wp

Richard Hammond dla MOTO.WP.PL: Polskie samochody? Kocham je wszystkie!

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Richard Hammond dla MOTO.WP.PL: Polskie samochody? Kocham je wszystkie!
(LIVE)

Znany na całym świecie brytyjski dziennikarz, współprowadzący legendarny program Top Gear, Richard "Hamster" Hammond udzielił serwisowi moto.wp.pl ekskluzywnego wywiadu. Już w najbliższą sobotę, na Stadionie Narodowym w Warszawie będziecie mogli zobaczyć Jeremy'ego Clarksona, Jamesa Maya i właśnie Richarda Hammonda na żywo w ramach wielkiej imprezy Top Gear Live. Nim do tego dojdzie, zamieniliśmy kilka słów z jedną z legend oglądanego na całym świecie, telewizyjnego show o samochodach. Postanowiliśmy dowiedzieć się, co leży u podstaw sukcesu Top Geara, czy poza planem prezenterzy są przyjaciółmi, co Hammond sądzi o samochodach z Polski oraz co zrobiłby... z wielką kaczką.

WP: Aby nagrywać materiały do programu Top Gear, podróżujecie po całym świecie. Czy wkrótce możemy się spodziewać waszej wyprawy przez Polskę?

wp

Richard Hammond: Być może. Szczerze mówiąc, zawsze jest szansa, że możemy pojawić się w każdym miejscu i każdym czasie, jeśli pozwolimy nawigować Jamesowi.

WP: Najlepszy i najgorszy samochód, który kiedykolwiek prowadziłeś?

R.H.: Pierwsza generacja Pagani Zondy wstrząsnęła moim światem. A może to było wtedy, gdy pierwszy raz prowadziłem Bowlera Wildcata? A najgorszy samochód? Głupi P45 Jeremy'ego. Naprawdę okropna rzecz.

WP: Prowadziłeś jakieś polskie samochody? A jeśli tak, czy ci się podobało?

wp

R.H.: O Boże tak, prowadziłem całe mnóstwo, cały czas. I kocham je wszystkie. Szczególnie te... jakkolwiek się one nazywają... Są świetne.

(fot. LIVE)
Podziel się

WP: Skąd pomysł, by przeistoczyć program telewizyjny w wielkie, stadionowe show Top Gear Live?

R.H.: Zdaliśmy sobie sprawę, że na całym świecie są ludzie, którzy naprawdę „kumają” to, co robimy. Chcieliśmy, by mogli w tym uczestniczyć. W ten sposób mamy cały stadion podobnie myślących ludzi, którzy stają się częścią tego show. Robimy wszystkie te rzeczy, które możecie zobaczyć w telewizji. Z tą jednak różnicą, że wszystko jest na żywo i niczego nie możesz wyciąć. Więc, jeśli coś pójdzie nie tak, na pewno to zobaczycie.

wp

WP: Masz garaż pełen zabytkowych samochodów. Czy uważasz, że kiedyś budowano je lepsze?

R.H.: Dobry Boże, nie. Były beznadziejne. Motocykle też. Mam motocykl Sunbeam z 1927 roku, który jest skomplikowany w obsłudze, jak prasa drukarska z epoki wiktoriańskiej. Ale lubię stare rzeczy. Mają charakter. Nawet jeśli są cieknące, niewygodne, zawodne, nieskuteczne i niebezpieczne.

(fot. LIVE)
Podziel się

WP: Top Gear doczekał się 20 serii. Jak udało ci się wytrzymać tyle lat z Clarksonem i Mayem? Spotykacie się również poza studiem telewizyjnym?

wp

R.H.: Kto powiedział, że dobrze się dogadujemy? Obowiązuje nas zakaz zbliżania się. Każdy z nas oddzielnie opuszcza studio, pod ochroną uzbrojonego strażnika. Są prawne obostrzenia, dzięki którym nigdy nie będziemy musieli oglądać swoich ohydnych twarzy poza pracą.

WP: Jakie zdarzenie z planu programu Top Gear najbardziej zapadło ci w pamięć?

