Trwa ładowanie...
d1te1ws

Akumulator na mrozie: co zrobić, żeby nie zawiódł?

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Akumulator na mrozie: co zrobić, żeby nie zawiódł?
(moto.wp.pl)
d1te1ws

Przez dwa ostatnie miesiące mogło nam się wydawać, że prawdziwa zima nie nadejdzie. Ciepłe dni odchodzą jednak do przeszłości i w połowie kraju kierowcy już muszą mierzyć się z mroźnymi porankami. Te weryfikują stan ich akumulatorów i układów elektrycznych. Zima co roku zaskakuje drogowców, kierowcy nie muszą jednak podzielić ich losu.

Zdecydowana większość kierowców nie dysponuje garażem, co oznacza, że ich pojazdy wystawione są na łaskę i niełaskę pogody. Ostatnio zmotoryzowani z północnej części kraju doświadczają tej drugiej, a prognozy pogody nie pozostawiają złudzeń, że niedługo podobnie będzie w całej Polsce. Zima to ciężki sprawdzian dla samochodów. Podczas rozruchu ciężkie chwile przeżywa silnik, z którego smarowaniem musi poradzić sobie zagęszczony niską temperaturą olej. Tak naprawdę jednak pierwszy cios mrozu spada na akumulator. O ile w temperaturze 25 stopni Celsjusza pojemność akumulatora wynosi 100 proc., to przy zerze na termometrze spada ona do 80 proc., a przy -25 stopniach do zaledwie 60 proc.

Podstawową czynnością, którą może wykonać prawie każdy kierowca, jest zadbanie o „higienę” styków. Jeśli są one zaśniedziałe, prąd napotka na swojej drodze przeszkodę. Wystarczy odpiąć klemy od akumulatora, przeczyścić obydwa te elementy metalową szczotką lub drobnoziarnistym papierem ściernym, oczyścić suchą szmatką i zabezpieczyć wazeliną techniczną, by zapewnić sobie sprawniejsze współdziałanie akumulatora i rozrusznika. Jeśli jednak pomimo przeprowadzenia takiej kosmetycznej czynności samochód nie chce zapalić, a alternator jest sprawny, winą należy najprawdopodobniej obarczyć akumulator. Jak zdiagnozować jego stan?

(fot. moto.wp.pl)

Najprostszym sposobem jest sprawdzenie wskazania tzw. magicznego oka. To wziernik umieszczony na górnej powierzchni wielu sprzedawanych dziś samochodowych baterii. Gdy oko jest zielone, akumulator jest naładowany i ma odpowiedni poziom elektrolitu. Czarny kolor oznacza, że bateria nie jest naładowana, a oko bezbarwne lub żółte, że poziom elektrolitu jest zbyt niski. Jeśli akumulator jest bezobsługowy, a co za tym idzie użytkownik nie ma możliwości uzupełnienia elektrolitu, oznacza to konieczność wymiany akumulatora na nowy. W praktyce magiczne oko w bateriach, liczących kilka lat może mieć kolor zielony, mimo że nie nadaje się on już do użytku, więc jego wskazaniom nie należy wierzyć bez reszty. Decydująca powinna być opinia specjalisty.

d1te1ws

Jeśli akumulator jest stosunkowo nowy i jesteśmy pewni, że nie powinien on jeszcze ostatecznie odmówić posłuszeństwa, można założyć, że winę za unieruchomienie samochodu ponosi częsta jazda na dystansach tak krótkich, że podczas jazdy alternator nie jest w stanie zrekompensować baterii wydatku energii, potrzebnej na uruchomienie silnika. Pozostają więc dwa sposoby poradzenia sobie z sytuacją: naładowanie akumulatora za pomocą prostownika lub uruchomienie samochodu przy pomocy kabli rozruchowych. Drugi z tych sposobów nie jest najlepszy dla samochodowej baterii, ale pozwala na szybkie dojechanie do założonego przed przekręceniem kluczyka w stacyjce celu. Problemem jest tu wysoki prąd ładowania. Także podczas awaryjnego uruchamiania samochodu można popełnić błędy, których następstwa są poważne.

Akumulatory samochodowe w atrakcyjnych cenach. Kliknij i sprawdź oferty!

(fot. Materiały prasowe)

Jeśli decydujemy się na uruchomienie samochodu przy pomocy innego auta, wystarczy otworzyć maskę i przygotować kable rozruchowe. Plus podpinamy do plusa, minus do masy biorcy i uruchamiamy sprawne auto. Jego alternator zacznie ładować pokonany przez mróz akumulator biorcy. Czasami trzeba poczekać kilka lub kilkanaście minut, nim w nie do końca sprawną baterię wpłynie nowe życie. W kwestii uruchamiania samochodu wymagającego reanimacji istnieją dwie szkoły. Jedna radzi, by samochód z akumulatorem, który odmówił posłuszeństwa, spróbować „odpalić” z kablami podpiętymi do samochodu "udzielającego pomocy". Druga mówi, by je wcześniej odpiąć i w ten sposób zniwelować ryzyko uszkodzenia elektroniki w "reanimującym" aucie.

d1te1ws

Odpalanie za pomocą kabli jest tanim, prostym i szybkim sposobem na doraźną reanimację auta. Ceny przewodów rozruchowych zaczynają się już od 20 zł; za lepsze, zapłacimy 50-60 zł. Kupując przewody, należy postawić na solidność. Najlepiej sprawdzają się grube, dobrze wykonane kable, które nie pękają łatwo na mrozie i mają odpowiednio duże "krokodylki", pozwalające na pewne połączenie akumulatorów w obu samochodach.

