Kościuszko: to było niczym zaćmienie
Pomimo bardzo dobrego początku Rajd Portugalii okazał się dla Michała Kościuszki niezwykle pechowy. Krakowianin robił co mógł, aby dowieźć swoje Mini WRC do mety, ale na ostatnim OS-ie rozpadła się skrzynia biegów i załoga Lotos Rally Team nie ukończyła czwartej rundy mistrzostw świata. Kościuszko pozostawił jednak po sobie bardzo dobre wrażenie, a największą furorę zrobił na superoesie w Lizbonie, kiedy podczas jazdy otworzyła się maska samochodu i przez niemal całą próbę musiał polegać wyłącznie na komendach swojego pilota, Macieja Szczepaniaka.
Rajd Portugalii był dla Kościuszki czwartą rundą w WRC. Jednocześnie był debiutem Roberta Kubicy w mistrzostwach świata. Trasa rajdu biegnąca przez górzyste okolice Faro uważana jest za jeden z najtrudniejszych rajdów w kalendarzu WRC, o czym przekonali się obaj nasi kierowcy.
Kościuszko zaczął bardzo udanie od uzyskania ósmego czasu na pierwszym odcinku. Radził sobie dobrze, do momentu problemów z autem jechał tempem lepszym od Martina Prokopa (Ford Fiesta RS WRC). Pech dopadł Kościuszkę na superoesie w Lizbonie, kiedy podczas jazdy otworzyła się maska, ograniczając widoczność niemal do zera. Kierowca był zdany wyłącznie na komendy pilota.
Ta jazda zrobiła duże wrażenie na wszystkich, którzy ją widzieli; kibicach, pozostałych kierowcach oraz dziennikarzach. Ci ostatni zgotowali później Polakowi owację w biurze prasowym. Sam Kościuszko już po rajdzie opublikował na swoim koncie na Facebooku film z przejazdu w Lizbonie, który skomentował słowami: "Zawsze myślałem że tak się nie da... Niezłe wrażenia !"
- To była mocno zaskakująca sytuacja, ponieważ na początku wszystko było w porządku. Maska otworzyła się dopiero po mocnym skoku. Zaćmienie w dzień w Lizbonie, ale kibicom chyba się podobało - powiedział nam Kościuszko. - Na dole była szpara, przez którą coś jeszcze widziałem, kiedy przyspieszałem, bo wtedy auto delikatnie się podnosi, ale wystarczyło, że dotknąłem hamulca i jechałem kompletnie na ślepo - dodał.
Ekstremalna jazda na oczach niedowierzających kibiców zakończyła się sukcesem. Kościuszko do zwycięzcy superoesu Mikko Hirvonena stracił zaledwie 20 sek.
Niestety nieodłączny "przyjaciel" kierowców rajdowych - pech, nie opuszczał załogi Lotos Rally Team także na kolejnych OS-ach. Problemy z elektryką, oponami i w końcu awaria skrzyni biegów sprawiły, że Kościuszce nie dane było osiągnąć mety rajdu.
- Wszystko w aucie wydawało się być przygotowane perfekcyjnie, więc byliśmy zaskoczeni tym co działo się na trasie - wspomina krakowianin. W Argentynie powinno być lepiej, tam na Kościuszkę czeka już nowe auto. Zespół dysponuje bowiem dwoma samochodami: jednym do rund europejskich i drugim do rajdów poza Europą.
Kościuszko odnosząc się debiutu Roberta Kubicy w mistrzostwach świata, bardzo pozytywnie ocenił jego jazdę. - Robert to niesłychanie utalentowany kierowca, nie przypadkiem był w Formule 1. Jeśli chodzi o rajdy to jestem pewny, że jeszcze znacznie się poprawi, potrzebuje tylko trochę rajdowego obycia - stwierdził jedyny polski kierowca startujący w pełnym cyklu rajdowych mistrzostwach świata.
Ekstremalna jazda Kościuszki na superoesie w Lizbonie: