wp

34 lata Mercedesa W201 190

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
34 lata Mercedesa W201 190
(Piotr Mokwiński)

8 grudnia 1982 roku do sprzedaży wszedł ostatni „niezniszczalny” samochód europejskiego producenta. Mercedes W201 190 uzupełnił gamę aut z gwiazdą o pojazd segmentu D. Dzięki zastosowaniu sprawdzonych rozwiązań w 1983 roku pobił trzy rekordy prędkości w jeździe długodystansowej i zyskał uznanie klientów, dla których nie bez znaczenia była również jakość wykonania wnętrza i wygoda. Czy dziś Mercedes 190 wciąż jest kuszącą ofertą na rynku wtórnym?

Reprezentant segmentu D wedle wstępnych założeń powinien posiadać należytą dawkę prestiżu i elegancji - nieodzowną w przypadku niemieckiej marki. Oprócz tego ma stosunkowo przestronną kabinę, zdolną przewieźć cztery dorosłe osoby z bagażem, a najlepiej również tylny napęd, będący oznaką przynależności do nobilitowanej społeczności. Produkcję najmniejszego ówcześnie Mercedesa rozpoczęto tuż przed końcem 1982 roku w dwóch zakładach - Sindelfingen oraz Bremie, by zakończyć ją w 1993. Jak ten samochód sprawuje się dziś? Mityczna wręcz trwałość i wciąż dobre zaopatrzenie w tanie części zamienne mogą okazać się wyjątkowo przekonującym argumentem za kanciastym staruszkiem.

wp

Pierwszy rzut oka na 190-tkę większości dla zmotoryzowanych wiąże się z ustaleniem, czy aby na pewno nie jest to W124. Dopiero dłuższa chwila uświadamia niezdecydowanym prawdziwą nazwę obserwowanego modelu, łudząco przypominającego większego brata zwanego "baleronem". Stylistykę W201 najłatwiej opisać jako pomniejszoną wersję ulubieńca taksówkarzy - wymienianego wyżej W124.

Długie przetłoczenia na całej karoserii przyczyniają się do kreacji dostojnej prezencji małego Mercedesa. Front auta zdobią prostokątne reflektory przedzielone wydatnym, przeważnie chromowanym grillem z gwiazdą na szczycie. Przechodząc do tyłu samochodu przypomina się wysoką krawędź załadunku bagażnika niczym w archaicznym Wartburgu 353. O poziomie wyposażenia poszczególnych egzemplarzy świadczą zderzaki oraz boczne listwy ochronne niekiedy lakierowane w kolorze nadwozia.

Wnętrze 190-tki to swoisty wehikuł czasu ustawiony na lata 80., czasu wytrzymałych materiałów wykończeniowych (niekoniecznie przyjemnych w dotyku) i niewyszukanych kokpitów. Taki właśnie jest przedział pasażerski prezentowanego Mercedesa. Deska rozdzielcza nie daje powodów do narzekań, wszystkie pokrętła i przyciski, wedle niemieckich zasad ergonomii, wylądowały na właściwych miejscach. Analogowe zegary, pokazujące w wielu sztukach grubo ponad pół miliona kilometrów, są czytelne o każdej porze dnia i nocy. Spójny obraz panelu centralnego, który w lepiej wyposażonych egzemplarzach jest oklejony drewnem, dziś często zakłóca współczesne radio instalowane w miejscu fabrycznego kaseciaka.

wp
(fot. Piotr Mokwiński)
Podziel się

Szukając W201, nie możemy nastawiać się na jakiekolwiek wyposażanie dodatkowe, będzie dobrze, jeśli uda nam się kupić auto z elektrycznie sterowanymi szybami czy szyberdachem. Oczywiście zdarzają się także wersje ze
skórzaną tapicerką. Na przednich, niestety niemal zawsze wysiedzianych lub zarwanych fotelach podróż mija naprawdę przyjemnie, odbywa się to niestety kosztem pasażerów kanapy. Jeśli przednie siedziska ustawimy pod wysokie osoby, odsuwając je znacznie, to nie zostanie zbyt wiele przestrzeni na nogi dla dwójki podróżnych za nimi. W kompromisowej konfiguracji na deficyt miejsca narzekać będą wszyscy. 410-litrowy bagażnik także nie daje zbyt wielkich możliwości przewozowych - choć niejedna 190-tka służy dzielnie na podmiejskim rynku.

Gama jednostek napędowych W201 dawała niegdyś ogromne pole wyboru. Począwszy od słabiutkiego diesla 2,0 D o mocy 72 KM po unikatową wersję 2,5 Evolution II legitymującą się niebagatelnym stadem 235 koni mechanicznych. Dziś szukanie diesla mija się z celem, niebotyczne przebiegi w połączeniu z chorobliwą oszczędnością poprzednich użytkowników czynią zeń skarbonki bez dna. Łatwiejszym i bezpieczniejszym jednocześnie łupem będzie wariant benzynowy 2,3 E. Ten czterocylindrowy silnik wyposażony w ośmiozaworową głowicę wydobywa z siebie - przynajmniej wedle katalogu - 132 KM, co przy masie własnej wynoszącej niespełna 1200 kg w zupełności wystarcza do statecznej jazdy. Za transfer mocy na tylną oś odpowiedzialna była manualna pięciostopniowa przekładnia, bądź klasyczny, niezniszczalny automat. Co ciekawe, w sprincie do "setki" wersja z automatyczną skrzynią biegów była wolniejsza jedynie o 0,1 sekundy.

(fot. Piotr Mokwiński)
Podziel się
wp

W czasie wielkomiejskiej eksploatacji 190 w opisywanym wariancie zużywa około 12 litrów na 100 km, a w trasie wynik ten może zmniejszyć się nawet o 4 jednostki. W trosce o dalszy żywot silnika większość mechaników odradza montaż instalacji gazowej, nie najlepiej współpracującej z wtryskiem autorstwa Mercedesa. Historia zna przypadki uszkodzonych elementów układu dolotowego. W przypadku starszych silników niemieckiego producenta nie ma mowy o typowych usterkach, poważne zdarzają się z winy zapominalskiego właściciela.

Jeśli zmieniamy wyeksploatowane części na czas, pamiętając o wymianach oleju i filtrów, wówczas zespół napędowy odwdzięcza się wieloletnią pracą bez większych problemów. Układ jezdny 190-tki nie daje takiej radości z prowadzenia jak BMW E30, jego ówczesny rywal. Wzorem pozostałych modeli, większy nacisk położono na komfort jazdy. Udało się to osiągnąć, stosując niezależne zawieszenie, pozwalające na wymianę nawet najdrobniejszej części składowej (komplet tylnych wahaczy kupimy już za 300 złotych). Dzięki temu serwis i koszty utrzymania znacząco spadają. Kupując minimum dwudziestoletniego Mercedesa nie powinniśmy żałować funduszy na zmianę amortyzatorów, to od ich sprawności w dużym stopniu zależy trwałość innych części zawieszenia. Ceny amortyzatorów rozpoczynają się od 60 złotych za tylne i 70 zł za przednie.

Mercedes W201 190 2,3 E z bogatym bagażem drogowych doświadczeń nadal może służyć cierpliwemu i wyrozumiałemu kierowcy, dla którego priorytetem nie jest wiek, a prostota konstrukcji. W przeciwnym razie archaiczna technika oraz mnogość drobnych awarii doprowadzą go na skraj załamania nerwowego. Musimy się liczyć także z rdzawym problemem atakującym między innymi nadkola i progi.

Piotr Mokwiński, Wirtualna Polska

Polub WP Moto
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.