R.H.: Są ich miliony. Mój zjazd psim zaprzęgiem w dół arktycznego lodowca, pobyt na wyspie Kubu w Botswanie, gdy słońce zachodziło nad Baobabami, łapanie mojego kampera, gdy tonął w Kanale La Manche i gdy prosto na mnie płynął prom, patrzenie jak Jeremy uderza w mur swoją ciężarówką, kupa śmiechu z Jamesa, gdy rozbił swoją latającą przyczepę, uderzenie piorunem w VW Golfie w Niemczech, zachód księżyca na południu USA, kraksa w 24-godzinnym wyścigu w samochodzie na ropę, który sami zbudowaliśmy. Długo mógłbym tak wymieniać, ale nie powinienem. Wszystko to możecie zobaczyć w naszych programach.

Sprawdź ceny książek autorstwa Jeremy'ego Clarksona na Allegro!

wp
(fot. LIVE)
Podziel się

WP: Czy często na planie zdarzają się niebezpieczne sytuacje?

R.H.: Tak. Za każdym razem, gdy idę do biura. Gdy już z niego wyjdziemy, by filmować nasze wyprawy, zagrożenie staje się realne. Ścigały nas narkotykowe gangi, polowały na nas polarne niedźwiedzie, ryzykowaliśmy hipotermią, utonięciem, przypieczeniem, zmiażdżeniem, zaginięciem na pustyni, w dżungli, wulkanach i na lodowcach. Najniebezpieczniej jest, gdy wpadamy do baru.

WP: Jak zaczęła się twoja samochodowa pasja?

R.H.: Nie wiem nawet jak się zaczęła. Zawsze była. Kochałem samochody od chwili, gdy zacząłem być świadom ich istnienia. Są po prostu częścią mnie.

WP: Co przygotowaliście na warszawską edycję Top Gear Live? Macie w zanadrzu jakieś niespodzianki?

R.H.: Zawsze są jakieś niespodzianki, bo wszystko odbywa się na żywo. I to są najlepsze sytuacje. Zarówno dla publiczności, jak i dla nas. Kiedy coś pójdzie nie tak podczas kaskaderskich sztuczek, albo gdy zapominamy, co mieliśmy powiedzieć. Pozostali będą się wtedy śmiać. Tak długo, aż będzie im potrzebna pomoc medyczna.

WP: Jak długo trwają przygotowania do każdej edycji Top Gear Live?

R.H.: Zajmuje to naszej trójce wystarczająco dużo czasu, by nauczyć się swoich kwestii, kaskaderskich sztuczek i dowiedzieć się, gdzie jest najbliższa toaleta. Jednak dla całego zespołu to ogromna ilość pracy. Plan, scena, scenariusze, wszystko musi zostać opracowane, zbudowane, sprawdzone i przećwiczone. Oferujemy im nasze wsparcie. Z pubu.

(fot. LIVE)
Podziel się

WP: Oprócz programu Top Gear i wielkiego show Top Gear Live, jesteś zaangażowany w produkcję kilku innych telewizyjnych programów. Jak udaje ci się znaleźć na to wszystko czas?

R.H.: Nie wiem. Zapytajcie moją żonę. Zdarza mi się być odrobinę za bardzo zajętym. Naprawdę. Ale, skoro jest przy tym tyle zabawy, któż nie chciałby więcej?

WP: Co twoim zdaniem kryje się za sukcesem programu Top Gear?

R.H.: Ślepy traf, piwo, milion małych zbiegów okoliczności, świetny temat, piwo, głupie pomysły producentów samochodów, piwo i ślepy traf.

WP: Czy są jakieś pojazdy, które - ze względu na swój wzrost - mógłbyś przetestować tylko Ty oraz takie, które mógłby przetestować tylko Clarkson?

R.H.: Kiedyś poprowadziłem bolid F1, bo tylko ja mogłem się do niego zmieścić. Radziłem sobie tak beznadziejnie, że po trzech okrążeniach musiałem zjechać, by podgrzać opony. Nie sądzę, by było coś, co wymaga ogromnej postury Jeremy'ego, ale sprawdziłby się jako dodatkowy ciężar w walcu drogowym. WP: Wolałbyś walczyć z setką koni wielkości kaczek, czy z jedną kaczką wielkości konia?

R.H.: Wybrałbym kaczkę wielkości konia. Z wielkim bochnem chleba.

mw/sj/sj, moto.wp.pl

Sprawdź ceny książek autorstwa Jeremy'ego Clarksona na Allegro!

Polub WP Moto
Trwa ładowanie
.
.
.
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Podziel się na Facebooku
wp
wp
wp