Gdy nie możemy liczyć na uczynnego sąsiada, dobrym pomysłem jest zakup akumulatora rozruchowego. Urządzenie to ma kształt niewielkiej walizeczki i mieści w sobie - jak wskazuje nazwa - niewielki akumulator, którego pojemność i prąd rozruchowy należy dobrać do konkretnego samochodu. Zimą naładowany akumulator rozruchowy przechowujemy w mieszkaniu lub piwnicy, nie narażając go na ujemne temperatury. Gdy bateria w aucie odmawia posłuszeństwa, samochód podłączamy nie do innego auta, ale do akumulatora rozruchowego, postępując zgodnie z instrukcją dołączoną do produktu. Cena takiego urządzenia - w zależności od parametrów i jakości wykonania waha się od 200 do nawet 900 zł.

Inną metodą uruchamiania auta, w którym akumulator odmówił posłuszeństwa, jest naładowanie samochodowej baterii przy pomocy prostownika. To czasochłonna metoda, która w konfrontacji z użyciem kabli rozruchowych i sprawnego samochodu ma jednak istotną przewagę. W tym drugim przypadku wyładowany akumulator jest w ten sposób ładowany maksymalnym prądem, jaki wytwarza sprawny samochód. Tymczasem ładowanie go z pomocą prostownika pozwala na dobranie optymalnego tempa ładowania. Zależy ono od wykorzystanego do tego celu natężenia prądu, a nie powinno ono być większe niż 10 proc. jego pojemności. Dla przykładu akumulator o pojemności 60 Ah najlepiej ładować prądem o natężeniu do 6 A. Kupując prostownik, najlepiej więc wybrać taki, który pozwala na wybór natężenia prądu ładowania. Urządzenie takie kosztuje od 200 do 400 zł. Tańsze, które same dobiorą nie zawsze najwłaściwsze natężenie prądu, ale solidnie wykonane prostowniki kosztują 100-200 zł. Najbardziej oszczędni znajdą takie, których właścicielem można się
stać, wydając 60 zł.

Akumulatory samochodowe w atrakcyjnych cenach. Kliknij i sprawdź oferty!

(fot. zdjęcie producenta)

Jeśli samochód z rozładowanym akumulatorem długo stoi na mrozie, z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że jego elektrolit mógł zamarznąć. W przypadku zupełnie rozładowanej baterii wystarcza do tego temperatura -12 stopni C. Pozostaje wówczas wymontowanie akumulatora. Operacja ta nie jest jednak polecana w niektórych modelach nowoczesnych aut. Może to zostać potraktowane przez wewnętrzny komputer jako próba kradzieży i doprowadzić do uruchomienia blokady, która uniemożliwi dalszą jazdę, nawet ze sprawnym akumulatorem.
Jeśli jednak jesteśmy właścicielami bardziej tolerancyjnego pojazdu, wymontowanie akumulatora będzie dobrym pomysłem. Po umieszczeniu go w ciepłym pomieszczeniu elektrolit rozmrozi się, co pozwoli na naładowanie baterii. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, wymontowanie akumulatora nie jest najprostszą czynnością pod słońcem, a błąd podczas tej czynności może spowodować uszkodzenie elektroniki samochodu, np.: pokładowego komputera.

Przed ładowaniem akumulatora, który nie jest baterią bezobsługową, należy sprawdzić poziom elektrolitu. Akumulatory o jasnej obudowie często mają wskaźnik poziomu elektrolitu na zewnątrz. W przypadku pozostałych, poziom płynu można sprawdzić, zaglądając do środka. W bateriach o tradycyjnej budowie w tym celu należy odbezpieczyć korki poszczególnych cel lub zdjąć przykrywającą je listwę. Wewnątrz każdej celi znajduje się wskaźnik, który pokazuje poziom elektrolitu. Gdy jest on zbyt niski, należy uzupełnić jego poziom wodą destylowaną lub zdemineralizowaną.

d1te1ws

Podłączając akumulator do ładowania należy stosować się do instrukcji, dołączonej do prostownika. Niezależnie od tego, z jakiego urządzenia korzystamy, nie wolno jednak łączyć biegunów (+) i (-) baterii. Jeśli mamy do czynienia z akumulatorem, dającym dostęp do wnętrza, korki cel należy pozostawić uchylone. Pozwoli to powstającym w trakcie ładowania gazom bezpiecznie się ulotnić. Ze względu na to, że nie są one ani przyjemne dla naszego zmysłu powonienia, ani zdrowe, na ładowanie należy wybrać miejsce przewiewne i nie przebywać w tym czasie w pobliżu.

Ładowanie akumulatora trwa zwykle około 10 godzin. W tym czasie wskazówka prądu ładowania na prostowniku powinna zbliżyć się do wartości 0. Obecnie żywotność akumulatora określa się na około pięć lat. Jeśli więc jest się użytkownikiem starszej baterii, niewykluczone, że ładowanie nie przyniesie efektów i jedynym rozwiązaniem będzie jej wymiana.

tb/sj/tb, moto.wp.pl

Akumulatory samochodowe w atrakcyjnych cenach. Kliknij i sprawdź oferty!

d1te1ws

Podziel się opinią

Share

d1te1ws

d1te1ws