, którzy znają się na rzeczy trochę lepiej od nas. Żaden z nich nie jeździ na codzień Ferrari.

*Rozmawiał: *Marcin Klimkowski

dj0rvwf

Podziel się opinią

Share

dj0rvwf

dj0rvwf